Pierwsze wrażenia – Seitokai no Ichizon odcinek 1

Jestem już niemal zdecydowany na to, że odpuszczę sobie regularne blogowanie o jakimkolwiek anime w tym sezonie. Z resztą i tak trudno byłoby mi wybrać jakąkolwiek serię z tego natłoku nowości.  Dzięki temu na pewno nie będzie mogło być mowy o jakiejkolwiek regularności w pojawianiu się nowych notek, ale w zimie sytuacja pewnie się zmieni.

Przeglądu ciąg dalszy. Jeśli miałem jakichkolwiek faworytów na etapie zapowiedzi to jednym z nich był na pewno Seitokai no Ichizon i dziś parę słów na temat tego tytułu.

Zebranie czas zacząć!

Zebranie czas zacząć!

W odcinku

Ken jest jedynym przedstawicielem „płci brzydszej” w uczniowskim samorządzie prestiżowego liceum. On został członkiem tej prestiżowej formacji w uznaniu za wybitne wyniki w nauce z kolei pozostałych członków wybrano w swoistym konkursie popularności, nie dziwi więc fakt, że Ken obraca się w towarzystwie uroczych dziewcząt: Kurimu, Minatsu, Mafuyu i Chizuru. Kolejne dni i zebrania upływają im na plotkowaniu, wygłupach i innych poważnych zajęciach.

Moe - obecne... w dużej ilości...

Moe - obecne... w dużej ilości...

Jak można się domyślić trudno dopatrzyć się w tym anime jakiejkolwiek głównej osi fabularnej czy złożonej intrygi. Seitokai no Ichizon to na dobrą sprawę zlepek pojedynczych, luźno ze sobą związanych skeczy, w których roi się od nawiązań do innych wytworów japońskiej popkultury. Dlatego zamiast rozwodzić się nad fabułą zwrócę uwagę na kilka wybranych scenek. Oczywiście nie ma mowy o wskazaniu wszystkich nawiązań – jest ich zbyt wiele.

Ken w swoim żywiole.

Ken w swoim żywiole.

Już na początku cały samorząd zastanawia się jak sprawić by ich anime było sukcesem; na forach internetowych pełno jest niepochlebnych opinii o serii opowiadań, na której anime ma bazować więc może powinno wystarczyć tzw. Drama CD? A może lepiej by bohaterowie zbierali siedem magicznych przedmiotów, a zamian ktoś spełni ich życzenie (jak nie przymierzając w Dragon Ballu)? Pozostaje jeszcze kwestia tytułu, który po zabawie w podmienianie i przestawianie liter zaczyna dziwnie przypominać o przygodach pewnej pani nazwiskiem Suzumiya…

Ciasteczko... ciasteczko...

Ciasteczko... ciasteczko...

Ken tak na prawdę był do niedawna jednym z najgorszych uczniów w szkole; do znacznego poprawienia wyników w nauce zmobilizowała go wizja dołączenia do gromadki ślicznotek w uczniowskim samorządzie. Dostał ogromnego kopa i dopiął swego, a teraz lubi określać samorząd słowami „mój harem”. Otwarcie mówi wszystkim dziewczętom o swoich szczerych uczuciach do nich, a w wolnym czasie ćwiczy swoje umiejętności grając w gry typu eroge. Niestety (jak zauważają dziewczęta) daleko mu do popularnych chłopaków noszących nazwiska Okazaki, bliżej mu do śmiesznego przyjaciela głównego bohatera i lepiej pasuje nazwisko Sunohara (kłania się Clannad).

Zebranie zakończone! Można sie rozejść!

Zebranie zakończone! Można się rozejść!

Jedynym poważnym zajęciem jakie przypada w udziale samorządowi w tym odcinku jest przegląd zakupów dokonanych przez szkolne kluby i kółka zainteresowań, oraz sprawdzenie aplikacji. Uważne oko wychwyci, że sekcja tenisa stołowego na podaniu o przyznanie kolorowych piłeczek stwierdza, że są one konieczne do łapania stworków (pokemonów?). Z kolei kilka strojów zamówionych przez kółko teatralne, które przymierzają dziewczęta sprawia, że Kenowi krew zaczyna szybciej krążyć w żyłach. Okazuje się także, że nawet tak prosta czynność jak przybijanie pieczątek w wykonaniu Kurimu może być przezabawna.

Na nic zdają się wysiłki Kurimu mające na celu zmienienie dotychczasowych zajęć grupy w coś co prawdziwie przystoi samorządowi uczniowskiemu. Koniec końców wszystko zostaje po staremu, ale dziewczęta stwierdzają, że chyba nie jest to takie złe…

Komentarz

Twórcy oparli się na prostym pomyśle: weźmy całą masę nawiązań do mang, anime i innych popularnych w ostatnim czasie zjawisk, dorzućmy sporo cukru i zamieszajmy. Ryzyko było duże, ale efekt końcowy jest nieoczekiwanie dobry. Moe zawarte w znacznych ilościach nie przesłania całości, a nawiązania zawsze są umieszczone w jako-takim kontekście. Bohaterowie są sympatyczni choć dość typowi, ale o tym za chwilę. Nawiązania to zdecydowanie najsilniejsza strona Seitokai no Ichizon, ale przyjęcie takiej formy ogranicza też krąg odbiorców tytułu – osoby nie zaznajomione z co nowszymi i popularniejszymi wytworami japońskiej popkultury mogą przez większość odcinka unosić brwi w wyrazie zdziwienia. Jeśli jednak ma się elementarną znajomość tematu to można się dobrze bawić wyłapując kolejne (czasem wręcz bezczelne) odniesienia do Melancholii Haruhi Suzumiyi, Clannada, Higurashi no Naku Koro ni, Dragon Balla, Lucky Star i wielu innych tytułów.

Teraz kilka słów o bohaterach. Tworzenie skomplikowanych i głębokich charakterów nie sprawdziłoby się w takiej konwencji i twórcy wcale nie silili się na to. Zamiast tego mamy dość jednoznacznie zarysowanych, wręcz stereotypowych, ale sympatycznych bohaterów. Ken to kawał zboczeńca, otaku i osoba hiperaktywna, a mimo to o miłym usposobieniu i darzący dziewczęta szczerą sympatią. Same dziewczęta też nie są idealne; Minatsu jest typową postacią tsundere, zaczytuje się w mangach w stylu popularnego Dragon Balla i aż krzywi się na dźwięk słowa „evolution” przypominającego jej o nieudanej ekranizacji owej mangi. Słodziutka, nieco naiwna i dziecinna Mafuyu ma tendencję do przerywania ważnej pracy by zająć się pisaniem poradników do gier online. Kurimu jako przewodnicząca samorządu chce stwarzać wrażenie poważnej i rozsądnej co najczęściej jej nie wychodzi, nie chce także przyznawać się do lekkich kompleksów na punkcie wzrostu i rozmiarów biustu (co wytyka jej Ken). Chizuru to pozornie jedyna „normalna” i naprawdę poważna osoba, z której wychodzi jednak wredna jędza i zboczeniec nie gorszy od Kena.

Jak można się domyślić anime nie oferuje graficznych fajerwerków. Kreska jest jednak prześliczna, dziewczęta tak urocze, że można się roztopić, a Ken jest jakoś dziwnie podobny do Koizumiego z Melancholii Haruhi Suzumiyi (albo tylko tak mi się zdaje). Muzyka niczym szczególnym się nie wyróżnia, a na uwagę zasługuje tylko opening, którego słucha się przyjemnie.

O ile pisanie tego „streszczenia” było mordęgą i nie wiedziałem, które fragmenty pominąć to samo anime ani trochę mnie nie rozczarowało i na pewno będę z niecierpliwością czekać na kolejne odcinki. Po fabule nie można spodziewać się niczego wielkiego, ale jeśli ktoś nie oczekuje czegoś szczególnie ambitnego, a za to ma ochotę na porcję dobrego humoru podlanego słodkim sosem i „wie co w japońskiej trawie piszczy” to spokojnie może rzucić okiem na Seitokai no Ichizon. A nuż się spodoba.

Advertisements

4 komentarze

  1. Hhhmmm… To chyba pierwszy komentarz jaki tu zostawiam, a zaglądam tu od dłuuugiego już czasu:) Jakoś nie zbierało się… Ale dziś postanowiłam to zmienic:)

    Od dwóch dni jestem przeziębiona i siedzę przed kompem i się obijam i oglądam wszelkie anime, w tym Seitokai no Ichizon. Co prawda nie kojarzę zbyt wiele z tych anime, które tam są parodiowane, ale wcale nie muszę… I bez kojarzenia jest to świetna komedyjka do oglądania:) Po pierwszym odcinki „napaliłam się” na tę serię i zamierzam ją oglądac:)

  2. Tak na temat tego, co napisałeś na początku… To czemu nie weżmiesz jakiejś dtarszej serii anime, chodzi mi o taką mnie znaną. ^^ Wtedy powinno wyjść i może zachęcisz kogoś do oglądania tego anime :)

    A teraz na temat anime w notce :) Tak sobie myślę, że na pierwszy rzut oka przypomina to coś podobnego do Haruhi Suzumiy’i ^^’ Więc może coś z tego będzie :D Co do tego efektu końcowego, to też miałam podobne obawy, przed tym co oni mogą zrobić z tej serii… Albo przesłodką komedyjkę… Albo jakąś nieudaną komedię, która wcale nie jest taka śmieszna… -.-‚
    No ale jak mówisz, że jako tako da się to obejrzeć i będziesz z niecierpliwością czekać na następne odcinki to chyba się skuszę obejrzeć :P

    Pozdrawiam Shio :)

  3. Dla mnie to nawiązania są największym plusem, ale pewnie i bez nich oglądałoby się przyjemnie. Seitokai to taka lekka, zwiewna i przyjemna seria w sam raz na poprawę humoru. A przy przeziębieniu dodatkowa porcja cukru, lukru, różu i moe jest mile widziana ^^.

    @Wiedźma
    Oczywiście zapraszam ponownie i zachęcam do częstszego komentowania (choć nie jestem jakimś materialistą, któremu zależy tylko na ilości komentarzy :D).

    @Shioko
    Nowości sobie odpuszczę, ale spróbuję się zmobilizować i napisać coś o jakiś starszych seriach. Streszczeń odcinków na pewno nie będzie, ale jakaś recenzja może się pojawić.

  4. Ha! Właśnie obejrzałam 2. odcinek i wyłapałam motyw z Death Note:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: