Wrażenia końcowe: Oreimo i Kaminomi

Wiem, że pytanie nieco spóźnione, ale i tak zapytam :D. Jak się czujecie w nowym roku? Jak tam skutki uboczne zabawy sylwestrowej? Może jakieś postanowienia noworoczne? Ja po imprezie raczej nie cierpiałem, a postanowień jak zwykle brak. Wiem, że przy moim zapale większości i tak bym nie dotrzymał – obstaję jedynie przy tym by dalej podążać z grubsza tą samą ścieżką przez życie co w roku ubiegłym i nie zbaczać na żadne niebezpieczne tory boczne. Oczywiście zamierzam w dalszym ciągu śledzić światek mangi i anime i wybrać się na jakieś konwenty – w planach mam Magnificon i Balcon (jakżeby inaczej :D).

W oczekiwaniu na nowe serie anime, które ruszają lada dzień (w zasadzie to dziś rano zauważyłem pierwsze sensowne fansuby) natchnęło mnie by zrobić coś w rodzaju małego podsumowania sezonu minionego. Podsumowanie naprawdę będzie bardzo krótkie bo obejmie tylko dwie serie :D. Z resztą, mógłbym dodać jedynie kilka zdań o drugim sezonie Hakuouki (którego nawet nie obejrzałem jeszcze do końca) i MM!… o którym trudno się rozpisywać :D.

*zerka na prawo* Zauważyliście? Zmieniłem ankietę!

Kami Nomi zo Shiru Sekai

Gdyby nie Elsea ciężko byłoby wytrwać do końca serii...

O fabule i mojej pierwszej styczności z serią można przeczytać w stosownej notce.

W październiku określiłem serię jako uroczą komedię romantyczną, która jednak nie wprowadza nic rewolucyjnego i nie może się równać z „wielkimi tego gatunku”. Po obejrzeniu wszystkich odcinków moje zdanie na dobrą sprawę się nie zmieniło; przy tym tytule można przyjemnie spędzić czas, ale żadną pozycją obowiązkową on nie jest. Atutem Kaminomi jest na pewno Elsea – diablica, w której można się zakochać, a która mimo wszystko trochę różni się od moe-blobów, których teraz pełno. Szkoda jednak, że dziewczęta, których serca „podbijał” główny bohater serii wypadły raczej blado… Sama seria była mocno nierówna; zdarzały się momenty sympatyczne i naprawdę śmieszne, ale pewne fragmenty (na przykład cały wątek z młodą piosenkarką Kanon) niemiłosiernie się ciągły. Szkoda także, że fabuła się nie rozkręciła, a bohater wcale nie ewoluował. Zapowiedziano już jednak drugi sezon serii – może twórcy zaserwują nam jakiś zwrot akcji i pojawią się jakieś sensowniejsze postacie. Szczerze przyznam jednak, że waham się czy dalej zaprzątać sobie głowę tym tytułem…

Ore no Imouto ga Konnani Kawaii Wake ga Nai

Kuroneko to moja kandydatka numer jeden na najbarwniejszą (o ironio) postać seoznu.

Po krotki opis fabuły odsyłam do stosownej notki.

Chyba najpopularniejsza seria sezonu i tym razem muszę stwierdzić, że popularna seria faktycznie była co najmniej dobra pomimo epizodycznej fabuły. Na perypetie zadziornej młodszej siostry, będącej skrytą miłośniczką animowanych (nieletnich) dziewcząt i gier erotycznych z ich udziałem, można patrzeć na rożne sposoby. Wbrew oczekiwaniom (?) fanów naprawdę trudno było dopatrzyć się zdrożnego wątku romansowego pomiędzy rodzeństwem i dzięki temu seria była naprawdę przyjemna. Moim zdaniem za troszkę niepokojące można uznać pewną gloryfikację postawy otaku i zamiłowanie nieletniej Kirino do materiałów erotycznych, ale cóż… żyjemy w świecie, który na każdym kroku zasypuje nas mniej lub bardziej oczywistymi nawiązaniami do seksu. Seria zakończyła się poniekąd optymistyczne bo w moim odczuciu chodziło tu o stopniowo ocieplające się stosunki pomiędzy dwójką rodzeństwa, a takie przesłanie o wartościach rodzinnych można ocenić tylko pozytywnie.

Na etapie „pierwszego wrażenia” pisałem jak dobrze wypadła kreacja głównego męskiego bohatera serii; sarkastyczny Kyousuke ze swoim sposobem przejścia przez życie „po najmniejszej linii oporu” i wypisanym na twarzy stwierdzeniem „dajcie mi święty spokój” trzymał się nieźle do samego końca, ale uważam, że trochę za łatwo ulegał kaprysom swojej młodszej siostry. W drugiej jednak strony o to właśnie chodziło: „jest wredna i kapryśna, ale to moja siostra i powinienem jej pomagać”. Trochę szkoda, że tak mało czasu antenowego dostała jego nie-dziewczyna Manami. Może mam słabość do związków typu „to dla wszystkich oczywiste, że się kochamy, ale i tak nie zaczniemy się oficjalnie spotykać” i każdą serię, w której takowy się pojawia uważam za dobrą, ale nic nie poradzę, że uważam to za strasznie romantyczne. Na uwagę zasługuje też gotycka catgirl Kuroneko – córka ciemności i dziedziczka mocy mroku, a w wolnym czasie prawdziwa koneserka animacji, która wydatnie przyczyniła się do dobrego wrażenia jakie wywarło na mnie to anime.

Zapowiedziano, że w wydaniu DVD serii znajdzie się kilka odcinków prezentujących alternatywne zakończenia… Na pewno jest to atrakcyjny kąsek dla fanów, ale ja trochę się boję co bardziej oryginalnych pomysłów bo, mimo wszystko, oryginalne zakończenie było satysfakcjonujące, a twórcy anime miewają tak „genialne” pomysły…


Tekst wyszedł może trochę nieskładnie, ale jakoś udało mi się umilić sobie (i wam? :D) czas oczekiwania na nowe (miejmy nadzieję, że jak najlepsze) serie. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach uda mi się napisać notkę dotyczącą pierwsze odcinka Infinite Stratos lub Mahou Shoujo Madoka Magica.

Reklamy

One response

  1. Tak się składa że obejrzałem kilka odcinków „Kami Nomi zo Shiru Sekai”, i zgadzam się z opinią. Takie „ło” nie wyróżniające się specjalnie na tle innych przedstawicieli gatunku. Choć niektóre teksty bohatera rozbrajają (np. Jeśli chodzi ci o miejsce w rankingu, to zawsze będziesz numerem 1. W moim sercu.).
    A nowy rok przywitałem kameralnie. Z postanowień obiecałem sobie że nie będę spał za dnia, ale dzisiaj nie wytrzymałem i położyłem się po powrocie do domu. Taa, silna wola i te sprawy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: