„Za siedmioma górami, za siedmioma mangami…” – Ookami-san to Shichinin no Nakama-tachi

Czasem bywa tak, że twórcy anime mają dość wałkowanych w kółko samurajów, ninja, mechów, czy magical girls i chcą spróbować czegoś nowego. Ostatnimi czasy brakuje im jednak własnych, oryginalnych pomysłów i spora część nowości okazuje się mocno przeciętnymi, niekompletnymi ekranizacjami mang, gier wideo i nowelek. Ookami-san to Shichinin no Nakama-tachi, którym chciałbym się dziś zająć nie jest niestety wyjątkiem od tej reguły bo powstał na bazie serii opowiadań dla młodzieży, ma jednak w sobie coś co wyróżnia go z całej masy przeciętnych ekranizacji.

To się nazywa desperacja...

Nastoletni Ryoushi wychowywał się na wsi, przyszło mu jednak uczęszczać do Liceum Otogi w sporej wielkości mieście. Chłopak czuje się przytłoczony przez gęstość zaludnienia, a to w połączeniu z jego wrodzoną nieśmiałością daje zabójczy efekt – wystarczy, że ktoś zacznie mu się baczniej przyglądać, a biedak już ma napad paniki. Ryoushi ma jednak powód by walczyć ze swoją fobią, a jest nim Ryouko – agresywna (choć nie pozbawiona urody) chłopczyca będąca członkinią szkolnego klubu zwanego „Bankiem”. Chcąc zbliżyć się do wybranki swego serca chłopak także zostaje członkiem dzielnej ekipy „bankierów”. Klub prowadzi bardzo specyficzną działalność; wyświadcza innym uczniom przysługi i rozwiązuje ich problemy w zamian za obietnicę spłaty długu w przyszłości. W połączeniu z bardzo wyrazistymi osobowościami klubowiczów i nietypowymi problemami do rozwiązania życie Ryoushiego nabierze zupełnie nowego wymiaru… Nie należy też zapominać, że droga do serca Ryouko jest usiana licznymi przeszkodami.

"Jest urocza, ale... zabierzcie ją!"

Wyrazistym punktem serii jest czerpanie inspiracji z klasycznych bajek takich jak choćby Kopciuszek, Dziewczynka z zapałkami czy Czerwony Kapturek (w końcu nazwisko Ryouko -Ookami- oznacza wilka, a najlepsza przyjaciółka dziewczyny nosi czerwone sukienki i koszyczek). Nawiązania mają bardzo różne nasilenie jednak bez kłopotu można dostrzec, która historia była inspiracją dla danego wątku. Interpretacja bajek jest nieraz bardzo swobodna, nie zmienia to jednak faktu, że daje ona sporo okazji do uśmiechnięcia się. Jeśli już o wątkach mowa to warto zaznaczyć, że znaczną część serii stanowią właśnie luźno powiązane ze sobą wątki inspirowane bajkami, które stanowią osobne „sprawy” rozwiązywane przez Bank. Główną oś fabuły stanowi jednak rozwijające się uczucie pomiędzy Ryouko i Ryoshim próbującym przebić się przez mur, który wzniosła wokół siebie dziewczyna, a także czynione przez niego próby odkrycia przyczyn, dla których jego wybranka stała się taka nieprzyjemna dla otoczenia. Należy zaznaczyć, że główny wątek nie doczeka się ostatecznego rozstrzygnięcia; po zaledwie dwunastu odcinkach zakończenie jest w jakimś stopniu satysfakcjonujące, ale w tym zakresie Ookami-san… dzieli smutny los wielu innych anime bazujących na seriach opowiadań, które są ciągle publikowane i daleko im do finału. Otwarte zakończenie stanowi jednak furtkę do ewentualnej przyszłej kontynuacji, a nam pozostaje mieć nadzieję, że Ryouko i Ryoushi będą żyli długo i szczęśliwie.

Drżyjcie chłopcy i dziewczęta - Momo-chan rusza na łowy!

Zdecydowanie najsilniejszym elementem serii jest jej humor (jakże by inaczej). Tytuł ten jest w końcu komedią romantyczną (z większym naciskiem na komedię choć nie zabrakło paru dramatycznych momentów) i w humorze tkwi jego największa siła. Ogromną rolę odgrywa narrator, który wciska swoje sarkastyczne komentarze przy wielu okazjach i bardzo przyczynia się do końcowego efektu. Seria nie waha się parodiować stereotypów utartych w popularnych anime i potrafi potraktować samą siebie z przymrużeniem oka jednak nie następuje to zbyt często i całość nie zalatuje tanią parodią. Swoją cegiełkę dokładają także postacie drugoplanowe, a przede wszystkim inni członkowie banku. Mamy do czynienia z przedziwną gromadką składającą się z zatwardziałego kobieciarza i wiecznie zazdrosnej o niego piękności, wzorowej pokojówki, szalonego naukowca płci pięknej, przedstawicielki szkolnego samorządu, która swoimi wdziękami jest w stanie zjednać sobie każdego mężczyznę i wielu innych postaci, które towarzyszą głównej parze i kibicują rodzącemu się uczuciu.

Od strony technicznej seria na pewno nie powala; to kolejna niskobudżetowa produkcja, której udaje się przyciągnąć widza nie fajerwerkami, ale raczej pomimo ich braku. Na plus wychodzą jednak przerysowane i nieraz absurdalne projekty postaci, które podkreślają komediowy i bardzo nierealistyczny charakter serii. Wymienić tu można choćby Ringo – przyjaciółkę Ryouko, która nigdy nie wypada ze swojej roli Czerwonego Kapturka, ale też wyzywająco ubraną Momo-chan-senpai (jak na ironię będącą wzorowym członkiem szkolnego samorządu). Od strony muzycznej na uwagę zasługuje tylko śpiewany przez May’n opening, o którym pisałem niedawno. Dla równowagi mamy jednak ending, którego nie da się słuchać :D.

Choć Jaś i Małgosia nie dostają wiele czasu antenowego to interpretacja ich historii jest bardzo interesująca...

Ookami-san… jest bez wątpienia kolejną niedokończoną ekranizacją jakich można znaleźć wiele; osoby szukające złożonej intrygi, rozbudowanych postaci i wielkich miłosnych dramatów najpewniej rozczarują się tą serią. Jeśli jednak lubi się lekkie i przyjemne historie z bardzo sympatycznymi postaciami i wątkiem romansowym, a nie przeszkadza nam pewne przerysowanie to rzucenie okiem na Wilka i siedmiu kompanów może okazać się niezłym pomysłem. Nawet dla miłośników bardziej mainstreamowych anime seria będzie stanowić miły przerywnik po parodiach kręcących się wokół kultury otaku, miłosnych wielokątach i haremach z bielizną na pierwszym planie. Nie uważam jednak, że seria jest bardzo odkrywcza i rewelacyjna – żadna z niej „pozycja obowiązkowa”, a po prostu drobna perełka, którą można było znaleźć w kończącym się sezonie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: