Pierwsze wrażenia – Blood-C

Zacznę od tego, że niemal całkowicie przeszedł mi foch na tegoroczną odsłonę konwentu Balcon (który w tym roku nazywa się Project 2011). Mam już opłaconą wejściówkę, nie boję się samotnej podróży bo będę miał miłe towarzystwo, zbyt wybujałych oczekiwań też nie mam, a przez to nie boję się wielkiego rozczarowania. Będzie mi bardzo miło nieświadomie minąć na konwentowym korytarzu każdego z moich (jakże licznych :D) czytelników :).

Przejdźmy teraz do głównego tematu dzisiejszej notki. Wezmę na warsztat pierwszy odcinek Blood-C – nowego anime z uniwersum „Blood”, które wyróżnia się postaciami zaprojektowanymi przez słynną grupę CLAMP. Czy sławna marka i projektanci wystarczą by przyciągnąć widza?

Seria wita nas trwającym kilka minut pseud-filozoficznym bełkotem...

W odcinku

W pierwszym odcinku poznajemy Sayę – uroczą dziewoję, która po śmierci matki mieszka ze swoim ojcem i wraz z nim prowadzi shintoistyczną świątynię. Ze względu na uduchowienie swojej rodziny (a także pewnie z jakiś innych mrocznych powodów) dziewczynę prześladują dziwne wizje, których nie jest w stanie do końca zrozumieć.

Sielanka, słodycz i lukier - Saya z koleżankami.

Saya jest jednak nastolatką i nie może zaniedbywać swoich szkolnych obowiązków. Dowiadujemy się, że jest wzorową uczennicą i ma oddane przyjaciółki, które przymykają oko na jej roztrzepanie i niezdarność. W dodatku ma bardzo dobre układy z nauczycielami, a nawet kolegę, który się w niej podkochuje.

Po lekcjach bohaterka oddaje się swojemu hobby.

Po lekcjach Saya nie ma czasu na randki i babskie ploteczki – musi śpieszyć do świątyni bo czekają na nią bardzo poważne obowiązki. Za prośbę ojca musi się ona rozprawić z czającym się w okolicy potworem o postaci tajemniczego posągu. Dziewczyna łapie za samurajski miecz i rusza w drogę…

Komentarz

Z tonu powyższego opisu można pewnie wyczytać, że jestem raczej negatywnie nastawiony do Blood-C. Nie będę temu stwierdzeniu przeczyć… Zgaduję, że wielka sympatia do Blood+ – poprzedniej serii spod tego znaku ma coś do rzeczy, ale może po kolei.

Koncepcja „pozornie zwyczajna nastolatka ma supermoce i walczy z potworami w obronie ludzkości” nie jest może zbyt oryginalna, ale pomimo upływu lat ciągle dobrze się trzyma, a ja dalej bardzo lubię takie przygodowe serie z elementami fantasy. Pod tym kątem nie mam serii nic do zarzucenia. Sayę można polubić, fabuła będzie pewnie stopniowo odkrywać przed widzem kolejne mroczne sekrety, a bohaterka powali niejedną bestię. Sceny akcji są bardzo dobrze zrealizowane i ogląda się je z prawdziwą przyjemnością; tym bardziej, że seria nieźle prezentuje się od strony technicznej – animacja jest płynna, a instrumentalne utwory dobrze komponują się z mroczną naturę serii. Niestety pierwszy odcinek prezentuje jedynie zalążek fabuły i trudno powiedzieć jak rozwinie się intryga. W poprzedniej serii spod tego znaku fabuła obfitowała w zwroty akcji i była dobrze skonstruowana – nie wiadomo jednak czy można to brać za wyznacznik w przypadku Blood-C.

Dobrze, skoro już powiedziałem co fajnego jest w tej serii to teraz czas wylać trochę jadu :D. Zdecydowanie największą wadą serii jest przynależność do uniwersum Blood – wielu widzów ma spory sentyment czy to do Blood – The Last Vampire czy (jak w moim przypadku) do Blood+, tym bardziej, że oba tytuły były produkcjami na najwyższym poziomie. Trochę trudno obiektywnie ocenić nową serię – tym bardziej, że Saya stała się słodziutką i naiwną dzieweczką, która mówi o sobie w trzeciej osobie (wydaje mi się, że w języku japońskim robią tak małe dzieci) i potyka się o własne nogi; brakuje tylko by zamiast katany chwyciła różową różdżkę i zaczęła nią wymachiwać w imię miłości i sprawiedliwości, a tak w ogóle to była „moe moe kyun”:/. Co bardziej zaangażowani fani mogli się poczuć oszukani i uznać, że CLAMP i spółka „zgwałcili” Sayę :D. Skoro już o CLAMPie mowa to trzeba zaznaczyć, że tworzone przezeń postacie są… dość charakterystyczne. Bardzo szczupłe sylwetki, długie kończyny i delikatne twarzyczki mają swoich fanów, ale wielu osobom (w tym mnie) mogą trochę nie pasować do mrocznej serii, którą z założenia (?) ma być Blood-C.

Jeśli ktoś jest w stanie uniknąć porównań z poprzednikami i wykazuje tolerancję na łączenie moe-blobów z konwencją mrocznego horroru, w którym krew leje się hektolitrami to najprawdopodobniej Blood-C może być serią dla niego. Podobnie w przypadku gdy ktoś nie miał jeszcze styczności z przygodami Sai – proponuję jednak by wpierw rzucił okiem na Blood – The Last Vampire lub/i na Blood+… nowa odsłona mimo wszystko pozostaje pewną niewiadomą.

Reklamy

3 komentarze

  1. Ja tam po tym pierwszym odcinku podziękowałam, może co najwyżej sprawdzę w internetach gdzieś tak gdy się skończy, opinie.
    Mogę kupić to, że ta Saya jest tak bardzo inna i przesłodzona, bo to nie „nasza” Saya (bo przecież inne nazwisko; a skoro w tym sezonie obejrzałam wczoraj już trzecie anime gdzie głowna bohaterka to Haruka, to i tu mogli tylko tak nawiązać), ale nie kupię tego braku stanowczości w projekcie głównej bohaterki, która raz jest taka, a raz inna. Okej, podczas walki stała się brutalna po tym zakolorowaniu oczu na czerwono – ale to nadal nie wyjaśnia dlaczego „najlepszy sportowiec” przewraca się regularnie o własne nogi!
    Chcieli sprzedać za dużo rzeczy naraz: oba Bloody są szeroko znane i lubiane, Clamp jest popularny, połączyli to więc w niefajną papkę. Ani gore ani słodyczy, których moglibyśmy się po tych dwóch znanych markach spodziewać.
    A bliźniaczki były dla mnie straszniejsze niż ten żałosny potwór.

  2. A ja dalej wierzę w ten tytuł. Zapewne to zasługa mojej nieznajomości „Blood+”.
    CLAMP nie zajmuje się tylko postaciami, ale także scenariuszem, więc coś z tego musi wyjść. Ten „pseudofilozoficzny bełkot” odebrałem jako preludium do dramatycznej historii którą mam zamiar otrzymać. Mam nadzieję, że twórcy mają zamiar mi ją dać.

  3. @SStefania
    Zrobię podobnie – mam nadzieję, że Tengu mi napisze jak się to wszystko skończyło :D.

    @Tengu
    Nie potrafię przeskoczyć mojego wielkiego sentymentu do Blood+ i patrzenia przez jego pryzmat :/. Daj znać jak jak seria wypadła w całokształcie bo ja na razie kładę ją do ciemnego kąta :D.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: