Pierwsze wrażenia – Nyan Koi! odcinek 1

Ostatnio chodzi mi po głowie mała przerwa, a przynajmniej chwilowa zmiana w funkcjonowaniu bloga. Skłaniam się ku temu by nie wybierać sobie żadnej nowej serii do blogowania „na bieżąco”, a tylko napisać pojedyncze notki z cyklu „pierwsze wrażenia”. Jesień oferuje nam bardzo dużo potencjalnie ciekawych nowości i samo przejrzenie ich może zająć trochę czasu. Nie wiadomo jednak czy wszystkie serie doczekają się dobrej jakości fanusbów gdyż w fansuberskim światku pogoda nieco się ostatnio popsuła (osobom obeznanym z tematem za wyjaśnienie wystarczy tylko jedno słowo – „Crunchyroll”)… Zamiast pisać regularne streszczenia i komentarze może zmobilizuję się do napisania ambitniejszych i dłuższych tekstów, może jakiejś recenzji, a może nawet powrócę do porzuconej jakiś czas temu tematyki RPG… Tymczasem jednak rzućmy okiem na nową komedię romantyczną Nyan Koi!

Nieźle... jak na początek.

Nieźle... jak na początek.

W odcinku

Na początku zostajemy uraczeni skrajnie romantyczną sceną; po lekcjach w pustej klasie Kaede wyznaje miłość Junpeiowi – głównemu bohaterowi serii. Junpei od dawna skrycie podkochuje się w koleżance, ale kiedy scena zmierza do wielkiego finału cała sytuacja okazuje się tylko snem i chłopak budzi się z głośnym kichnięciem – za sprawą Nyamsasa (rodzinnego kota) odezwała się jego alergie na kocią sierść. Junpei wyrzuca intruza z pokoju, ale wydaje mu się, że usłyszał słowa odchodzącego kota.

W tej rodzinie wszyscy, wliczając w to mamę Jnpeia i jego młodszą siostrę Suzu, uwielbiają koty. Tylko Junpei to taka czarna owca.

W tej rodzinie wszyscy, wliczając w to mamę Junpeia i jego młodszą siostrę Suzu, uwielbiają koty. Tylko Junpei to taka czarna owca.

Rano, w drodze do szkoły Junpei wyraźnie słyszy rozmowę dwóch kotów! A już wydawało się, że wczorajsze zajście z Nyamsasem było tylko senną marą. Przyjaciele z klasy wyśmiewają go kiedy skarży się na swoją przypadłość, ale Junpei przypomina sobie wczorajsze zajście; niechcący uszkodził on znajdujący się w kapliczce posążek kociego bóstwa. Zmartwiony ewentualnym powiązaniem obu spraw postanawia wypytać opiekującego się kapliczką mężczyznę o posążek. Więcej informacji uzyskuje jednak od Nyamsasa i Tamy – kota mieszkającego w kaplicy. Okazało się, że Junpeia dopadła klątwa i jeśli nie pomoże on stu będącym w potrzebie kotom sam stanie się jednym z nich!

Tama i Nyamsas: "Koleś, musimy pogadać!"

"Koleś, musimy pogadać!" - Tama i Nyamsas

Okazja do pomocy nadarza się już jutro – Tama i Nyamsas przedstawiają bohaterowi dwójkę kociąt, które padły ofiarą brutalnego człowieka. Junpei nie ma jednak zamiaru współpracować z kotami, których przecież nie cierpi. W poszukiwaniu sposobu na zdjęcie klątwy ponownie udaje się do świątyni, a kiedy nikogo tam nie zastaje postanawia poszukać informacji w bibliotece.

Nieść razem zakupy to prawie jak randka... prawda?

Nieść razem zakupy to prawie jak randka... prawda?

Ślęcząc nad książkami chłopak otrzymuje wiadomość z domu nakazującą mu zrobić zakupy. Wlokąc się przez miasto z ciężkimi siatkami spotyka on swoją sympatię – Kaede. Dziewczyna pomaga mu tylko nieść zakupy, ale Junpei przebywając sam na sam z taką pięknością o mało nie dostaje zawału. Chłopak ma nawet okazję wykazać się odwagą i wzbudzić podziw kiedy jego towarzyszka niechcący wpada na przechodzącego mężczyznę brudząc mu garnitur.

"Proszę... zabierzcie ją!"

"Proszę... zabierzcie ją!"

Podczas przerwy na odpoczynek wychodzą na jaw prawdziwe motywy obecności Kaede w tej okolicy – lubi przychodzić tam by bawić się z kotami gdyż ze względu na obecność psów w domu nie może mieć żadnego na własność. Intencje dziewczyny są jak najbardziej szczere, ale nie widzi ona, że mocno przytulając kotka sprawia mu ból. Tama i Nyamsas nie mają wątpliwości: to ona jest poszukiwanym zbrodniarzem! Junpei próbuje spokojnie wyjaśnić wszystko dziewczynie, ale obecność znajomych kotów działa mu mocno na nerwy i w końcu wybucha on gniewem, a dziewczyna bierze jego krzyki do siebie i ucieka nie wiedzą, że to nie na nią krzyczał Junpei.

Choć chłopak pomógł kociętom to do spełnienia zostało aż 99 kocich życzeń co nie nastraja bohatera optymistycznie. W dodatku po wczorajszym nieporozumieniu Kaede pewnie nie będzie chciała go znać. Okazuje się jednak, że obawy Junpeia są bezpodstawne – Kaede zrozumiała swoje złe postępowanie, a w dodatku jest zachwycona Nyamsasem i pragnie odwiedzić dom Junpeia.

Komentarz

Pierwszy odcinek Nyan Koi! zrobił na mnie dobre wrażenie. Znośne postacie, przyjemna kreska, a przede wszystkim humor. Wszechobecne koty są po prostu świetne, a słysząc sarkastyczne komentarze Nyamsasa i kulturalne wypowiedzi Tamy aż skaczę z radości. Jak na komedię romantyczną to nie uświadczyliśmy zbyt wiele romansu; wiadomo kto kogo kocha i dano potencjalnej parze kilka chwil na rozmowę, ale na horyzoncie chwilowo nie widać żadnych sercowych perypetii.

Już na początku seria zaskarbiła sobie moją sympatię openingiem. Nie chodzi mi jednak o piosenkę, którą można z czystym sumieniem sobie odpuścić, ale o towarzyszącą jej animację, która pokazuje wszystkich (?) bohaterów serii z kocimi uszami, ogonkami i w towarzystwie ich ulubionych zwierzątek. Jak dla mnie rewelacja – szczególnie spodobały mi się blond bliźniaczki w wersji catgirl ^^. Po openingu można wywnioskować jeszcze, że Kaede bynajmniej nie jest jedyną ładną bohaterką serii i pewnie na drodze Junpeia stopniowo będą ukazywać się kolejne heroiny. Miejmy nadzieję, że seria nie zmieni się w tani harem z kotami w tle. Same koty, choć Junpei ich nie cierpi, mogą się przyczynić do rozkwitu miłości i bohater może będzie musiał zmienić o nich zdanie. Jak na razie dzięki Nyamsasowi Kaede odwiedzi Junpeia w domu, a ja chętnie zobaczę jak chłopak panikuje z tego powodu („Piękna dziewczyna w moim pokoju! Co robić?! Co robić?!”) ^^.

Junpei i Kaede dają się lubić. Główny bohater to kawał lenia, bywa złośliwy i na wszystkie strony epatuje nienawiścią do kotów (sceny, w których jest zmuszony z nimi rozmawiać są bardzo zabawne). Jest swoistym przykładem „zwykłego” licealisty, nie żadnym zboczeńcem, otaku czy typowym haremowym ciapkiem bez ikry, a prześladujący go pech sprawia nawet, że można mu współczuć. Kaede sprawia wrażenie słodkiej i naiwnej, ale w paru sytuacjach pokazała pazurki; wyszły na jaw jej nieświadome sadystyczne skłonności i fakt, że lubi dziwne seriale (wolę nie wnikać w szczegóły tego czegoś co kupiła na DVD) – to raczej jej bliżej do bycia otaku :D. Z drugoplanowych postaci ciekawie wypadł opiekun kapliczki, a jednocześnie właściciel Tamy; chętnie powitam kolejne komediowe wstawki z jego udziałem (wolę się nie domyślać co robił na mieście w peruce afro i tym fikuśnym garniturze). Miłym dodatkiem jest zupełnie wyjęta z kontekstu prosta i śmieszna animacja z udziałem bohaterów na samym końcu odcinka.

Seria na pewno zasługuje na uwagę ze względu na humor. Od strony technicznej nie wypada jakoś rewelacyjnie, ale ja nie szukam graficznych fajerwerków w komediach, a i muzyka nie przeszkadzała. Zobaczymy jak rozwinie się wątek romansowy, ale jeśli żarty utrzymają poziom to i tak będzie warto oglądać (o ile znajdzie się czas na Nyan Koi! w tym natłoku jesienny hitów).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: