Wszyscy kochają Avatara

Notka w dużej mierze była gotowa już kilka dni temu, ale pod koniec sesji egzaminacyjnej nie miałem siły by ją wykończyć i dopieścić. Sama sesja poszła dość dobrze; nie przerażają mnie nawet ewentualne poprawki, które mogą mnie czekać po krótkich feriach gdyż wiem już, że najstraszniejszy egzamin udało mi się zaliczyć :). Dziś notka w miarę na czasie bo niedawno ogłoszono oskarowe nominacje.

Już powszechnie wiadomo jakim hitem okazał się film Avatar i ile zarobił. Zszedł ze sceny i ekranów kin w wielkiej chwale, ale ustąpił już miejsca innym produkcjom, a James Cameron zbiera kolejne pochwały za swoje najnowsze dzieło, dorwał Złoty Glob i szykuje się by sięgnąć po Oskara. Napisano już dość mniej lub bardziej pochlebnych recenzji dlatego właśnie nie zajmę się recenzowaniem tego filmu (który swoją drogą bardzo mi się podobał), ale poświęcę trochę miejsca luźnym przemyśleniom po-Avatarowym.

Neytiri jest niczego sobie, ale wątpię by zaczęła rozbudzać męską wyobraźnią jak swego czasu księżniczka Leia (kadr pochodzi z oficjalnej strony filmu).

Jeśli miałbym wybierać co lubię bardziej: fantasy czy s-f, to be wahania wybrałbym fantasy. Magia, rycerze, smoki i przygody w fantastycznej krainie zawsze pociągały mnie bardziej niż pilotowanie statku kosmicznego i strzelanie z miotacza. Literatury s-f czytam mało, lubię jedynie rzucić okiem na filmy science-fiction, ale tasiemcowe seriale (także te animowane) omijam szerokim łukiem (Gundam czy Macross to nieliczne wyjątki). Prawdziwego hopla mam jedynie na punkcie Gwiezdnych Wojen, a ostatnim filmem tego typu, który skłonił mnie do odwiedzenia kina był Matrix.

Szczerze przyznam, że do wyjścia na Avatara szykowałem się od momentu przypadkowego obejrzenia trailera w internecie. Miałem też wolne karnety do kina, których termin ważności dobiegał końca, a poza tym filmem pobliskie multikino nie oferowało nic ciekawego. Dałem się też trochę ponieść szumnej reklamie, ogromnemu budżetowi i wspaniałym efektom specjalnym. Tak oto wylądowałem wraz z przyjaciółmi w kinie. Wszyscy obecni mieli raczej pozytywne opinie o Avatarze; że fajne efekty specjalne, sympatyczne postacie, fabuła choć niezbyt odkrywcza to jednak w miarę spójna, film nie nudził pomimo tego, że trwał grubo ponad dwie godziny. Nikt głośno nie narzekał i zakładam, że wszyscy wyszli z kina zadowoleni. Ja sam dałem się ponieść tej przypominającej Pocahontas bajce i wydaje mi się, że została zrealizowana w na tyle przystępny sposób by zadowolić nie tylko zagorzałych fanów twardego s-f.

Jak to się stało, że film science fiction tak przypadł do gustu szerokiej publiczności? Ciekawą tezę postawił niedawno mój brat, który stwierdził, że dawno nie było w kinach filmu tego typu. Faktycznie, czy przypomni sobie ktoś tak nagłaśniany film fantastyczny z ostatnich lat inny niż Gwiezdne Wojny i Władca Pierścieni? Nie chodzi mi tu o żadne twory typu Wall-E, w przypadku którego sceneria s-f nie miała większego znaczenia, a liczyło się tylko zaangażowanie studia Pixar. Owszem, były ekranizacje komiksów typu X-men czy Spiderman, ale tutaj działała kulturowa otoczka narosła wokół pierwowzoru i filmy te nie miały szans przejść bez echa. Wychodzi na to, że publiczność mimo wszystko lubi czasem obejrzeć coś innego niż kolejną z produkowanych taśmowo komedii romantycznych z gwiazdorem w roli głównej… W przypadku Avatara liczy się jeszcze obecność Jamesa Camerona… Ciekawe czy miałby on szanse stać się takim hitem gdyby wykreślić to nazwisko z listy płac? Moim zdaniem miałby.

Czy pamięta ktoś jakim hitem była ekranizacja Tańczącego z Wilkami (z Kevinem Costnerem) albo wspomniana Pocahontas? Otóż Avatar jest oparty na tym samym schemacie. Tutaj główny bohater też początkowo jest jednym z „tych złych” najeźdźców, którzy w głębokim poważaniu mają tradycję i odwieczne prawa natury, stopniowo poznaje on jednak zwyczaje miejscowych (a nawet zakochuje się w jednej z nich) by potem ramię w ramię z „dzikusami” walczyć o lepsze jutro. Taki schemat to sprawdzony przepis na sukces; wystarczyło tylko dla niepoznaki zmienić scenerię na dziką planetę i dodać smaczek w postaci tytułowych avatarów. W takim filmie jest wszystko co trzeba by się podobał; jest miłość, egzotyczna sceneria, przychodzący przemianę główny bohater, akcja, trochę napięcia, przesłanie i happy end (nie zapominając o świetnych efektach specjalnych). Całość nie jest może zbyt odkrywcza, ale bardzo przyjemna w odbiorze i przy odrobinie dobrej woli można nawet zapomnieć, że jest to film s-f.

Rozpisałem się o dobrej recepcie, ale wychodzi na to, że czasem szczęściu trzeba pomóc; w końcu Kevin Costner i Disney to też sprawdzone marki… Chyba mimo wszystko dobrze się stało, że za Avatara wziął się ktoś znany…

Reklamy

5 komentarzy

  1. Nie widziałam Avatara. Mój kolega, chwali koleżance się nie podobało… Jak będzie na dvd to może luknę:)

    Ostatnio z siostrą czytałyśmy na wp.pl, że Avatar trafił na listę filmów zakazanych przez Watykan i że w niektórych krajach jest zakazana jego emisja, gdyż powoduje depresje, padaczkę, myśli samobójcze i że gdzieś jeden Pan umarł w kinie na udar, który dostał z podniecenia… Śmiałyśmy się cały dzień z tego:) Paranoja:) hehe

  2. Osobiście nie widziałam, chociaż już niejedna koleżanka mnie namawiała… A ciocia stwierdziła, że fabuła podobna do Pocahontas…

  3. Widziałam i szczerze średnio mi się podobał.Jednak grafika wysuwa bardzo mi się podobała

  4. Boże co za nielogiczną odpowiedź ja napisałam.Jeszcze raz.Grafika była wystrzałowa(w 3 D jeszcze lepsza) ale co do fabuły to średnio mi się podobała.

  5. Oglądałam AVATAR w 3D.
    Ogólnie film całkiem fajny, efekty specjalne super itd.
    Tylko trochę za długo trwa, nie chodzi o to żeby się strasznie nudził czy coś, ale może jednak niech ktoś kto wpada na pomysł, żeby zrobić taki film w wersji 3D spróbuje się zastanowić jak przyjemnie się ogląda, gdy raz – oczy się męczą (szczególnie od okularów) i dwa – okulary uwierają. I tak przez niemal 3 godziny + reklamy kinowe…

    Zgadzam się z tym, że ludziom podoba się taka z jednaj strony oryginalność jeśli chodzi o współczesne lepsze SF, a z drugiej taka trochę klasykę w stylu starej, dobrej Pocahontas. Chrońmy naszą planetę itd.

    Myślę, że gdyby twórca nie był tak słynny, to ten film nie odniósł by aż takiego sukcesu. Fajny nawet, nawet, ale nie jest to hit na miarę TITANICA, którego swoja drogą oglądałam już ze 20 razy i za każdym razem z przyjemnością wracam, a do AVATARA, cóż, raz pooglądałam i mi wystarczy ;)

    Pocahontas tez zdecydowanie bardziej dla mnie, bo choć Disney namieszać potrafi i nieraz mnie jego najnowsze produkcje wkurzają, to jednak ma ten swój urok ;)

    A przy okazji Neytiri nie grzeszyła uprzejmością i Afrodytą to ona nie była xD Ale może panowie maja inne zdanie. Ja się w kwestę kobiecej urody mieszać nie będę ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: