KB#7: Czego nie cierpię u graczy

Pierwsza notka w nowym roku. Życzenia noworoczne zawarłem już w moim świątecznym wierszyku dlatego składam tylko krótkie (i nieco spóźnione) życzenia by nowy rok okazał się pod każdym względem lepszy od poprzedniego.

Poprzednią edycję Karnawału Blogowego RPG odpuściłem sobie z powodu niefortunnego tematu, który po prostu mi „nie siadł”; o śmierci w grach fabularnych można na pewno napisać wiele stron tekstu, ale wena twórcza zawiodła mnie jeśli chodzi o twórczą interpretację tego tematu. Z resztą, nie mam zbyt wiele doświadczenia jeśli chodzi o umieranie na sesjach bo na palcach jednej ręki można policzyć przypadki, w których postać gracza ginęła podczas gdy ja byłem Mistrzem Gry. Temat zaproponowany przez Enca spodobał mi się o wiele bardziej i pomyślałem, że to dobra okazja by wygarnąć co mi leży na wątrobie :D. Przedstawiam zatem wcale-nie-taki-krótki poradnik, który (mam nadzieję) pomoże graczom żyć w harmonii z Mistrzem Gry.

Czego nie cierpię u graczy

Podczas mojej wieloletniej przygody z RPG częściej bywałem (i bywam dalej) Mistrzem Gry niż graczem. Zdarzało mi się grywać z bardzo różnymi ludźmi, a jedne kampanie trwały dłużej, inne krócej, a niektóre umierały śmiercią naturalną po trzech sesjach. Na pewno duży wpływ na mój styl prowadzenia wywarli gracze, z którymi grałem najdłużej, a ja jako naczelny MG na pewno nie pozostałem bez wpływu na nich. Ci „najwierniejsi” gracze po tych wszystkich latach dobrze wiedzą na co mogą sobie u mnie pozwolić i czego się spodziewać. Wiedzą także jak mnie zdenerwować i starają się (?) unikać takich zachowań. Poniższy tekst będzie właśnie o tych irytujących zachowaniach graczy, które doprowadzają mnie (i zapewne nie tylko mnie) do szału.

Obecnie prowadzę kampanię Dungeons&Dragons w klimatach radosnej rozwałki; gracze szybko zdobywają kolejne moce, a walka jest jednym z nieodłącznych elementów sesji. Przed rozpoczęciem gry ja i gracze wyraźnie umówiliśmy się na taki „hack’n’slashowaty” styl gry, nie dziwi zatem fakt, że każdy stara się mieć postać jak najbardziej efektywną pod względem mechaniki systemu, a w skład drużyny wchodzą sami herosi, najemnicy i poszukiwacze przygód. Dlatego nowy gracz, który miałby dołączyć do drużyny musiałby się dostosować i niczym by mnie tak nie zdenerwował jak przygotowaniem karty postaci wędrownego śpiewaka, malarza czy rzemieślnika, który marzy o założeniu małego sklepiku gdzieś na prowincji i ma wielką niechęć do wojaczki i ryzyka. Nie wątpię w szczere intencje gracza i genialną historię postaci, ale czy przypadkiem nie pomylił on MG? A może po prostu nie słuchał gdy opowiadałem mu o treści kampanii? Przykro mi, ale sprawa jest prosta – jeśli wejdziesz między wrony…

Innym elementem, który doprowadza mnie do wrzenia jest dyskutowanie ze mną podczas sesji. Pisałem o tym w piątej edycji karnawału i nie chcę się powtarzać, ale wierzę w to, że podczas gry MG jest wyrocznią, której werdykt jest ostateczny. Nie twierdzę, że decyzja prowadzącego jest zawsze w stu procentach sprawiedliwa, ale jest on tylko człowiekiem i ma prawo się pomylić. Poza tym, szkodliwość jednej pomyłki MG jest znacznie mniejsza niż szkodliwość trwającej 15 minut dyskusji o takim czy siakim ustępie podręcznika. Podczas tych bezcennych 15 minut wszyscy wybijają się z rytmu, dyskutanci skaczą sobie do gardeł i wertują podręcznik, a reszta graczy się nudzi i coraz bardziej irytuje. Dlatego wszelkie wątpliwości lepiej wyjaśnić po sesji, na spokojnie i nie śpiesząc się. O ile nauczyłem się już w miarę szybko ucinać dyskusje odnośnie mechaniki lub tłumić je w zarodku i nie powodują one już u mnie białej gorączki to w dalszym ciągu do furii doprowadzają mnie gracze, którzy narzucają mi się ze swoją rzekomą (lub nie) znajomością praw fizyki, chemii i innych nauk. Z całym szacunkiem dla dorobku naukowego ludzkości i wiedzy gracza; gdy opisuję pościg wąskimi uliczkami miasta, pojedynek na dachu wielkiej kamienicy czy bohaterów uciekających z zawalającej się jaskini nie obchodzi mnie to czy tamto prawo. W niektórych sytuacjach (w zasadzie to chyba dość często) przedkładam dynamikę i widowiskowość nad przesadny realizm. A już najgorsi są gracze, którzy próbują wykorzystać czy nagiąć swoją wiedzę (nie wiedzę swojej postaci, ale to już zupełnie inna sprawa) z tego zakresu na swoją korzyść, a chodzi mi na przykład o takie sytuacje: MG, jakim kwasem pluje czarny smok? Czy jest to kwas solny czy może jakiś inny? Bo jeśli tak to oblewając się <tu wstawić nazwę specyfiku> powinienem być na niego odporny. Albo: MG, idę do kopalni szukać takich minerałów <tu następuje przydługa lista>, a potem robię z nich bombę (to nic, że w, dajmy na to, znanej z przygód wiedźmina Geralta Cintrze nikt o takim wynalazku nie słyszał). Tak wielu MG narzeka na powergamerów i innych munchkinów, ale przyznajcie sami – przy takich graczach odrobina munchkinizmu to pikuś.

Kolejnym punktem zapalnym jest dla mnie przesadny indywidualizm, a czasem wręcz zadufanie gracza i jego postaci. Drogi graczu, niestety, ale grając z grupą musisz poświęcić trochę ze swojego genialnego konceptu postaci i zmienić go tak by pasował do reszty i był pozbawiony potencjalnych punktów zapalnych, które mogą spowodować konflikt z postacią innego gracza. Jeśli chcesz grać samotnika i nie angażować się we współpracę z resztą drużyny to przykro mi, ale poszukaj sobie nowego MG, ja nie prowadzę tzw. „jedynek”. RPG to gra towarzyska, czas na spotkanie z kumplami i dobrą zabawę, a więc nie izoluj się od reszty. A jeśli na domiar złego chcesz szkodzić innym i wykorzystywać ich do własnych machinacji to nie dziw się potem, że drużyna dziękuje ci za grę i zatrzaskuje drzwi przed nosem. Reszta grupy przychodzi na sesję by się dobrze bawić, a nie po to by ciągle się irytować z twojego powodu.

Bardzo kłopotliwe dla MG bywają zbyt ambitne, wzięte z przysłowiowego sufitu pomysły na postacie. Niektórzy gracze uwielbiają wręcz wymyślać niestworzone historie, chcą grać postacie przeżywające wewnętrzne dramaty, obdarzone milionami traumatycznych wspomnień, które rzutują na ich zachowania. Taka postać miewa trudności we współpracy z resztą drużyny, ale także stwarza problemy Mistrzowi Gry, który musi się długo głowić nad scenariuszem, który zadowoli taką postać (a gracz i tak ma potem pretensje, że nie wzięło się pod uwagę osobowości jego postaci). Po stokroć bardziej wolę postacie zwykłych, nieskomplikowanych najemników i poszukiwaczy przygód, którzy szybko i radośnie wplątują się w wymyśloną przeze mnie intrygę niż takie wytwory nudy czy źle ulokowanego zapału twórczego gracza. Odgrywanie takiej trudnej, czasem wręcz szekspirowskiej postaci jest niewątpliwie aktorskim wyzwaniem, ale sesja RPG to nie egzamin w szkole teatralnej – tu chodzi o rozrywkę, a nie o zebranie dobrych recenzji. „Wyszukane” postacie mają też inną właściwość – długie historie pełne „zahaczek” i motywów, które MG mógłby wykorzystać w tworzeniu przygody. Tu jakaś rodowa vendetta, tam utracona miłość, a jeszcze gdzieś indziej przywódca zbójców, któremu nadepnęło się na odcisk. Z takiej historii prowadzący może czerpać garściami, ale nie należy oczekiwać, że będzie to stale robił. W końcu twórca takiej postaci nie siedzi przy stole sam i to nie on jest głównym bohaterem kampanii. Cały scenariusz układa MG i bardzo dobrze jeśli wykorzysta on elementy zawarte w wymyślonej przez gracza historii, ale z drugiej strony gracz nie może oczekiwać, że wszystko będzie kręcić się wokół jego postaci. Masz wroga, któremu poprzysiągłeś zemstę? Bardzo dobrze, ale to nie twoja zemsta jest główną osią naszej przygody, a inni gracze też mają swoje cele i nie są postaciami drugoplanowymi, które stanowią tło dla twojej dramatycznej historii. Jednym z najtrudniejszych zadań stojących przed MG jest umożliwienie „zabłyśnięcia” każdej postaci, bez względu na to czy jej historia ma pół strony czy zajmuje cały zeszyt.

Wymieniłem tylko kilka zachowań, których powinno się unikać na moich sesjach. Nie mam zamiaru traktować tego tekstu jako listy uniwersalnych zbrodni przeciwko MG bo zdaję sobie sprawę, że ile grup grających w RPG tyle różnych obyczajów i niepisanych zasad rządzących rozgrywką. Coś co nie ma racji bytu u mnie może z powodzeniem spisać się gdzie indziej. Ucieszę się jednak wiedząc, że nie tylko mnie irytuje te kilka spraw; będę wiedział, że nie jestem jakimś RPG-owym odmieńcem :D.

Na deser zostawiłem sobie największą zbrodnię jaką można popełnić przychodząc do mnie na sesję, coś co sprawia, że chcę rozszarpać gracza na strzępy, a jego postaci urządzić prawdziwe piekło. Mówię (piszę) tu o magicznych słowach, które działają na mnie jak płachta na byka: To nie ja, to moja postać. To nie gracz sprzedał resztę drużyny bandytom, to nie gracz wbił koledze sztylet w plecy, to nie gracz spiskował ze śmiertelnym wrogiem kompana… to tylko jego postać. Powiedźcie mi lepiej kto stworzył taką postać?

Reklamy

9 komentarzy

  1. […] 6. Miras – Czego nie cierpię u graczy? […]

  2. RPG, ka? Cóż, jeszcze do niedawna nie wiedziałam na ten temat kompletnie nic, jednak niedawno mojemu bratu coś w tej kwestii odbiło, więc musiałam się na szybko dokształcać. No, ale nadal znam tylko teorię i nie mam z kim (tak naprawdę) zagrać, żeby sprawdzić, jak to wygląda w praktyce
    Ale dosć o mnie, teraz kilka słów o notce:
    „Innym elementem, który doprowadza mnie do wrzenia jest dyskutowanie ze mną podczas sesji”
    Haha xD Ta, bezsensowne dyskusje to coś, co potrafi człowieka mocno zdenerwować. Właśnie w czymś takim jak rozważanie „jakim kwasem pluje ten smok” mój braciszek jest prawdziwym mistrzem. A moja anielska cierpliwość czasami tego nie wytrzymuje.
    „Bardzo kłopotliwe dla MG bywają zbyt ambitne, wzięte z przysłowiowego sufitu pomysły na postacie”
    Fakt faktem, ale mimo wszystko coś, co dla jednych jest już po prostu przegięciem, dla innymch może być czymś normalnym. Mimo wszystko moim zdaniem każda postać powinna mieć w sobie coś, co wyróżniałoby ją spośród innych, ale jednocześnie mieć zbyt „pokręconej” historii czy charakteru. To tak jak pisanie opowiadania. Jeśli historia ma opowiadać o jednym głównym bohaterze, to musi się on widocznie wybijać ponad innych, umiejętnościami czy rozpudowanym życiorysem, jednak jeśli o kilku, wtedy żaden nie może być bardziej wyjątkowy niż pozostali. Bo jeśli któryś jest, wtedy opowiadanie traci cały urok.
    „Mówię (piszę) tu o magicznych słowach, które działają na mnie jak płachta na byka: To nie ja, to moja postać”
    Tutaj mogłabym się z Tobą kłócić. Przecież stworzony przeze mnie bohater to nie ja. Jego charakter może być zupełnie inny. Jestem jeszcze zbyt zielona w tej kwestii, żeby się wypowiadać jakoś bardzo pewnie (mogę się mylić właściwie w każdej kwestii), ale wydaje mi się, że moja postać mogłaby dajmy na to spiskować z wrogiem kompana, gdyby to pomogło jej w osiągnięciu własnego celu (zwłaszcza, jeśli byłaby przekonana, że w ten sposób przyjacielowi jakoś specjalnie nie zaszkodzi). Ale to wcale nie znaczy, że sama mogłabym zrobić coś takiego. Jak dla mnie gra to gra, życie to życie. Moja postać może być zła do szpiku kości, ponieważ właśnie takich bohaterów lubię. Mogłaby zdradzić przyjaciela czy zabić mu zwierzaka, bo akurat taką miałabym zachciankę, ale nikt nie powinien się za to na mnie obrażać po skończonej sesji. Przynajmniej kiedy piszę z kimś opko w kilka osób i zabiję czyjąś postać, ta osoba się na mnie nie wścieka, co najwyżej zażartuje, że „jak zwykle uśmiercasz wszystko, co się rusza”. W końću dzięki temu zazwyczaj historia zaczyna nabierać tempa ;)
    Dobra, kończę swoje przemyślenia kompletnego żółtodzioba. Mam nadzieję, że nie obrazisz się, jeśli wklepałam tu jakieś „herezje”, bo naprawdę nie miałam jeszcze okazji zagrać na serio z kimś, kto zna się na rzeczy. Więc grzechy powinny mi być choć po części wybaczone ;)
    Pozdrawiam ^^
    Alex

  3. W tej notce zawarłeś bardzo przydatną treść jak sądzę. Zwłaszcza jeśli ma się nadzieję widzieć w Tobie jeszcze kiedyś MG. Warto wiedzieć, co takiego MG denerwuje, jeśli mamy się dobrze bawić, co jest założeniem całego spotkania.

    Zgadzam się w pełni z drugim irytującym elementem, który opisałeś (pierwszy uważam chyba tylko za kwestię dogadania się z graczami…). Pewnie dlatego, że ja sama przedkładam zabawę nad zasady i zamiast kiedykolwiek solidnie się z nimi zapoznać bezgranicznie ufam MG (w końcu on się stara, żeby było fajnie). W wyniku tego, kiedy zachodzi wspomniana sytuacja jestem zwykle jedną z tych znudzonych osób, którym powoli odechciewa się grać. Natomiast ta wiedza graczy/niewiedza postaci wydaje się mi zabawną sytuacją, choć zdaję sobie sprawę, jak to podnosi poziom adrenaliny u MG. Potrafię sobie wyobrazić i nie chciałabym znaleźć się w jego położeniu. :P

    Widzę, że bardzo dużo poświęciłeś problemowi ambitnych graczy. Po przeczytaniu tego, chyba jestem zmuszona przyznać się sama przed sobą do podobnych skłonności. Tyle z tego dobrego, że zapamiętam jak to może Mistrza denerwować. Mam nawet trochę wyrzutów sumienia ^^’

    Jak już pisałam wcześniej, to „Czego nie cierpię u graczy”, które Cię natchnęło do napisania notki, uważam za warte zapamiętania, zwłaszcza wtedy kiedy ma się nadzieję na kontynuowanie pomysłu na sesję (bo konkretna sesja umarła śmiercią naturalną <_<) w klimacie magical girls. Jeszcze jedno podejście? ;)

  4. Z tymi ambitnymi postaciami to różnie bywa. Niby mówi się, że im postać ambitniejsza tym lepsza, ale nie zawsze tak jest… dla takiego Hamleta trzeba potem wymyślać przygody, a reszta drużyny musi znosić jego humory. Znam z autopsji graczy, którzy przeginają z czymś takim, a potem mają żal do MG, że ich postać została do czegoś tam zmuszona przez resztę albo, że inni gracze jej nie docenili. Moim zdaniem główne zagrożenie polega tu na tym, że graczowi czasem odbija palma i zaczyna się on czuć ważniejszy od reszty („bo ja mam dłuższą i lepszą historię postaci”). Już całkiem inna sprawa kiedy okazuje się, że pomysł na postać przerósł gracza… Nie mówię, żeby ograniczać historię postaci do trzech zdań – chcesz mieć złożoną historię to proszę, bardzo ci się to chwali. Nie zapominaj jednak o zdrowym rozsądku i pozwól MG wtrącić swoje 3 grosze, a może nawet ustalcie historię wspólnie.

    Alex użyła bardzo fajnego porównania do opowiadania; jeśli jest kilku głównych bohaterów to nie może być tak, że jeden jest ważniejszy od reszty.

    @Alex

    RPG to ciekawa rozrywka i naprawdę polecam spróbować; zagrać kilka razy, a może się spodoba.

    Z tym rozdzielaniem gry od życia i postaci od gracza to nie zawsze tak jest. Faktycznie; gracz i jego postać to zupełnie różne osoby. W teorii gra to coś zupełnie innego i faktycznie nikt nie powinien mieć żalu do kolegi za czyny jego postaci. W praktyce jednak mało kto potrafi to w 100% rozgraniczyć i zawsze pozostaje jakiś tam żal, a taki żal to potencjalna niefajna sytuacja na sesji czego lepiej unikać. Nie mówię, że wszyscy mają się do siebie zwracać per pan i ściskać się na powitanie, ale pewnych granic lepiej nie przekraczać – wolę zapobiegać niż ryzykować potem jakieś sprzeczki. Możliwe jednak, że po prostu nie trafiłem na ludzi, którzy potrafią się tak odciąć od gry i są obrażalscy :D. Wydaje mi się jednak, że większość ludzi patrząc na postać gdzieś w tle widzi jednak cień swojego kolegi…
    Z jednej jednak strony to nawet się nie dziwię; człowiek wymyśla postać, cieszy się na grę z przyjaciółmi, utożsamia się z postacią, a potem jego „kompan” odwala mu jakiś numer – każdy ma prawo się zirytować.

    Żółtodziób żółtodziobem, ale ma prawo do własnego zdania ;).

    @Remmy

    Tak, uczone dyskusje o fizyce i chemii są zabawne, ale do pewnych granic i poza sesją – inaczej ubijam :D.

    Ten pierwszy element to faktycznie elementarna kwestia dogadania się przed sesją, ale uważam, że jest on na tyle ważny by przypominać o nim przy każdej okazji. Lepiej się dogadać wcześniej by uniknąć rozczarowań.

    Po świętej pamięci sesji magical girls zostało mi sporo niewykorzystanych pomysłów i po pewnych modyfikacjach pewnie dałoby się zrobić z tego nową kampanię. Aktualnie prowadzę jednak D&D; w tych szalonym okresie roku akademickiego szukam każdej okazji by zagrać i wolę nie brać na siebie kolejnej regularnej kampanii. Przyjdą wakacje to pomyślimy, a w międzyczasie to może jakąś przygodę na jedną czy dwie sesje w dowolny system?
    Niemniej radzę pamiętać „nie wkurzać MG” (albo przekupić go słodyczami) :D

  5. Nigdy nie grałam w gry RPG, w liceum u mnie w klasie byli chłopaki co w to grywali, a dla mnie samo słowo RPG to czarna magia i nawet nie wiem z czym to się je…

  6. Żebym ja się znała na RPG…. Ach, w tej notce jedyne co potrafię to też życzyć ci wszystkiego dobrego w tym roku. Ale że jednak chcę coś powiedzieć to napiszę. ;P
    Jak już tu powyżej jest, gier na razie nie obczaiłam. Choć przyznaję się, że chciałam. Z początku wzięłam się za Talesy, ale że nie umiałam sobie ściągnął polskiej wersji (lub jej nie było), zrezygnowałam. Potem zobaczylam jak Shouri wychwala Dragon Age, ale znowuż te kilkanaście partów po 200mb zaczęły przyprawiać mnie o mdłości xD
    Żeby już nie pisać tego komentarza o niczym, kończę już. Mimo wszystko dalej pograłabym sobie xD Ale chyba muszę polegać na moim szwagierku i jego oryginalnej wersji Wiedźmina (chociaż nawet ta gra znudziła się już przy którymś razie).
    Pozdrawiam ^^
    PS. Ślicznie dziękuję za głos :) Entuzjazm jest takowy, bo jestem uhahana na myśl, że nagroda to laptop.

  7. Wiem o co biega, jak cie dorwę… to nie wiem ale fakt jest jeden że co byś nie robił to nie stworzysz idealnej hanzy na idealną sesje. a co się tyczy ogólnego pachtowania to… OLE!!! Sprzedanie drużyny to dobry sprawdzony pomysł na zachaczkę oraz trochę złota w sakwie na czarną godzinę :P ( Wiem nie na temat i karalne, ale tak zerknąłem co nabazgrałeś )

  8. Byłem raz na sesji RPG ( jako obserwator, bo mój upadły paladyn – MG zezwolił mi na nagięcie reguł- nie był kompatybilny z resztą drużyny i musiałbym zabić co najmniej dwóch graczy) i muszę przyznać, iż twoja irytacja jest słuszna. Owszem to postać zabiła lub zdradziła, lecz to gracz podjął decyzję, więc wymówki są nie na miejscu ( kultura wymagałaby zwykłego <>). korzystanie z wiedzy nie dostępnej postaci, tak samo jak nadmierny patos ( nikt nie lubi gdy inni grają pierwsze skrzypce) psują nastrój sesji i utrudniają zebranie grupy na następną.
    Co do nieomylności MG to mam pewne zastrzeżenie. Otóż, zdarza się, iż MG jest wrogo nastawiony do graczy, lub też jest sadystą i zmusza nieszczęsnych uczestników do ciągłych rzutów na spostrzegawczość i refleks w celu uniknięcia pułapek; w takim przypadku dyskusje nawet i godzinne wydają mi się uzasadnione

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: