„Kocham Cię! Miau!” – Nyan Koi!

Cieszę się, że w natłoku przedświątecznych zajęć udało mi się wygospodarować trochę czasu na wykończenie tej notki bo bardzo zależało mi by opisać ten tytuł teraz, kiedy mam go jeszcze wyraźnie w pamięci. W październiku, kreśląc kilka zdań o Nyan Koi! wspominałem, że seria wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie i ma szansę stać się jedną z najlepszych serii minionej jesieni. Faktycznie, adaptacja komediowej mangi dla nastolatków okazała się czymś więcej (i to dużo więcej) niż tylko kolejnym schematycznym haremem.

Na końcu każdego odcinka raczy się widza kolorową ilustracją.

Licealista Junpei pozornie niczym się nie wyróżnia. W szkole idzie mu nieźle choć bez rewelacji, a relacje z rodziną ma jak najbardziej poprawne (nie licząc wiecznie nieobecnego, zapracowanego ojca). Jedynym członkiem rodziny, z którym drze koty (to bardzo dobra przenośnia) jest Nyamsas – rodzinna kotka i ulubienica mamy oraz młodszej siostry Junpeia. Alergia na kocią sierść niestety nie zezwala chłopakowi na ocieplenie stosunków z kotką, ale wkrótce zmusi go do tego sytuacja. Przez zupełny przypadek bohater naraża się rezydującemu w pobliskiej świątyni kociemu bóstwu, a jego gniew objawia się w postaci klątwy, która spada na bohatera – teraz grozi mu przemiana w kota (a w efekcie powolna śmierć za sprawą własnej alergii) jeśli nie pomoże on stu kotom spełniając ich prośby. Od tej chwili Nyamsas i Tama (kot kapłana opiekującego się świątynią) będą zapoznawać chłopaka z kolejnymi kotami, a on pomimo swojej niechęci będzie musiał im pomagać. Klątwa nie jest jednak jedynym zmartwieniem naszego bohatera; od dłuższego czasu podkochuje się on w swojej koleżance imieniem Kaede…

Trzeba przyznać, że wybranka Junpeia jest niczego sobie...

Nie ma co ukrywać, że Nyan Koi! opowiada o miłości i pomimo wątku fantastycznego przez cały czas pozostaje głównie romantyczną komedią. Nieśmiałe miłosne podchody pomiędzy Junpeiem i Kaede wraz z ogromną masą gagów i śmiesznych sytuacji wypełniają większość czasu antenowego i nawet watek klątwy w pewnym momencie schodzi na drugi plan. Seria przypomina także harem, a to za sprawą kolejnych dziewcząt kręcących się wokół bohatera. Poznamy między innymi energiczną Kanako, z którą Junpei zna się od piaskownicy, ale w ostatnich latach stosunki między tą dwójką uległy ochłodzeniu. Bohaterem zacznie też interesować się Nagi – dość ekscentryczna starsza uczennica, którą na pierwszy rzut oka łatwo pomylić z chłopakiem. Później na plan wkroczą także dwie nietypowe bliźniaczki: Kotone i Akari będące świadome klątwy ciążącej nad bohaterem i starające się mu pomóc na swój specyficzny sposób, a także pewna studentka z tragiczną orientacją w terenie dorabiająca sobie jako listonosz. Pomimo schematu: „on jeden – ich wiele” seria nie przypomina taniego haremu, w którym pozbawiony wyrazu bohater mota się od jednej do drugiej heroiny nie mogąc się zdecydować. Bohaterki nie odbywają też między sobą bezpardonowej walki o serce Junpeia, od początku należy ono tylko do jednej dziewczyny i pomimo przeróżnych wydarzeń i zbiegów okoliczności nie zmienia on swojego głównego obiektu zainteresowań.

W serii nie zabrakło lekkiego ecchi.

Humor i bohaterowie (choć mogą wydawać się zbiegami z domu wariatów) są zdecydowanie najsilniejszymi elementami tytułu. Gagi są zabawne, nie sprowadzają się do pokazywania bielizny (choć znajdzie się kilka scen o lekkim erotycznym zabarwieniu, a bohaterki miewają okazje do zaprezentowania się w pełnej krasie) i nie powtarzają jednego schematu przez całą serię. Bardzo zabawnie wypadają sceny kontaktów bohatera z kotami kiedy musi on powstrzymywać swoją niechęć do nich i utrzymywać odpowiedni dystans by nie zacząć kichać. Już sami bohaterowie i ich charaktery dostarczają mnóstwo frajdy; Junpei nie kryje niezadowolenia ze swojej sytuacji i często bywa złośliwy, ale ma też swoje słabe punkty i jednym z nich jest bez wątpienia Kaede. Sama wybranka Junpeia tylko z pozoru jest ideałem; owszem, jest grzeczna i ułożona, ale czasem wychodzą na jaw jej nieco sadystyczne skłonności i dziwaczne skojarzenia. Kanako ze swoim wybuchowym temperamentem i zaborczą postawą wobec przyjaciela z dzieciństwa często spiera się z Nagi, która upatrzyła sobie chłopaka na narzeczonego, a wobec Kaede też ma pewne niecne zamiary. Z kolei bliźniaczki ze swoimi przeciwnymi charakterami, dziwactwami (ta cecha dominuje u Kotone) i specyficzną troską o starszego kolegę były jeśli nie ulubionymi to przynajmniej jednymi z moich ulubionych postaci. Nie należy zapominać o kotach, których także poznajemy całą plejadę; poprzez sarkastyczną kotkę Junpeia, grzecznego i nieco zniewieściałego Tamę, aż po zmanierowanego kota Nagi.

"Mamusiu, co braciszek robi z tymi kotkami?"

Seria ma bardzo miłe dla oka projekty postaci i żywe kolory – dzięki temu dziewczęta naprawdę mogą się podobać, a oglądanie kolejnych odcinków jest czystą przyjemnością. Muzyki w tle praktycznie nie słychać, ale za to bardziej wyraziste są opening i ending. O ile utwór początkowy zatytułowany Nyanderful! śpiewany przez Yui Sakakibarę reprezentuje słodziutki japoński pop, za którym niekoniecznie przepadam to muszę przyznać, że dobrze oddaje klimat serii i świetnie współgra z animacją początkową (swoja drogą to jako ciekawostkę polecam obejrzenie teledysku do tego utworu). O wiele bardziej przypadł mi do gustu spokojny i nastrojowy ending: Strawberry -Amaku Setsunai Namida- autorstwa Asami Imai, choć jemu też daleko do bycia wielkim hitem. Bardzo miłym dodatkiem są krótkie, zabawne animacje luźno związane z fabułą kończące każdy odcinek, stanowiące w zasadzie osobny program, którego gospodarzami są Tama i Nyamsas.

Po obejrzeniu wszystkich dwunastu odcinków mogę stwierdzić, że nie pomyliłem się gdy dwa miesiące temu dawałem serii duży kredyt zaufania – Nyan Koi! na tle innych serii minionej jesieni, ale też wszelkich komedii romantycznych wypada bardzo dobrze. Nie jest to może wielki miłosny wyciskacz łez, ale po prostu świetna komedia z wątkiem romansowym. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że na końcu ostatniego odcinka znalazła się aluzja do drugiego sezonu serii; jeśli faktycznie w przyszłości pojawi się Nyan Koi! 2 to z pewnością będę jego wiernym widzem!

Reklamy

6 komentarzy

  1. Oglądając plakat z zapowiedziami sezonu jesiennego nastawiłam się na oglądanie 11 Eyes i Nyan Koi!. O ile 11 Eyes mnie zawiodło to Nyan Koi było świetną rozrywką, wyczekiwałam co tydzień następnego odcinka:)

  2. Anime jest naprawdę „w pieruny” i nie wiem, co byłoby, gdyby nie dzielenie ich na gatunki.. Chociaz i z tym trudno się wybiera. Nyan Koi nie oglądałam, tak jakoś sama nie wiem, czemu. Gdy była premiera akurat miałam fazę na zakazane miłosci, potem chciałam oglądać horror’y, a jeszcze ze 3 tygodnie temu wgl anime nie chciało mi się oglądać. Więc, jak widać, przez ostatnie miesiące zero chęci do takich komedii, jak ta kociowata powyżej.

    Poza tym mam do ciebie pytanie. Dziewczyny, i ja sama, sądza, że o pewnym anime powinien wypowiedzieć się chłopak. A że nie jestem dziewczyną, która lubi poznawać w sieci płeć przeciwną to znam jedynie 3-4, takich, których mogę o coś poprosić. Więc, błagam, wypowiedz się na temat http://artanime.wordpress.com/2009/12/22/training-with-hinako/ ;D

    1. Widzę, że z Hinako to poważna sprawa :D. Rzucę okiem w wolnej chwili i zostawię komentarz kiedy najdzie mnie wena twórcza.

  3. Masz rację Nyan Koi nie jest typowym haremem. Inaczej bym tego nie oglądała z przyjemnością, bo anime typu harem nie lubię. Przypadła mi do gustu również kolorowa sceneria. Chociaż bohaterki nie były zbyt skomplikowane, aler to komedia. Czasami nawet koty miały dla mnie ciekawszy charakter.
    PS Mam proźbę, wymieniłbyś się ze mną linkami bloga. http://mikublog.wordpress.com/

    1. Bohaterowie faktycznie są nieszczególnie skomplikowani, ale moim zdaniem w tej konwencji spisali się świetnie; nawet Junpeia lubiłem choć w haremie postać męska jest zwykle beznadziejna. A koty były świetne; szczególnie Tama :D.

      Co do wymiany linków to nie ma problemu :).

  4. […] Nyan Koi! jest wyjątkowo uroczą komedią romantyczną, w której niemałą rolę odgrywają koty (jakiś czas temu pokusiłem się z resztą o napisanie recenzji tej serii). W swojej naiwności ciągle nie tracę nadziei, że zapowiadany w ostatnim odcinku drugi sezon […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: