Pierwsze wrażenia – Arakawa Under the Bridge odcinek 1

Notka teoretycznie mogła ukazać się wcześniej… W zamian za opóźnienie zmieniłem ankietę w panelu bocznym, a jutro lub pojutrze zrobie coś w sprawie obiecanego kiedyś archiwum z wynikami ankiet.

Wracam do przeglądu wiosennych nowości z nietypową serią Arakawa Under the Bridge, która pewnie okaże się dość popularna. Najprawdopodobniej napiszę jeszcze jedną notkę z cyklu „pierwsze wrażenia”, ale nie daję stuprocentowej gwarancji.

Życie jest piękne...

W odcinku

Kou – główny bohater serii jest młodym i zadowolonym z życia chłopakiem. Jest wykształcony, nieźle zarabia, a jego ojciec prowadzi poważne przedsiębiorstwo. Jest także przekonany, że sukces osiągnął dzięki przekazywanej w rodzinie maksymie: „nigdy nie zaciągaj długów”.

Sławni psychiatrzy pewnie mieliby sporo do powiedzenia o kontaktach Kou z ojcem.

W wyniku bardzo nietypowego zbiegu okoliczności (banda wyrostków zawiesza jego spodnie wysoko na konstrukcji mostu) Kou poznaje dziwną blondynkę imieniem Nino. Odrzuca jej pomoc w odzyskaniu ubrania i sam zaczyna się wspinać co kończy się upadkiem do rzeki. Przed utonięciem ratuje go nie kto inny, a właśnie nowa znajoma.

Szef musi się godnie prezentować.

Chłopak znajduje się w beznadziejnej sytuacji; zawdzięczanie komuś życia to przecież olbrzymi dług! Kiedy orientuje się, że jego wybawicielka jest bezdomna i mieszka pod mostem oferuje, że podaruje jej mieszkanie i w ten sposób się jej odwdzięczy. Nino ma jednak nieco inny system wartości, a mieszkanko pod mostem w zupełności jej wystarcza. Kiedy Kou nalega, żeby wypowiedziała życzenie prosi go o to by się w niej zakochał. Bohater w myśl rodzinnej zasady postanawia podjąć wyzwanie i zostaje pod mostem razem z dziwną dziewczyną.

Nino chyba jeszcze nie przywitała się z grzebieniem.

Kou musi dopełnić formalności związanych z przystąpieniem do społeczności spod mostu. Nino przedstawia go zarządcy który okazuje się być mężczyzną przebranym za kappę. Kou nie ma już wątpliwości; wszyscy wokół są szaleni… Niemniej chłopak stara się zaakceptować sytuację i w myśl lokalnej tradycji zostaje nazwany Rekrutem. Nazajutrz, po noclegu „pod chmurką” udaje mu się trzeźwiej spojrzeć na sytuację; dochodzi do wniosku, że Nino pomimo swoich dziwactw jest dobrą dziewczyną…

Komentarz

Ja. Cię. Kręcę. Absurd goni absurd, a takiego stężenia absurdu nie zaserwowało mi żadne anime od czasów Maria Holic. Zbiegi okoliczności i zawiązanie fabuły jest wręcz kuriozalne, ale to właśnie w tych elementach tkwi siła Arakawa Under the Bridge.

Duża część odcinka była oparta na dialogach między dwójką bohaterów reprezentujących rozbieżne sposoby myślenia, czasem wręcz można było odnieść wrażenie, że postacie mówią o zupełnie innych rzeczach. Seiyuu spisali się; Kou często krzyczy, histeryzuje i w tej roli świetnie wypada Hiroshi Kamiya, którego znam z takich serii jak Gundam 00 i Macross Frontier. Maaya Sakamoto podkładająca głos pod ospałą i rozmarzoną Nino nie zostawała daleko w tyle za swoim partnerem. Aktorka ta jest także piosenkarką, znaną z więcej niż kilku openingów i endingów, ale tym razem nie chwali się ona swoimi zdolnościami wokalnymi. Swoją drogą to w tym odcinku nikt nie chwalił się muzykalnością bo poskąpiono nam piosenek.

Kreska jest prosta. Siła tego tytuły leży jednak jak wspomniałem w humorze słownym i sytuacyjnym, grafika ma jedynie podkreślać i uwypuklać. Rysunki służą głównie wyolbrzymianiu absurdów, histerycznych reakcji Kou i dziwactw Nino. Animacja jednak nie powala, a tła są wręcz szczątkowe. Jeśli już o bohaterach mowa to trzeba stwierdzić, że nie są normalni… Nino sprawia wrażenie ospałej i oderwanej od rzeczywistości, a w dodatku uparcie twierdzi, że pochodzi z planety Wenus. Szef w stroju kappy nie jest lepszy, a dialogi sugerują, że pod mostem mieszka więcej równie malowniczych indywiduów. Biedny Kou albo przyzwyczai się do nowej sytuacji albo (co uważam za bardziej prawdopodobne) sam zwariuje. Swoją drogą to zaczątki szaleństwa już zagnieździły się w umyśle bohatera bo alergicznej (dosłownie) reakcji na zadłużenie nie spotyka się co dzień na ulicy :D.

W opisie fabuły nie sposób było zawrzeć wszystkie krótkie scenki, dowcipne aluzje i nawiązania, od których wręcz roi się w tej serii. Dlatego zachęcam do rzucenia okiem i nie sugerowania się moim lakonicznym streszczeniem. Zdaję sobie sprawę, że specyficzny humor i konwencja reprezentowana przez Arakawę… nie wszystkim przypadnie do gustu. Ja sam podchodziłem do tytułu z dystansem. Uważam, że wrzucenie do jednego garnka masy absurdu i dziwacznych postaci, a potem zamieszanie i liczenie na to, że ludzie zachwycą się efektem wcale nie gwarantuje sukcesu. Choć cenię sobie ten typ humoru to jednak nie zawsze jestem w odpowiednim nastroju by dać się mu porwać. Będę jednak pamiętał o tym tytule by sięgnąć po niego kiedy nadejdzie odpowiednia chwila.

Reklamy

2 komentarze

  1. Podobno klon Bakemonogatari. Prawda to?

    1. Skojarzenia z Bakemonogatari się nasuwają, ale nie jestem w stanie stwierdzić do końca na ile obie serie są podobne bo widziałem tylko po jednym odcinku. Styl graficzny jakby trochę podobny i Nino ze swoimi wyrwanymi z kontekstu wypowiedziami przypomina trochę tą dziewczynę z Bakemonogatari… konwencja: jeden „normalny” facet i plejada dziwaków też jakby podobna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: