Sucker Punch – kino tylko dla nerdów?

Bywa tak, że film jest z góry skazany na „objechanie” przez krytyków i znawców kina. Często dzieje się tak z filmami z założenia innymi, eksperymentalnymi czy też wkraczających na obszar artystycznego kiczu. Warto jednak zauważyć, że czasami kicz jest nazywany odważną i oryginalną wizją, a czasem jest mieszany z błotem. Wiadomo wszak, że nie każdy może sobie pozwolić na takie fanaberie i tylko niektórzy reżyserzy mają do tego prawo. Kiedy Tarantino nakręcił film Kill Bill miał już opinię kultowego reżysera i jego film był skazany na sukces. Niestety Zack Snyder znany z takich tytułów (swoją drogą też objechanych przez krytyków) jak 300 czy Watchmen jeszcze nie zapracował sobie na taką reputację i jego najnowsze dzieło – Sucker Punch niewątpliwie będzie w centrum zainteresowania na najbliższej uroczystości przyznawania Złotych Malin, a już teraz zebrał przeważnie negatywnie recenzje.

Sucker Punch zainteresowałem się dość dawno temu gdy przypadkiem obejrzałem w sieci trailer. Wywarł on na mnie takie wrażenie, że wycieczka do kina na przełomie marca i kwietnia była nieunikniona. Historia młodej dziewczyny umieszczonej w zakładzie dla obłąkanych przenikająca się z opowieścią o wojowniczkach przeżywających niesamowite przygody w najbardziej fantastycznych światach poraziła mnie od pierwszych sekund trailera. Zwróciłem uwagę na wyjątkową mieszankę kina akcji z fantastyką oraz nieco psychodelicznym klimatem. Krytycy zarzucają Sucker Punch, że wygląda jak nudna gra komputerowa, która nie ma do zaoferowania nic więcej oprócz efektów specjalnych i ładnych aktorek. Nie można zaprzeczyć, że film wyraźnie odnosi się do estetyki znanej z gier komputerowych i japońskich mang, ale czy jest w tym coś złego? Przecież zainteresowanie tymi dziedzinami wcale nie jest już czymś niszowym i stają się one (nawet u nas nad Wisłą) pełnoprawnym elementem popkultury. Czy naprawdę od każdego filmu trzeba oczekiwać realistycznych portretów psychologicznych postaci i złożonej fabuły? Co to komu szkodzi dać się ponieść fantazji i wczuć się choć trochę w zaproponowaną przez autora konwencję? Przygody Babydoll, Rocket, Sweet Pea, Blondie i Amber (jakże wdzięczne imiona :D) naprawdę potrafią wciągnąć specyficznym klimatem i świetnym motywem przenikania się świata rzeczywistego z wyimaginowanym. Poza tym, nie można przez cały czas oglądać francuskiego kina niezależnego; nawet największemu kinomanowi nie zaszkodzi od czasu do czasu zapomnieć o swoim „wyszukanym guście” i po prostu dobrze się zabawić, posłuchać świetnego soundtracku, pozachwycać efektami specjalnymi i wdziękami młodych aktorek.

Na koniec proponuję porównać ze sobą, tak bardzo ogólnie, kultowego Kill Billa i Sucker Punch. Czy te filmy naprawdę aż tak się od siebie różnią? Oba są w gruncie rzeczy kiczowate, oba odwołują się do komiksowej estetyki, a o jakimkolwiek realiźmie można w obu przypadkach pomarzyć. Jak to się stało, że jeden film jest uznawany za kultowy, a drugi jest mieszany z błotem? Swoją drogą to nie muszę chyba przypominać nikomu Matrix’a i jego nasycenia efektami specjalnymi oraz mangowych inspiracji. Wydawałoby się, że na film o hakerze przemieniającym się w herosa rodem z gry komputerowej skuszą się tylko nerdy w sweterkach, a wszyscy na pewno pamiętają jakim ten film był hitem :D.

Reklamy

2 komentarze

  1. Za dużo, zbyt wulgarnie przedstawionej erotyki – zbyt dużo stylistyki manga, której szerokie masy nie strawią. Konsolowa fabuła. To IHMO główne wady filmu.
    BTW osobiście uważam, że Sucker Punch jest bliżej do Sin City, niż do Kill Bill.
    BTW2 Kill Bill był robiony z przymrużeniem oka – w Sucker Punch tej autoironii nie widzę.

    1. Moim zdaniem erotyka nie była wcale jakoś szczególnie wulgarna – na pewno nie w porównaniu z niektórymi popularnymi filmami. Fabuła faktycznie konsolowa i tu nie ma co dyskutować – przy odrobinie dobrej woli można się jednak fajnie wkręcić :). Co do szerokich mas i ich gustów to naprawdę wydaje mi się, że na mangowo-konsolową estetykę jest coraz większe wzięcie i fani takich klimatów wcale nie stanowią już hermetycznej mniejszości. Wiadomo jednak, że każdy ma swój gust i trzeba to szanować.

      Btw, Sin City to świetny przykład na to, że film w komiksowej konwencji może być dobry – przyznam, że ten tytuł zupełnie wyleciał mi z głowy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: