Wampir i Julia – „Księżyc w Nowiu” Stephenie Meyer

Za lekturę drugiego tomu sagi o miłości zwyczajnej dziewczyny i nieśmiertelnego wampira zabrałem się jakieś pół roku po skończeniu tomu pierwszego. Choć Zmierzch okazał się nieskomplikowanym i w gruncie rzeczy dość przyjemnym czytadłem to dalsze losy bohaterów były mi raczej obojętne. Obiecałem sobie bez większego przekonania, że kiedyś dokończę lekturę i to „kiedyś” nadeszło niedawno. A tak trochę na marginesie; nawiązanie do Szekspira w tytule notki jest jak najbardziej celowe – autorka w swojej książce także nawiązuje do słynnego dramatu jego autorstwa.

W nowym wydaniu gustowną okładkę zastąpiono wątpliwej urody kadrem z ekranizacji...

Bella Swan była zwyczajną amerykańską nastolatką. No, może nie do końca zwyczajną gdyż mało kto mógł jej dorównać pod względem niezdarności i stopnia wycofania się z życia towarzyskiego. Wszystko uległo zmianie gdy przeprowadziła się do deszczowego miasteczka Forks i poznała tam rodzinę Cullenów. Jej nowi znajomi okazali się być grupą wampirów, która postanowiła pokojowo koegzystować z ludźmi, a jej najmłodszy członek – Edward szybko zawładnął uczuciami Belli. Minęło kilka miesięcy; bohaterka doszła już do siebie po tragicznych wydarzeniach kończących poprzednią część cyklu, a rany zadane jej przez sadystycznego wampira Jamesa zdążyły się już zabliźnić. Wszystko wskazuje na to, że dziewczyna będzie mogła wieść spokojne życie w Forks u boku swojego ukochanego. Myśli dziewczyny nie są jednak wolne od zmartwień; niebawem kończy ona osiemnaście lat, a to przypomina jej o fakcie, że podczas gdy ona stopniowo przekształci się w dorosłą kobietę, a potem w staruszkę Edward na zawsze pozostanie w ciele siedemnastolatka. Jedynym wyjściem z sytuacji wydaje się wcielenie Belli do wampirzej rodziny, a ta myśl nie zbudza w Edwardzie pozytywnych emocji. Jakby tego było mało, w skutek fatalnego zbiegu okoliczności Cullenowie postanawiają opuścić Forks, a Bella zostaje odseparowana ukochanego.

Tak w skrócie przedstawia się zalążek fabuły Księżyca w Nowiu – drugiej części cyklu o miłości, która połączyła zwyczajną „szarą myszkę” i pięknego wampira. Czy dalszy ciąg tego dzieła był potrzebny? Czy jest jakikolwiek sens ciągnąć to romansidło dla nastolatek, które czasem szumnie nazywa się horrorem? Otóż tak. Dopiero w drugim tomie mamy do czynienia z jakimikolwiek zwrotami akcji i czymś na kształt większej intrygi. Autorka postanowiła najwidoczniej trochę namieszać w życiu bohaterów zamiast przedstawiać kolejne etapy sielanki i zanudzać czytelnika wydumanymi zmartwieniami Belli. Uczucie łączące bohaterów zostanie wystawione na próbę, a podczas długiej nieobecności Edwarda czytelnik pozna bliżej kilka postaci pełniących dotychczas rolę tła. Na pierwszy plan wysuną się Jacob i Billy Blackowie – starzy znajomi rodziny Belli będący pochodzenia indiańskiego. Przyjaźń, która łączyła przystojnego Jacoba z bohaterką zacznie stopniowo ewoluować, a na jaw wyjdą pewne sekrety skrywane od pokoleń w indiańskim plemieniu.

Zaznaczam, że książka bardzo zyskuje podczas nieobecności Edwarda, czyli przez jakieś dwie trzecie objętości. Autorka skupia się wtedy na rozwoju akcji, a nie na soczystych (a przy okazji ciężkostrawnych) opisach jego zapachu i pięknych oczu oraz pseudofilozoficznych wypowiedziach jego autorstwa. Dla równowagi mamy w tym okresie wątpliwą przyjemność czytać monologi Belli, która nie mogąc poradzić sobie z samotnością użala się nad swoim losem w sposób tandetny i przesadzony nawet jak na porzuconą nastolatkę. Na szczęście na horyzoncie pojawia się Jacob Black, który zadba o dobre samopoczucie przyjaciółki, a nieco dziecinne miłosne podchody między tą dwójką sprawią, że ten fragment książki po prostu połyka się bez konieczności popitki i głębszego zastanawiania nad treścią. Nie wszystkie wątki związane z Jacobem są jednak takie słodkie; on i jego indiańscy pobratymcy przysporzą bohaterce sporo zmartwień. Jeśli połączyć to z powrotem „starej znajomej” i pomysłami na jakie wpada Edward pod koniec książki to mamy zagwarantowaną niemal przyzwoitą porcję akcji i napięcia (choć logika i system wartości, którymi kierują się stworzone przez autorkę postacie dalej pozostają dla mnie wielką zagadką).

Zastanawiając się nieco głębiej nad bohaterami dochodzę do wniosku, że największą ewolucję przechodzi Jacob. O ile w Zmierzchu stanowił tylko tło to teraz ma okazję pokazać się w pełnej krasie. W miarę upływu czasu zmienia się też jego nastawienie do Belli, a pod koniec książki staje się on bardzo wyrazisty i trudny do jednoznacznego ocenienia. Niestety nie można tego powiedzieć o Edwardzie, który pozostaje tą samą posągową figurą; pozbawioną resztek wiarygodności mieszanką idola z okładki kolorowego magazynu i nieudolnej kopii szekspirowskiego Romea, która wzbudza lekką irytację każdym swoim pojawieniem się. Lepiej poszło Belli, która pomimo swoich dawnych przywar stopniowo staje się coraz bardziej stanowcza i nabiera nieco charakteru (choć dalej grzecznie merda ogonkiem na każde skinienie ukochanego) – jeśli dać jej szanse to może jeszcze będą z niej ludzie… albo wampiry, jak kto woli. Jeśli już o wampirach mowa to warto wspomnieć, że autorka postanowiła przedstawić kolejne elementy świata wampirów i reguł nim rządzących, a wymyślona przez nią wampirza arystokracja jest jednym z ciekawszych elementów książki.

Tym razem książka nie stanowi zamkniętej całości jak było to w przypadku Zmierzchu; praktycznie żaden z wątków nie zostaje do końca rozwiązany i osoby ciekawe dalszych losów Belli muszą sięgnąć po kolejne części. Możliwe, że nie będę czekał pół roku (jak to miało miejsce ostatnio) przed sięgnięciem po Zaćmienie będące trzecim tomem cyklu gdyż oceniam Księżyc… wyżej niż poprzednika (choć mówienie, że książka zaostrzyła mi apetyt na wampiry w wydaniu Stephenie Meyer byłoby przesadą). Nierozwiązane wątki pozwalają mieć nadzieję, że kolejne części sagi także zagwarantują choć trochę napięcia, a intryga rozwinie się do jakiś przyzwoitych rozmiarów. Nie znaczy to jednak, że saga nagle stała się czymś wybitnym – nic z tych rzeczy. Perypetie Belli to w dalszym ciągu nieszczególnie wyszukany romans dla nastolatek, do którego dodano odrobinę więcej ostrzejszej przyprawy niż poprzednio. To jednak ciągle za mało by lektura stała się ekscytująca; opowieść o wampirach pozostaje lekkim oraz nieskomplikowanym czytadłem… i (niestety) niczym więcej.

Reklamy

8 Komentarzy

  1. Twoja recenzja tej książki jest jak dotąd najlepszą, jaką przeczytałam i zgadzam się z nią właściwie w całości.
    „Zaznaczam, że książka bardzo zyskuje podczas nieobecności Edwarda, czyli przez jakieś dwie trzecie objętości.”
    Święte słowa. Postaciami, które najbardziej psują tą sagę, są Bella i Edward. Gdyby ich nie było, jakże piękna mogłaby to być historia ;>
    W ogóle moim ulubionym fragmentem z wszystkich czterech serii jest księga druga „Przed Świtem” czyli ta, w której narratorem jest Jacob. Przynajmniej mamy chwilę odpoczynku od monotematycznych przemyśleń Belli.
    A tak wracając do serii drugiej, to jest ona jedną z lepszych, nie wiem nawet czy nie najlepszą, chociaż wcale nie jakąś naprawdę świetną. A przynajmniej ja całej tej serii raczej nie ubóstwiam. Chyba jestem dziwna… ;)
    Pozdrawiam ^^
    Alex

  2. Osobiście uważam tą serię za bardzo sympatyczną, choć akurat druga część zdawała się mnie dość mocno irytować, ale to ze względu tej mocno przesadzonej rozpaczy Belli, którą (mimo iż chodzi o zdolnego, pięknego, doskonałego Edwarda :P) uważam za nienaturalną.
    Zgadzam się, sytuację ratuje Jacob – nawiasem bardzo lubię tą postać – przy nim nie ma tak dużo przesłodzonych opisów, bardziej kierowany jest na humor. Uważam, że jest o wiele ciekawszy niż Edward. Ma przynajmniej trochę charakteru, czego o wypicowanym Edwardzie nie można powiedzieć.
    Żeby zachęcić do dalszego czytania to mogę zapewnić, że w trzecim tomie znajdzie się coś na kształt bitwy i posłuchamy indiańskich początków tajemnic. Trzecią część uważam za najbardziej udaną, choć Bella tam irytuje mnie najmocniej…

  3. @Alex
    Też nie ubóstwiam twórczości pani Meyer; zacząłem czytać w myśl zasady mówiącej, że „żeby krytykować trzeba najpierw poznać”, poza tym chciałem sprawdzić co te dziewczyny w tym widzą :D. Mówisz, że druga część może być najlepsza; ja właśnie obawiam się, że po powrocie Edwarda i sytuacji jaką zastaliśmy na końcu książki przestanie być fajnie, a czytanie tomu trzeciego może być mordęgą. Jak w końcu przemęczę „Zaćmienie” to na pewno podzielę się przemyśleniami.

    @Nyara
    Skoro Bella robi się jeszcze bardziej irytująca w trzecim tomie (to jednak można być jeszcze bardziej irytującym?) to widzę, że czeka mnie ciężka przeprawa. Mam jednak nadzieję, że jak jak się w końcu zmobilizuję to pożyczysz mi „Zaćmienie” :D.

  4. Oczywiście, służę uprzejmie ^^ Mimo to uważam, że tutaj przeprawa nie będzie aż taka ciężka, bo uważam tom trzeci za najciekawszy. Daj znać kiedy się już „odtrujesz” :D

  5. No cóż całą sagę o pseudo wampirach przeczytałam za jednym razem. Beż szczególnego zainteresowania, bo całość oceniam jako marność. Wszystkie 4 części są jednym, okropnym romansidłem..
    Wszystko zaczęło się kiedy w pewnym momencie każda dziewczyna trzymała w ręce „zmierzch”. Po roku postanowiłam sprawdzić co to za książka… Koleżanka powiedziała mi, że to horror o wampirach. Po takim komentarzu wypożyczyłam owe „dzieło” z biblioteki. Pierwszą część ledwo co przeczytałam. Raz płakałam ze śmiechu, a w innych momentach zasypiałam. Bo ileż można słuchać o jakimś wampirze, który jest idealnym gościem oraz o Belli, która rzekomo nie jest przeciętną nastolatką. A jakoś przez całą książkę dziewczyna napala się na Edwarda. Na szczęście w drugiej części Edzio znika i Jacob staje się zwierzaczkiem Belli. Akcja nabiera tempa i na tym się kończą komplementy.
    Ogólnie rzecz biorąc cała saga, aż śmierdzi słodką miłością, a horroru tam jest tyle, ile w książce jest krwi ~~ czyli zero.
    A i Twoja recenzja jest na prawdę bardzo dobra ;)
    Pozdrawiam, Ayame

  6. Po nieudanych próbach pisania tego komentarza byłam już tak zniechęcona, że postanowiłam tego nie robić. Jednakże tak uwielbiam oceniac moje ulubione tytuły na blogach o Japonii, że w końcu nie wytrzymałam – pokusa wygrała.
    „Księżyc w Nowiu” jest chyba brany za najlepszy, i racja – fani boskiego Edwarda mają tam i jego dość dużo (w końcu dużo Zmierzchu było bez niego), a i osoby kibicujące Jakeowi znajdą uciechę na stronicach, ba przecież tam nawet możemy zobaczyć wszystko z jakiego perspektywy. Jednakże, choć przed chwilą uznałam to za „rację”, już mam wątpliwości, bo tak naprawdę uwielbiam wszystkie części, a zwłaszcza ciekawa jestem tej z perspekt. Edzia. W „New Moon” najbardziej podobalo mi się to, że Bella zaczęła już na poważnie brać to, że są dwie możliwości – żona wilkołaka lub wampira. I do tego ciągnie się to aż do ostatniej części, uwielbiam takie rzeczy. Myślenie Belli o Edziu jako bishastym menie było irytujące i zabawne zarazem.
    Film za to powoli do bani. Jak jeszcze przy tej części były jakies emocje, to już z trailera wynoszę, że moją ulub. sceną będzie chyba Bella tuląca się do Wampirka w łóżku, cała reszta do kitu, i w ogóle wszyscy sztywni, sztuczni, głupi, do bani, beznadziejni. A Robert Pattinson już tak kojarzy mi się z wampirzą historią, że nie oglądnę go w żadnym innym filmie.
    To tyle, kom trochę bezsensowny, ale już mniej kusi, to dobrze.

    1. Oj, oj, zapędziłam się trochę. Chcę dopisać, że trailera „Zacmienia”

      1. I znów moje głupie dopiski XD Czytałam teraz po raz drugi twoją opinię o 1. części i przypomniało mi się, jakie ja tu głupoty napisałam – bo przecież w New Moon nie ma perspektywy Jacoba -.- Ach, to czytanie wszystkiego naraz…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: