Pierwsze wrażenia – Hakuouki odcinek 1

W przedkonwentowej gorączce (Grojkon już za tydzień!) udało mi się rzucić okiem na kilka wiosennych nowości, które oferują nam japońskie media. Swoją drogą to trzeba przyznać, że nowości naprawdę są wiosenne bo od jakiegoś czasu temperatura wspina się na przyzwoity poziom; tylko tak dalej! Planuję napisać dwie lub trzy notki z cyklu pierwsze wrażenia, ale na bieżąco nie będę opisywał żadnej serii – od kiedy zarzuciłem ten rodzaj aktywności blog jakimś cudem nie umarł, a nawet tematyka notek zrobiła się nieco bardziej różnorodna.

Na pierwszy ogień idzie Hakuouki – seria, która miała szanse stać się bezmyślną paradą bishounenów, a zapowiada się co najmniej nieźle.

Gdzie ci bishouneni? Miało ich tu być pełno!

W odcinku

Akcja dzieje się w dziewiętnastowiecznej Japonii. Już w pierwszych minutach Chizuru – bohaterka serii ociera się o śmierć; wpierw ucieka przed dwójką rabusiów by potem natknąć się na ogarniętych morderczym szałem i niezważających nawet na zadane im śmiertelne rany morderców. Na szczęście z opresji wybawia ją patrol straży (zwanej shinsengumi – polecam poczytać coś z historii kraju kwitnącej wiśni). Okazuje się jednak, że Chizuru zobaczyła nieco za wiele by wyszło jej to na dobre…

To chyba nie jest zbyt romantyczny początek znajomości...

Chizuru budzi się skrępowana w nieznanym sobie miejscu. Szybko zostaje zabrana na przesłuchanie i tam ma okazję poznać całe grono przystojnych samurajów. Z powodu stroju wszyscy początkowo biorą bohaterkę za młodego chłopaka… Dziewczyna upiera się, że  zeszłej nocy nie widziała nic niezwykłego, ale kłamstwo ma, jak mawiają, krótkie nogi. Niepodatni na rany mordercy najwidoczniej mają coś wspólnego ze strażą, a sekret ten nie może wyjść na jaw – Chizuru zostaje uwięziona, a jej życie wisi na włosku (w końcu martwi nie wyjawiają sekretów).

Mały wycinek haremu bohaterki.

Bohaterka nie zamierza siedzieć bezczynnie; musi w końcu odnaleźć ojca, o którym słuch zaginął odkąd wyruszył do Kioto. Próba ucieczki kończy się totalną klapą i Chizuru znowu wpada w ręce strażników. Schwytana opowiada samurajom swoją historię i okazuje się, że ojciec dziewczyny – doktor Koudou ma coś wspólnego ze strażą jednak od miesiąca uważa się go za zaginionego. Niemniej strażnicy oferują bohaterce schronienie i pomoc w odnalezieniu ojca. Wygląda na to, że wszystko dobrze się ułożyło, ale kilku strażników dalej ma pewne wątpliwości i dopatruje się w całej sprawie drugiego dna…

Chizuru chyba jednak będzie musiała nauczyć się machać mieczem... mam nadzieję!

Mieszkając w koszarach Chizuru musi udawać chłopaka, ale nie jest traktowana źle; powoli nawet zaczyna wtapiać się w codzienne życie strażników. Spokój zostaje zakłócony przez złą wiadomość – jeden z wojowników został ciężko ranny, a szansą na przywrócenie mu sprawności w walce ma być tajemniczy lek. Chizuru zostaje jednak szybko wykluczona z dyskusji o wewnętrznych sprawach straży…

Komentarz

Nieźle. Anime, które powstało na podstawie gry video dla dziewcząt okazuje się być czymś więcej niż tylko zbiorem scenek rodzajowych z roznegliżowanymi samurajami w roli głównej. Bohaterka jest bardzo sensowna, a fabuła ma szansę ładnie się rozwinąć. Ale może po kolei…

Hakuouki ma przyjemną dla oka kreskę, a nawet sceny akcji; wirujące miecze i tryskająca krew wyszły fajnie. Nieszczególnie zachwycił mnie wygląd przynajmniej części samurajów, ale to chyba zrozumiałe :D. Z kolei Chizuru jako wielkooka heroina przekonała mnie do siebie i nawet zachwyciła urodą (wiem, że to głupie oglądać reverse-haremy dla ładnych bohaterek, ale nic na to nie poradzę :D). Większa część odcinka działa się we wnętrzach i była dość statyczna, ale jest szansa na więcej akcji i walk na miecze w niedalekiej przyszłości – zobaczymy co wtedy pokażą animatorzy. Pozostając jeszcze przy szczegółach technicznych warto wspomnieć, że pozytywnie zaskoczyły mnie opening i ending – spodziewałem się chórku męskich seiyuu, a tu mamy całkiem przyjemne, zaśpiewane miłym głosikiem spokojne pioseneczki, które co prawda nie wznoszą się na żadne wyżyny, ale wpadają w ucho. W tle towarzyszy nam muzyka stylizowana nieco na klasyczne japońskie melodie, która dobrze komponuje się z samurajskim sosem, którym zaprawiona jest seria.

Wspomniałem o Chizuru i teraz zajmę się nią bardziej szczegółowo. Widać, że ma wyraźny cel i jest bez reszty oddana poszukiwaniom ojca. Dzięki temu może będzie miała inne zajęcia niż kontemplowanie urody towarzyszy i pewnie znajdzie okazję do pokazania silnego charakteru i determinacji – bardzo na to liczę bo nie mam zamiaru oglądać przesłodzonej dziewicy wzdychającej „oh, ah” do swoich obrońców. Choć na razie bohaterka wychodzi na wzorową i skromną córeczkę tatusia to wyczuwam w niej spory potencjał. Odnośnie samych obrońców to nie można o nich chwilowo za wiele powiedzieć; są członkami elitarnej straży i jest ich więcej niż kilku… każdy reprezentuje inny typ (stereotyp?); mamy żywiołowego młodzika, spokojnego okularnika, zimnego i zdystansowanego, a także jeszcze paru – jest w czym wybierać, ale ja pozwolę sobie pozostać przy Chizuru. Nie liczyłem ilu dokładnie bodyguardów ma dziewczyna, ale na oko wydaje mi się, że liczba jest spora… Lepiej żeby w parze z ilością szła jakość bo wciskanie kolejnych bishów na siłę zniechęci do dalszego oglądania nawet mnie (a szczycę się wysoką odpornością na bishounenów :D).

Pierwszy odcinek tylko zaznaczył kilka wątków, które mają szansę na ciekawe rozwinięcie się. Mamy zaginionego ojca wplątanego w jakieś niejasne interesy, mamy jakiś lek czy narkotyk, który zamienia ludzi w żądne krwi bestie i mamy przepychanki na wysokim szczeblu, a to wszystko w feudalnej Japonii. Ucieszę się jeśli Hakuouki uda się w dobrym kierunku, tym bardziej, że anime o samurajach dość rzadko mnie wciągają. Sensownego wątku romantycznego pewnie nie uświadczymy, a Chizuru pozostanie niedomyślna i ślepa na awanse przystojnych strażników, ale może lepsze to niż wieczne motanie się od jednego bisha do drugiego. Wiem, że pierwsze wrażenie czasem bywa złudne (patrz Baka to Test… , które okazało się nader przyjemne), ale moim zdaniem warto dać Hakuouki szansę; ja na pewno obejrzę jeszcze przynajmniej dwa odcinki.

Reklamy

9 komentarzy

  1. Zwykle z ciekawością czytam Twoje prezentacje kolejnych nowości i nie pomijam notek, lecz mimo to rzadko się zdarza, żebym poważnie zainteresowała się obejrzeniem danego anime. Zdaje mi się jednak, że „Hakuouki” przypadłoby mi do gustu sądząc, z tego co piszesz… Z resztą jeśli chodzi o damskie haremówki, to mam z nimi styczność rzadko (mimo to zawsze coś ;) ) , prędzej oglądam shoneny-bijatyki jak „Bleach” czy „Naruto”. A anime o samurajach to dla mnie teren niezbadany. Obejrzę.

  2. Hm.. To ja jednak zostanę w spokoju z Angel Beats i Kaichou – już kiedy zobaczyłam pierwszy screen obległ mnie lekki dreszczyk, a i potem nie zrobiło się kolorowo. Nie moje klimaty ; )

  3. Bardzo fajne anime, które zapowiada się na ciekawą historię z różnymi wątkami. Na plus liczę ładną grafikę i animację, fajnie skonstruowane postacie, ZWŁASZCZA główną bohaterkę (a ostatnio jakoś mam problemy z kobiecymi charakterami w anime – może oglądam nie to, co trzeba), nawiązanie do wątków historycznych oraz całą plejadę gwiazd seiyuu (choć to akurat sprawia problemy – człowiek nie może się skupić na akcji, tylko usiłuje skojarzyć, czyj to głos :P). Na minus… hmm. Ilość bishounenów? Nie twierdzę, że nie lubię popatrzeć na ładnych facetów – a w anime można sobie rzeczywiście popatrzeć – ale kto weźmie na poważnie historię, w której (że zacytuję samą siebie z innego komentarza) „bishounen bishounena kataną pogania”? Momentami czuję się jak przy „Fushigi Yuugi”…
    Co do Chizuru – jak napisałam, wielki plus. Normalna dziewczyna, która umie się zachować – nie piszczy, nie rumieni się i nie jąka na każde spojrzenie faceta, a z drugiej strony nie pcha się tam, gdzie mogłaby przeszkadzać. Mam wrażenie, że to postać obdarzona silną wolą i godnym naśladowania charakterem. A poza tym podskórnie czuję, że między nią a Toshim może być coś miłego. Niby jestem niepoprawną fanką relacji męsko-męskich (mówiąc eufemistycznie, bo wprost to po prostu fanka yaoi ze mnie i podobnych), ale od czasu do czasu lubię się zaangażować w porządny romans kobiety i mężczyzny.
    Tymczasem wypatruję odcinka 5.

  4. Anime jest dość wierne historii do czasu w którym pojawia się Chizuru i czerwony napój. Anime ma dobrą oprawę graficzną i muzyczną a opening to po prostu marzenie. Polecam ambitniejszym widzom i od razu zaznaczam że wątek miłosny jak na razie nie rysuje się zbyt wyraźni. MAmy trochę bishoenów lecz porównując fotografie historycznych postaci nie można stwierdzić że byli brzydcy.

  5. Hakuouki po pięciu odcinkach dalej prezentuje się lepiej niż nieźle. Historię Japonii znam raczej pobieżnie, ale oprócz wątku z tajemniczym eliksirem to twórcy nie robią chyba rewolucji w tym zakresie. Romansu faktycznie chwilowo jak na lekarstwo, ale może to i lepiej? Już wolę Chizuru coraz bardziej wgłębiającą się w sprawy shinsengumi niż rozmyślającą „którego bisha by tu wybrać?”.

    @Clio
    Ja akurat prawie wcale nie rozpoznaję seiyuu, ale skoro mówisz, że ma to takie straszne uboczne efekty to chyba wolę pozostać w swojej niewiedzy :D.

    @Yuki
    Opening faktycznie cudo ^^.

  6. czy ktoś wie ile docelowo ma być odcinków??

    1. Według ANN odcinków ma być 13.

  7. troche mało:(( bo nie moge oderwać sie od tego anime !! jedno z najlepszyc jakie widziłam a widziałam nie mało xd

  8. ogólnie jest 12 odcinków
    Te anime jest fajne, dawno nie oglądałam anime które mnie tak wciągnęło.
    Jest jedno z najlepszych które ostatnio oglądałam. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: