Romansidło w pełni księżyca – „Zmierzch” Stephenie Meyer

„Zmierzch” Stephenie Meyer jest jedną z tych książek, do których zasiadałem powodowany głównie chęcią wyrobienia sobie własnej opinii. Jako, że wielu z moich znajomych ma za sobą lekturę tej książki i wyraża się o niej bardzo pochlebnie, a z drugiej strony wiele recenzji nie pozostawia na książce suchej nitki, postanowiłem sam zapoznać się z tematem. Fakt, że „Zmierzch” i jego kontynuacje są obecnie „na topie” (między innymi za sprawą powstałej niedawno ekranizacji) na pewno także nie pozostał bez wpływu – lubię w dyskusji posłużyć się własnymi argumentami, a nie powtarzać cudze, tym bardziej, że „Zmierzch” jest ostatnio dość chodliwym tematem w środowiskach związanych z fantastyką.

Polskie wydanie jest ładne, wliczam w to estetyczną okładkę.

Polskie wydanie jest ładne, wliczam w to estetyczną okładkę.

Lektura książki przybliży nam losy Belli (Isabelli Swan) – amerykańskiej nastolatki, która zdecydowanie unika kontaktów z rówieśnikami, a w dodatku ma nieustabilizowaną sytuację rodzinną. Bella od zawsze zdawała się mieć problemy ze zintegrowaniem się z otoczeniem, nie udziela się towarzysko, nie ma bliskich przyjaciół i nawet pod względem fizycznym odstaje do otoczenia (większą część życia mieszkała w słonecznej Arizonie, a jednak jest okropnie blada, niska i bardzo szczupła). Na domiar złego jej matka zdaje się być bardziej zajęta ciągłymi wyjazdami ze swoim nowym partnerem niż poświęcaniem czasu dorastającej córce. Bella przeprowadza się więc do ojca (który rozszedł się z jej matką wiele lat wcześniej) i zamieszkuje w małym miasteczku Forks. Nowy dom naszej bohaterki leży chyba w najbardziej zachmurzonej części Stanów Zjednoczonych, a w powietrzu unosi się małomiasteczkowa atmosfera. W takiej mieścinie przyjazd nowej osoby (w dodatku córki szanowanego przez wszystkich stróża prawa) nie może przejść niezauważony i Bella musi się zmierzyć z nową dla siebie sytuacją, w której znajduje się ona w centrum zainteresowania. Nie wszyscy jednak poświęcają dziewczynie tyle uwagi; Edward Cullen – członek szanowanej (choć żyjącej raczej na uboczu społeczności) rodziny zdaje się zupełnie ignorować jej obecność, a czasem wręcz ostentacyjnie unikać jakiejkolwiek styczności z Bellą. Rodzina Cullenów stara się nie rzucać w oczy i żyć na uboczu, ale trudno nie zauważyć ich wręcz nienaturalnie bladej cery, przenikliwych spojrzeń, rys jak u marmurowych posągów i niewysłowionej gracji ruchów. Wszystkie te nieco niepojące, ale piękne cechy zdaje się w sposób idealny łączyć Edward i Bella nie może powstrzymać rosnącej fascynacji dziwnym chłopakiem.

Napisy na okładce określają „Zmierzch” jako połączenie horroru i romansu, ale nie ulega wątpliwości, że to ten drugi gatunek dominuje w tej mieszance. Przez większą część książki będziemy zapoznawać się z opisami piękna Edwarda i silnych przeżyć jakie wzbudza w bohaterce nawet najlżejszy, przypadkowy kontakt w obiektem westchnień. W miarę rozwoju akcji Bella odkryje także przerażającą (przynajmniej w założeniach) prawdę – Edward i jego rodzina są wampirami.

Pomimo szczątkowej fabuły książkę czyta się dobrze i dość szybko. Lubię stosować określenie: „lekkie, zwiewne i przyjemne” i tutaj także może się ono sprawdzić. Autorce udała się sztuka poprowadzenia narracji w ten sposób, że pomimo pewnej monotonii i linii fabularnej rodem z popularnych „Harlequinów” czytelnik nie nudzi się i nie ma ochoty rzucić książki w ciemny kąt. Do rzucenia książki mogą za to zachęcić bohaterowie, którzy są pozbawieni wyrazu i nawet resztek wiarygodności, a w dodatku są kreowani niekonsekwentnie. Autorka raz po raz podkreśla aspołeczną postawę, wyobcowanie i pewną nijakość czy „szaromyszkowatość” Belli, wzmiankując przy okazji o jej ponadprzeciętnym intelekcie i bogatym wnętrzu by potem postawić na jej drodze małe stadko adoratorów czyniąc z niej jedną z najpopularniejszych dziewcząt w Forks. Edward nie jest lepszy; choć od początku robi wszystko by odstraszyć Bellę i wywrzeć na niej jak najgorsze wrażenie (jest w końcu przerażającym wampirem, który nie może kochać śmiertelniczki) to bardzo szybko staje się jasne, że jest zakochany w niej na zabój i wszystkie podchody mające na celu trzymanie jej na dystans zaczynają być po prostu śmieszne. Najlepszym przykładem jest wygłoszona przez niego kwestia, która sprowadza się do tego: „Nie możesz się ze mną spotykać, grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo. Usiądziesz ze mną na stołówce?”.

Opisy uczuć i silnych emocji targających Bellą wzbudzają we mnie mieszane uczucia. Niejednokrotnie miałem ochotę udusić autorkę, która ciągle stosowała te same chwyty i porównania, ale nie można jej odmówić paru ciekawych pomysłów choć pewnie rozumiem słowo „romantyzm” nieco inaczej niż ona. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że jestem „tylko” gruboskórnym facetem, który w dodatku skończył już dwadzieścia lat i nie jest w stanie ogarnąć emocjonalności Belli, która wszak jest w pięknym wieku lat siedemnastu. Rówieśniczki głównej bohaterki (a może raczej osoby troszkę młodsze) zapewne nie będą miały takich problemów jak ja i „Zmierzch” o wiele bardziej przypadnie im do gustu.

Słowo „horror” umieszczono na okładce chyba tylko umownie; czytając „Zmierzch” nie czuje się ani krztyny napięcia. Stopniowe odkrywanie wampirzej natury rodziny Cullenów wcale nie jest emocjonujące, a krwiopijcy przypominają raczej bohaterów telenoweli niż okrutnych pobratymców Drakuli. Wampira odarto ze wszystkich strasznych cechy jakie kiedykolwiek mu przypisywano i w zasadzie nie wiadomo czy można dalej nazywać go wampirem – tak bardzo różni się od wszystkich znanych w literaturze i folklorze dzieci nocy. Kwestia ewolucji wizerunku wampira w kulturze (od mitów przez Drakulę i „Wywiad z Wampirem”, aż do „Zmierzchu”) to temat rzeka i aż prosi się o osobny, długi tekst.

Nie ukrywam, że po lekturze kilku tekstów dotyczących „Zmierzchu” podchodziłem do książki z negatywnym nastawieniem. Wiele z moich obaw się sprawdziło; wliczam w to płaskie postacie i treść, która na dłuższą metę ogranicza się do soczystych i przydługich opisów oczu Edwarda. Pomimo to lektura książki okazała się przyjemniejszym doświadczeniem niż mogłem się spodziewać. Jeśli przymknąć oko na wspomniane mankamenty i podejść do niej jak do lekkiego czytadła w sam raz nadającego się do zabicia nudy to można się przy niej w miarę dobrze bawić. W każdym razie, na pewno lepiej przeczytać i ponarzekać niż wylewać na „Zmierzch” wiadra pomyj bez znajomości tytułu.

Advertisements

9 komentarzy

  1. Podziwiam – mnie już na tą książkę nagadywały całe stada koleżanek, ale nie byłam w stanie się za to zabrać bo cała otoczka achów i echów skutecznie odstrasza taką osobę jak ja, która ma w zwyczaju omijanie szerokim łukiem tego co jest zbyt nachalnie popularne ;)

    W sumie właśnie główną rzeczą, która mnie odstraszyła jest taki (w moich oczach) głupawy romans. Przeczytałam całą Sagę o Ludziach Lody, która aż ocieka romantyzmem, ale nigdy nie miałam wrażenia, że związki pomiędzy bohaterami kreowane przez Margit Sandemo były płytkie czy naiwne. Jeśli mi piszesz, że tutaj wszystko sprowadza się do wzdychania do swojego bożyszcza przez główną bohaterkę, to tym bardziej podziękuje. Może nie jestem „gruboskórnym facetem” (xD), ale moje 18 na karku też chyba sprawia, że wyrosłam z takich opowiastek ;]

    Podsumowując – możliwe, że jest to tak jak piszesz książka „do poczytania”, która nie wywołałaby odruchów wymiotnych, ale ja zdecydowanie sobie ją odpuszczę ^^
    Wolę przysiąść do „Nadziei Pokonanych” Terry’ego Goodkinda z sagi „Miecz Prawdy”. Świetny kawał dość nietypowej, przyjemnej i inteligentnej fantastyki :)

    Pozdrawiam ^^

  2. Na początku muszę powiedzieć, że mnie zdziwiłeś xD faktem, że to przeczytałeś. Jesteś dosłowne drugim facetem, z którym mam jako taką styczność, i który to przeczytał^^

    „Zmierzch” i całą serię przeczytałam już dawno i to dwa razy^^
    Co mogę powiedzieć? Z pewnością pasuje tu określenie „lekkie, zwiewne i przyjemne”. Faktycznie horroru tu tyle, co kot napłakał. Za to jest romans, który mnie się podoba. W pierwszej części Bella mnie nie wnerwia, tak jak potem, wtedy mam ochotę jej coś zrobić;/ Tu w miarę jest „jeszcze” normalna. Za to Edward, hmm.. jakby go określić, za bardzo się użala nad sobą i nad tym, co może jej zrobić. Ale ogólnie go lubię. Tylko jak na wampira jest bardzo spokojny^^ Taki mało wampirowaty xD
    Plusem tej serii jest to, że się ją bardzo szybko czyta, ja nie mogłam się oderwać, pomimo że z każdym tomem główna bohaterka wkurzała mnie coraz bardziej.
    Inną sprawą jest film, który według mnie został totalnie zepsuty, ale to już pominę.
    Nie zaliczyłabym tej serii, ani do horroru, ani fantastyki (Jakby to mogło być obok wspaniałego „Władcy Pierścieni”?) a właśnie do romansu.

    Polecam tą książkę, możecie uznać mnie za dziecko ( osiągnęłam piękny wek lat siedemnastu^^), ale podoba mi się ona. Wciąga mimo swoich mankamentów i nie będę na nią strasznie narzekać, bo po prostu nie mam serca do tego.

    Pozdrawiam xD

  3. Ja tę książkę przeczytałam jeszcze przed premierą filmu, ale to tylko dlatego, że wszędzie gdzie nie patrzyłam na jakieś forum czy coś to tam wszędzie już był szał na „Zmierzch” i to nawet przed premierą filmu. Z początku jak przeczytałam to fakt, mnie też ten szał trochę ogarnął, ale szybko minął jak obejrzałam film, który rzeczywiście strasznie zepsuli -_-
    Z tych wszystkich minusów, które zauważyłeś dotyczących postaci i pewnych elementów fabuły to teraz jak o tym myślę to masz rację, ale bynajmniej nie przeszkadza to w czytaniu, bo książkę naprawdę fajnie i sprawnie się czyta, i ani się nie zauważy a już koniec ;) Tylko gdzie w tej książce jest coś z horroru? xD Chyba tylko dlatego dopisali ‚horror’, bo są tam wampiry (marginesem, wcale nie straszne nawet)
    Jeszcze muszę się wziąć za dalsze części… Eeeh póki co to utknęłam na 6 rozdziale Księżyca w Nowiu i jakoś nie mam ochoty czytać dalej. Poczekam aż najdzie mnie wena do czytania ^^

  4. Ja nie podejrzewam, że najdzie mnie w najbliższej przyszłości ochota na czytanie kolejnych tomów tej sagi; no chyba, że będę znowu szukał czegoś lekkiego i niezbyt złożonego. Za film nie mam zamiaru się zabierać bo słyszałem od osób obeznanych z książką, że straszna z niego kicha.

    Książka jak najbardziej nadaje się do przeczytania, ale będę uparcie twierdził, że najbardziej spodoba się dziewczętom (choć oprócz mnie wielu innych facetów stwierdziło, że dobrze im się czytało „Zmierzch”).

  5. Z tym filmem to racja, większość wątków dzieje się gdzie indziej miż w książce… I to baardzo wkurza… Ale książka jest niczego sobie. Powiem, że przeczytałam wszystkie części sagi, i szło mi to lekko. Ale kto co lubi. Mi akurat „Zmierzch” przypadł do gustu. Z tymi facetami to też prawda, mam wielu kolegów, którzy czytali „Zmierzch” i nie narzekają na brak „wzruszeń” ^^ Chociaż autorka Stepheni Meyer nie postarała się nad słownictwem jakie użyła w książce (osobiście czytałam polską i angielską wersję) to hmmm… nie wiem czy można narzekać na ogólnie całą książkę. Wpaść na pomysł o takiej książce to też wyczyn :P , więc nie żałuje przeczytania tej książki :)
    Pozdrawiam Shioko :)

  6. Zmierzch czytałam już rok temu, resztę tomów też mam za sobą, czekam na Midnight Sun. ;] Naprawdę szybko czytało się 1. tom. Pierwszy i ostatni wydawały mi się najprzyjemniejsze. Ciekawa jestem, jak będzie wszystko wyglądało z perspektywy Edwarda. A tak a proppos, znalazłam w słowniku, że Edward ma zdrobnienie Teddy ;] Teddy kojarzy mi się z Teddy Bear xD
    Film mi nie pasował ;/ Edward wydawał się inny. Mniej… interesujący. Wydawał się normalnym chłopakiem, tyle że ładniejszym ^^ A w książce sama śmiałam się ze śmiesznych fragmentów. Wydawał mi się on też mądrzejszy. Znacznie lepsza jest książka.
    Horror’u w ogólnie nie czułam… Co to miało być?! Polała się krewka i do widzenia. Tu bardziej chodziło o miłość. Romans, romans. To co lubię, a przez co nikogo nie potrafię do romantycznych książek namówić ;/ Gdy tylko mówię, że to romans każdy się zniechęca, wiedząc jakim jestem typem człowieka<<—love, love lata mi w głowie ;].
    Do tego ciekawych rzeczy się dowiedziałam. ;D Np. wiedzieliście, że Batman ma przybranego syna?! Jake powiedział to w Przed Świtem ;P No i w ostatnim tomie była też wzmianka o Humpty-Dumpty ;D Lubię wspominać SC! .
    Także polecam tą książkę. Jest ona świetna ;D Co do filmu – jak kto woli. Zepsuć sobie dobrą wizję Edwarda?? Niee, lepiej najpierw przeczytaj książkę, bo normalność grania Pattinson'a zepsuła film, a zwłaszcza Edzia…
    Pozdrawiam.^.-

  7. Ja czytałam tylko Zmierzch… ;/ Ale..! Mam zamiar przeczytać „niedługo” resztę tomów ^^ Hehe.. Teddy xD Pamiętam, razem to znalazłyśmy ;P Ehh… Film całkowicie zepsuł moje wspaniałe wrażenia, co do Zmierzchu… ;/;/ Czytałam w gazetce empiku wywiad z Catherine, reżyserką. Podobno razem z Melisą (scenariusz) miały poprawić scenariusz na lepszy. Podobno z początku był do bani. A tu co? Więc jak wyglądał ten pierwszy?! Gorszego już sobie nie mogę wyobrazić.. (mogę, ale nie chcę).
    Ee tam ja tam lubię romanse ^^ A z horror’u to w Zmierzchu była tylko maleeeeńka kropelka… ;PP Zgadzam się z Twoją opinią. Nie lubię pisać długich komentarzy, sądzę, że dość się nagadałam ^^ Pozdrawiam ;**

  8. Za „Zmierzch” zabrałam się pod silną namową koleżanki. Gdy uświadomiono mnie, że to romans chciało mi się śmiać, zwłaszcza ze względu na kochanka-wampira. Nie wiem czemu wydawało mi się to zabawne. Od początku zakładałam, że horroru się w tym nie dopatrzę (słusznie), ale z ciekawości zabrałam się za lekturę i z podejściem stanowczo pobłażliwym przeczytałam książkę dość szybko. Wspólnie z siostrą i kuzynką bezlitośnie nabijałyśmy się z przytoczonego wyżej nastawienia cudownego Edwarda do Belli i nierealistycznych sytuacji jednocześnie zdobywając sentyment do całej sagi. Zapoznałam się z resztą części i za najciekawszą rzecz w historii Belli uznałam nadprzyrodzone zdolności niektórych wampirów i całkiem nowe podejście do wilkołaków :) (mam słabość do jednego z nich znanego jako Jacob Black -stanowczo bardziej realistycznego niż Edward ;) ) Do całości nadal podchodzę pobłażliwie i wciąż chętnie się śmieję z różnych „poważnych” momentów, ale z ciepłym uśmiechem polecam książkę innym. Fajne czytadło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: