Pierwsze wrażenia – Sacred Seven odcinek 1

Ojojoj… w całym zamieszaniu zgubiła się gdzieś notka z zapowiedziami nowych anime, którą mają mieć premierę w tym miesiącu :D. No cóż… skoro premiery już miały miejsce to odpuszczę sobie karmienie Was, kochani czytelnicy, trailerami i reklamówkami; napisze za to więcej notek z wrażeniami dotyczącymi pierwszych odcinków nowych serii (przynajmniej tak sobie obiecuję :D). W internecie jest za to pełno źródeł, z których można się dowiedzieć czym fajnym uraczy nas w najbliższym czasie japońska telewizja; polecam choćby graficzne zestawienie Cart Driver’a lub odpowiednią notkę na blogu Shouri, która wróciła na łono wordpressa po dłuższej przerwie :D.

Dziś kilka słów o nowym anime ze studia Sunrise – Sacred Seven, które niektórzy ochrzcili nową odsłoną Code Geass :D.

Tak na marginesie to w końcu zmieniłem ankietę – zapraszam do głosowania :)

"Ja, Lelouch vi Brittania rozkazuję... eee, to chyba nie to anime..."

W odcinku

Alma to wycofany z życia nastolatek, który od śmierci matki i pod nieobecność ojca mieszka sam. Nie ma on przyjaciół, a jego zachowanie nie zachęca do bliższego poznania. Na domiar złego ciągle ciąży nad nim incydent sprzed lat, w którym to wpadł w szał i dotkliwie ranił kilkunastu kolegów ze szkoły – inni uczniowie obawiają się go do dziś.

Dlaczego wszystkie dramatyczno-romantyczne momenty w anime muszą rozgrywać się na dachu szkoły?

Wyjątkiem od reguły jest Wakana – radosna dziewczyna, która próbuje zaprzyjaźnić się z Almą i wciągnąć go do swojego szkolnego kółka zainteresowań. Dziewczyna zaprasza chłopaka na wspólną wycieczkę do muzeum, w którym wystawiono słynny klejnot jednak on zbywa ją milczeniem. Wieczorem bohatera odwiedza Ruri – bogata dziewczyna w towarzystwie swojego lokaja imieniem Makoto. Twierdzi ona, że Alma posiada wielką moc, która jest konieczna by zażegnać niebezpieczeństwo związane z potworem, który ostatnio zatopił w okolicy statek, a wkrótce zaatakuje ponownie. Chłopak nie ma jednak zamiaru słuchać Ruri i odprawia ją.

Wszyscy wiedzą, że do walki z pseudo-mitycznymi potworami należy wysłać mecha pilotowanego przez lokaja...

W międzyczasie bestia pod postacią rzeźby Perseusza zaczyna siać zniszczenie w mieście. Podczas gdy mieszkańcy miasta się ewakuują potwora próbują powstrzymać oddziały specjalne pod dowództwem Makota; ich wysiłek nie zdaje się jednak na wiele. Alma zmierza na miejsce akcji gdy przypomina sobie, że Wakana najprawdopodobniej ciągle czeka na niego w umówionym miejscu i grozi jej niebezpieczeństwo.

Czy skojarzenia z Power Rangers są w tym przypadku na miejscu?

Alma znajduje koleżankę w tym samym momencie co bestia. Ranna dziewczyna jest katalizatorem, który sprawia, że aktywują się moce chłopaka – na jego ciele pojawia się dziwaczna zbroja, a podczas walki z potworem traci on nad sobą kontrolę. W swoim szale o mały włos nie zabija on Ruri… w ostatniej chwili udaje mu się opanować, a dziewczyna wykorzystuje ten moment by podarować mu cudowny klejnot, który obdarza go dodatkową mocą co pozwala mu pokonać monstrum.

Piękna, bogata i wpływowa loli jest kluczową osobą w każdej japońskiej szkole.

Wygląda na to, że wszystko dobrze się kończy; Wakana została tylko lekko ranna, potwór pokonany, a miasto doszczętnie zdewastowane jak w filmach o Godzilli :D. Nawet Alma zdaje się nieco bardziej pozytywnie nastawiony do życia: postanawia przyjąć zaproszenie Wakany i dołączyć do szkolnego kółka. Wielkie jest jego zdziwienie gdy okazuje się, że w międzyczasie do grupki dołączyła także Ruri wraz ze swoim lokajem (który w dodatku został przewodniczącym szkolnego samorządu)!

Komentarz

Pierwszy odcinek był tak wypakowany po brzegi akcją, że trudno go szczegółowo opisać. Wiele motywów z resztą jak na razie nie ma żadnego umiejscowienia; przypuszczam, że na stopniowe wyjaśnianie fabuły i przybliżanie postaci przyjdzie czas później, a pierwszy odcinek miał być jazdą bez trzymanki i „twardym lądowaniem” mającym na celu wywarcie jak największego wrażenia na widzu. Ta sztuka w dużej mierze się udała bo jak na razie określiłbym Sacred Seven jako (przepraszam za wyrażenie) „ociekające zajebistością” :D.

Spróbujmy może określić ten tytuł bardziej szczegółowo – fabuła jak na razie nie prezentuje za grosz oryginalności :D. Jest wyalienowany nastolatek, który odkrywa w sobie wielką moc i wspierany przez tajemniczą piękność walczy ze złem :D. Wszelkie motywy, które mogą świadczyć o unikalności tytułu zostały tylko zaznaczono; mówię tu o takich (pominiętych z resztą w streszczeniu) elementach jak ożywione posągi, magiczne kamienie i gadające rzeźby. Czy to wszystko będzie się układać w sensowną całość – czas pokaże.

Anime jest dobrze przystosowane do odbioru przez szeroką publikę i pewnie każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Są supermoce, piękne dziewczęta, przystojni chłopcy, fanserwis w dobrym tonie choć znacznym natężeniu (ach te licealistki i armia francuskich pokojówek). Sacred Seven ogląda się tym bardziej przyjemnie, że oprawa graficzna i muzyczna są bez zarzutu. Od strony graficznej anime prezentuje się przepięknie, a sceny akcji (których nie brakowało) są świetnie zrealizowane. Przygrywa temu wyrazista i podniosła muzyka, która szczególnie dobrze komponuje się ze wspomnianymi, dynamicznymi scenami. Przyczepić mogę się jedynie do openingu, w którym jak na mój gust jest za dużo elektroniki, ale to zawsze można po prostu przewinąć :D.

W sieci można przeczytać już komentarze określające Sacred Seven jako duchowego spadkobiercę Code Geass. Bez wątpienia oba tytuły są bardzo podobne pod względem muzycznym i graficznym, ale także pod kątem bardzo ogólnej konwencji. Tutaj też mamy jakieś niedookreślone SF i wątek magiczny (?). Oba anime są także przykładem na niczym nieskrępowaną fantazję twórców, którzy zabierają widza w szaloną wycieczkę podczas której będzie jak najbardziej epicko i fanserwisowo :D. Seria ma moim zdaniem ogromny rozrywkowy potencjał zarówno dla miłośników mechów, supermocy i pewnie także szkolnych komedii. Pozostaje dać się porwać i nie traktować jej śmiertelnie poważnie (jak to z resztą było w przypadku Code Geass) – mam przeczucie, że dorabianie do tej serii wielkiej filozofii skończy się tragicznie :D. Jak na razie Sacred Seven dostaje ode mnie duuuuży kredyt zaufania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: