Z pamiętnika gracza: Final Fantasy X

Przypadkiem składa się, że jest to setna notka opublikowana na moim blogu ^^. Z tej okazji życzę sobie przynajmniej kolejnej „setki na karku”, dziękuję wszystkim odwiedzającym za czytanie moich grafomańskich wypocin i polecam się na przyszłość :D. Swoją drogą to niedawno liczba komentarzy osiągnęła niebotyczną liczbę 250 co też jest jakimś małym osiągnięciem :D.


Uwielbiam gry z serii Final Fantasy. Zacząłem kilka lat temu od „szóstki” i od tamtej chwili stopniowo (dzięki wynalazkowi emulatorów) zapoznałem się z częściami od IV do IX. Wtedy trafiłem na sprzętową barierę; nowsze części serii pojawiały się tylko na konsolę PlayStation 2 i choć wielokrotnie rozważałem jej zakup to jednak nigdy się na to nie zdobyłem. Emulatory tej konsoli nie wchodziły w grę bo wymagały posiadania „potwora”, a nie komputera. Na szczęście niedawno zmodernizowałem swój sprzęt i teraz mogę cieszyć się emulowanym Finalem X działającym płynnie i w miarę stabilnie, pozostawało pożyczyć od znajomego płytę i mogę w końcu nadrobić zaległości i zagrać w grę, do której przymierzałem się od dawna.

Mam na liczniku ledwie kilkanaście godzin gry, ale już mogę stwierdzić, że pomimo pewnych rewolucyjnych zmian w grze dalej czuć ducha starego, dobrego Final Fantasy. „Dziesiątka” niewątpliwie wpisuje się w nowy nurt zapoczątkowany przez część siódmą, ale w postaciach i pewnych elementach mechaniki gry można zauważyć pewne „dziedzictwo”. Drzewko umiejętności (tzw. Sphere Grid) pozwala co prawda na dużą dowolność i modyfikowanie bohaterów, ale podstawowa ścieżka, którą przechodzi każda postać przywodzi na myśl rozwiązania ze starszych części serii. Choć już od dawna postacie nie mają przydzielonej z góry profesji czy klasy to na przykład Yuna ze swoimi zdolnościami wygląda na mieszankę białego maga i summonera, Rikku bez wątpienia jest złodziejem, Lulu czarnym magiem, a moce Kimahriego, który uczy się ataków od potworów, przywodzą na myśl niebieskiego maga.

Stary dobry ekran bitwy... brakuje tylko paska ATB.

Fabularnie jestem na chwilę obecną jak najbardziej usatysfakcjonowany; główny bohater i zarazem narrator opowieści – Tidus to zagubiony, wyrwany ze swojego świata chłopiec, który wbrew swojej woli zostaje uwikłany w pielgrzymkę odbywaną przez Yunę i jej strażników mającą na celu pokonanie złej siły zwanej Sin. Nie chcę specjalnie spoilerować, ale wystarczy wspomnieć, że jak zwykle postacie są ciekawie skonstruowane i każda ma własną osobowość. Moim zdaniem zyskują też na tym, że pod każdą z nich podkłada głos aktor. Dzięki temu opanowana Lulu, nieco dziecinna Rikku i wyluzowany Wakka bardzo zyskują na wyrazistości. Mam drobne zastrzeżenia do głosu Yuny, której zdarza się brzmieć apatycznie, ale nie przeszkadza mi to w grze :D. Z pewnych względów gra przypomina mi Final Fantasy IX; główna żeńska bohaterka gry ma moc przyzywania potężnych istot (Garnet przyzywała eidolony, Yuna aeony), a główny męski bohater to raczej wesoły chłopak, który niewątpliwie pała do niej uczuciem, jestem także w stanie założyć się, że piękny i ekscentryczny Seymour (do złudzenia przypominający Kuję) ma jakieś niecne plany.

Niestety widać, że gra powstała kilka ładnych lat temu; grafika choć ładna to jednak ustępuje najnowszym produkcjom na PC i konsole nowej generacji. Cieszą jednak takie smaczki jak wyszukane sekwencje przyzywania aeonów i wykonywane przez nie ataki specjalne. Rewolucyjną zmianą jest też fakt, że przyzwana istota pozostaje do naszej dyspozycji dopóki nie zginie (lub jej nie odeślemy) i można ją kontrolować jak każdego bohatera. Na polu walki przebywają maksymalnie 3 postacie, ale można je swobodnie wymieniać co pozwala na stosowanie rozbudowanych strategii. W dodatku każdy kto wykonał w bitwie jakąkolwiek akcję otrzymuje punkty rozwoju co pozwala uniknąć częstej sytuacji z poprzednich części serii, w której silne są tylko 3 lub 4 najczęściej walczące postacie. Zmiany na polu walki mają duże znaczenie gdyż np. Tidus nie radzi sobie z opancerzonymi przeciwnikami, a w niektórych walkach niezbędna jest magia Lulu. Ogromną radość sprawiają mi też kwestie wygłaszane  przez postacie podczas potyczki; gdy ktoś z marnym skutkiem uderza silnego wroga obecna na polu bitwy Lulu stwierdza, że ten typ potwora to jej działka – takie wskazówki mogą być bardzo przydatne!

Ataki specjalne jak zwykle są widowiskowe. Tutaj aeon Ixion i jego sztandarowy "Thor's Hammer".

Moja przygoda z FFX ledwo się zaczęła i mam nadzieję, że nie skończy się za szybko – w końcu tak długo czekałem na taką okazję! Rewolucja, o której tyle słyszałem okazała się łatwiejsza w odbiorze niż można się było spodziewać, a głosy mówiące, że Final Fantasy umarło w raz z przejściem na nową platformę nie wydają mi się już straszne. W dodatku fakt sprawie działającego emulatora otwiera dalsze ciekawe możliwości w postaci Final Fantasy X-2 i Final Fantasy XII :D. Pozostaje nie zwariować i nie zapomnieć o starszych częściach cyklu, które tak kocham, a które warto sobie regularnie przypominać. Swoją drogą to ciekawe kiedy FFXIII będzie dostępne w Polsce…

Reklamy

One response

  1. Witam :)
    Jako fanka Final Fantasy i Final Fantasy X z miłą chęcią przeczytałam ów tekst i zgadzam się z nim w 100%. Z pewnością nie jest to Final, do jakich przyzwyczaił nas szarak, ale jest niesamowicie wciągający i oferuje bohaterów, jakich jeszcze w FFach nie było.
    Dla mnie najważniejsze zalety to:
    – przepiękny, wręcz pastelowy świat (i w dodatku wodny, a wodne światy kocham całym sercem)
    – Yuna, dziewczyna cichutka niczym mysz pod miotłą, ale tak silna wewnętrznie, że czasem aż serce się krajało na widok jej przeżyć
    – Sphere Grid, naprawdę świetny system rozwoju postaci
    – muzyka, w tym najlepszy kawałek do walk, jaki w Finalach słyszałam: „Enemy Attack”
    – konflikt religijny; nie grałam jeszcze w grę, w której wierzenia bohaterów odgrywałyby tak istotną rolę
    – elementy postapokaliptyczne :)
    – absolutnie i bezwględnie: Blitzball!
    I wiele, wiele innych. Aż mam ochotę zapisać nimi swojego bloga ;)
    Pozdrawiam,
    Aeth

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: