Pierwsze wrażenie – Gosick

Fu fu… pisanie notek z „pierwszymi wrażeniami” idzie mi wolniej niż myślałem :D. Może chodzi o to, że w tym sezonie jest dość sporo potencjalnie fajnych serii i nie mogę się zdecydować, za które się zabrać :D. Jak okazało się jednak w przypadku Infinite Stratos, o którym pisałem ostatnio, seria fajnie się zapowiadająca nie zawsze utrzymuje poziom i często okazuje się dość przeciętna. Już teraz jestem jednak w stanie powiedzieć, że jednym z tytułów, które potwierdziły swoją mocną pozycję i nie ograniczyły się do interesującego trailera jest Gosick, a o wszystkim przeczytacie poniżej.

Nie ma to jak solidna porcja jakiegoś pseudo-okultyzmu na początek.

W odcinku

Lata dwudzieste. Kazuya to japoński nastolatek, który przybył do (fikcyjnego) alpejskiego państwa by uczyć się w prestiżowej szkole kształcącej przyszłe elity. Nasz bohater nie ma jednak łatwo; jako rodowity japończyk mocno wyróżnia się na tle swoich kolegów, którzy raczej nie wykazują chęci zaprzyjaźnienia się z nim.

Wiktoria może i jest śliczna, ale potrafi sprawiać nieco upiorne wrażenie...

Kazuya postanawia posłuchać rady swojej nauczycielki i poszukać jakiegoś wspólnego tematu do rozmów z kolegami. Jako, że powieści grozy cieszą się w okolicy dużą popularnością chłopak udaje się do ogromnej biblioteki w poszukiwaniu ciekawych książek. Na najwyższym piętrze budynku znajduje on ogród botaniczny, a w nim przypominającą porcelanową lalkę dziewczynę mówiącą zagadkami, która wywiera na chłopaku piorunujące wrażenie.

Inspektor de Blois, uzdolniony śledczy i posiadacz najoryginalniejszej fryzury w okolicy.

Nazajutrz Kazuya dowiaduje się od nauczycielki, że tajemnicza dziewczyna ma na imię Wiktoria i, pomimo wcześniejszego napadu paniki, wraca do biblioteki. Na miejscu spotyka on inspektora de Blois, który prowadzi z Wiktorią dziwaczną rozmowę dotyczącą popełnionego niedawno morderstwa, którego ofiarą była stara wróżbitka. Nasz bohater ma problemy z połapaniem się w konwersacji, ale zdaje sobie sprawę, że Wiktoria pomaga inspektorowi rozwiązywać zagadki kryminalne.

"Coś ci się nie podoba? Przecież zabrałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy!"

Jakiś czas później Kazuya dowiaduje się, że inspektor zebrał pochwały i nagrody za rozwikłanie sprawy. W obliczu groźby ujawnienia swoich kontaktów z Wiktorią zaprasza on młodzież na rejs swoją nową łodzią (która wcześniej należała do zamordowanej). Wiktoria wydaje się bardzo podekscytowana wycieczką, wygląda na to, że nieczęsto ma okazję opuszczać bibliotekę…

Inspektor jest też prawdziwym człowiekiem morza...

Rejs nie może się jednak odbyć; inspektor dowiaduje się, że oskarżona o morderstwo pokojówka zbiegła z aresztu i musi zająć się sprawą. Zwiedzając łódź Kazuya i Wiktoria znajdują skierowane do zmarłej zaproszenie na przyjęcie odbywające się na luksusowym okręcie. Oboje postanawiają poszukać tam wskazówek dotyczących coraz bardziej podejrzanej sprawy…

Komentarz

Naprawdę przyjemna seria. Żadnych mechów, żadnego japońskiego liceum, żadnego ecchi i głupawych gagów. Zamiast tego nasza swojska Europa z pięknego okresu dwudziestolecia międzywojennego. Oczywiście wiadomo, że żadnej prawdy historycznej nie ma sensu się w Gosick doszukiwać bo twórcy nie uniknęli wciśnięcia pewnych japońskich naleciałości… nie ma się jednak co dziwić skoro docelowymi odbiorcami są japończycy…

Wracając jednak do sedna. Mamy fajną serię kręcącą się wokół zagadek kryminalnych, mamy tajemniczą Wiktorię, która jest kimś w rodzaju Sherlocka Holmesa i Kazuyę, który będzie robił za doktora Watsona :D. Do tego nieco nieudolny, ale sympatyczny inspektor de Blois, a pozornie prosta zagadka morderstwa ma jakieś mroczne podłoże. Naprawdę brakowało mi w ostatnim czasie serii tego typu, jestem wniebowzięty i autentycznie zainteresowany dalszymi wydarzeniami. Przyciąga mnie już sama postać cynicznej, wiecznie znudzonej, a mimo wszystko na swój sposób uroczej Wiktorii. Wydaje mi się jednak, że w latach dwudziestych nie noszono już w Europie sukienek w stylu prezentowanym przez bohaterkę… ktoś tu nie zna się na modzie z pierwszej połowy dwudziestego wieku… albo ja, albo twórcy Gosick :D.

Gosick ma bardzo przyjemną dla oka kreskę. Jak wspomniałem brakuje tu fanserwisu, a postacie nie są moeblobami z ogromnymi oczyskami i włosami we wszystkich kolorach tęczy; wszystko jest nieco bardziej realistyczne niż w wielu innych anime. Pytanie czy osoby oglądające anime szukają w nich realizmu… no cóż, w każdym razie Gosick może być miłą odmianą także jeśli chodzi o styl graficzny. Szczerze mówiąc jednak to widziałem sporo serii, które były bardziej dopieszczone pod względem graficznym. Ciągnąc wątek dotyczący kwestii technicznych warto wspomnieć, że muzyka trzyma się konwencji i dobrze współtworzy nieco tajemniczy i mroczny klimat serii. Opening i ending trzymają poziom i nie są przeciętnymi przedstawicielami japońskiego popu jaki często „wciska się” (bo trudno tą praktykę nazwać inaczej) jako czołówkę do anime.

Gosick jest adaptacją serii nowelek. Od innych adaptacji w ostatnim czasie odróżnia się tym, że materiał źródłowy doczekał się już zakończenia. Możliwe więc, że seria uniknie smutnego losu i nie zakończy się w modnym ostatnio stylu: „zekranizowaliśmy kawałek mangi/książki, jak będzie się podobać to poczekamy aż autor napisze więcej i zekranizujemy resztę”. Naprawdę szkoda byłoby tak dobrze zapowiadającej się serii.

Reklamy

3 Komentarze

  1. „Pytanie czy osoby oglądające anime szukają w nich realizmu…” – hej, od dłuższego czasu świat realny ciężko nazwać realnym, więc gdzieś tego realizmu trzeba szukać.

    Bones zrobiło już zabieg zekranizowania kawałka mangi a propos Soul Eatera, i szczerze ich za to nienawidzę (choć to ciągle moje ulubione studio). Mam dziwne przeczucie że Gosicka czeka podobny los.

  2. Gosick to rzeczywiście przyjemna seria, choć spodziewałam się czegoś mroczniejszego. Co do strojów XXwieku to pewnie się tak nie ubierały, ale japończycy jak japończycy nie za bardzo na Europie się znają, więc co szkodzi wcisnąć goth loli do serii. Wiktoria mo chociaż sporą garderobę. Anime typu ‚Holmes w ciele goth loli’ (Wiktoria ma nawet fajkę, tylko nie wiadomo po co skoro jej nie pali)
    PS Zapraszam na nową notkę na http://mangame.blog.onet.pl/

  3. Zastanawiałam się właśnie czy warto to obejrzeć (z braku czasu, robię naprawdę dużą selekcję tego co oglądam). Zwłaszcza zdanie „Żadnych mechów” brzmi dla mnie wyjątkowo zachęcająco.

    Jeżeli chodzi o te „Japońsko-Europejskie” suknie, to one najbardziej realiami zbliżone są zawsze do Wiktoriańskich. Ewentualnie czasem przypominają „Domek na Prerii” jak w tym wypadku. W każdym razie wszystko jakby nie patrzeć wychodzi w rezultacie Amerykańskie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: