Grandia 2 cieszy nawet po latach

Szybka notka (bo pora już późna) o wspaniałej grze, która pomogła mi przezwyciężyć niechęć do gier komputerowych, z którą borykałem się od dwóch miesięcy. Wszystko zaczęło się gdy grałem w Personę 2. Miałem na liczniku jakieś 20 godzin gry, fabuła powoli się rozkręcała, bohaterowie zdobyli kilka ładnych poziomów. Wszystko szło fajnie, a tu nagle… zupełnie odechciało mi się grać. Myślałem, że to chwilowe i dla odmiany postanowiłem sięgnąć po inne gry. Na niewiele się to zdało; zraziłem się do Devil May Cry 4 gdy stwierdziłem, że główny bohater gry – Nero nie umywa się do Dantego (głównego bohatera poprzednich części). Dante poruszał się po polu bitwy i ciął wrogów z niewysłowioną gracją, Nero… „Machasz waść jak cepem” chciałoby się powiedzieć cytując Małego Rycerza. Postanowiłem pójść za ciosem, stwierdziłem: „Kończ waść! Wstydu oszczędź!” (jak mawiał Kmicic) i przestałem grać w DMC 4 bardzo szybko.

Z innymi grami mającymi przywrócić mi humor wcale nie było lepiej. Devil May Cry 3 na wysokim poziomie trudności okazał się w pewnym momencie za trudny, a ja wcale nie miałem ochoty powtarzać walki z bossem 20 razy licząc, że za 21 w końcu się uda. Mój nastrój zupełnie mnie do tego zniechęcał. Wykorzystałem ten czas by przejść do końca Puzzle Quest. Porzuciłem tę świetną grę logiczną dawno temu bez szczególnego powodu (wydaje mi się, że wpadła mi wtedy w łapki inna gra). Na szczęście zachowały się zapisane stany gry i mogłem spokojnie przejść końcówkę. No, może nie tak spokojnie… walka z końcowym bossem sprowadzała się do liczenia na łut szczęścia.

Będąc pod wpływem rozmowy ze znajomymi miałem już zabrać się za którąś grę z serii Final Fantasy. Zastanawiałem się właśnie czy bardziej stęskniłem się za FF VII czy FF VIII (skłaniałem się ku FF VIII ze względu na wyeksponowany wątek romantyczny) gdy przypomniałem sobie o grze, którą znam na wylot, a w którą dawno nie grałem – mianowicie o Grandi 2. Wygrzebałem więc z dna półki porysowane płyty i zaczęło się.

Grandia 2 ma w sobie coś magicznego; niezależnie od tego czy gram pierwszy czy dziewiąty raz cieszy mnie niemal tak samo. Z takim samym zainteresowaniem śledzę pogaduszki postaci podczas pobytu w zajazdach i z niesłabnącym zapałem wyłapuję malutkie smaczki. Tio naśladująca Marega podczas posiłku wygląda uroczo, sarkastyczne komentarze głównego bohatera imieniem Ryudo zawsze sprawiają, że się uśmiecham, a demoniczny Melfice śmiejący się podczas walki zawsze wywiera spore wrażenie (kocham też jego okrzyki podczas walki: „Oto mój ostateczny atak – Cięcie Zawodzącej Duszy” ^^). Grając po raz któryś dokładnie wiedziałem co się wydarzy (gra jest, niestety, do bólu liniowa), ale zabawiałem się usiłując wygrywać walki z potworami używając jak najmniej magii i ciosów specjalnych. Stosowałem sporo granatów, zwojów i innych ofensywnych przedmiotów, które zwykle ignorowałem uważając, że stanowią marną alternatywę dla zaklęć. Bardzo wcześnie zainwestowałem też w umiejętność zwiększającą szansę na znalezienie przedmiotów po wygranej walce i okazało się, że wiele słabych potworów nosi przy sobie ciekawe i potężne przedmioty. Niezmiennie uważam system walki w Grandi za jednej z najlepszych we wszystkich komputerowych RPGach. Łączenie elementów walki z podziałem na tury i walki w czasie rzeczywistym jest dość popularne (Final Fantasy i pasek ATB), ale w Grandi wznosi się na wyżyny i zahacza już o grę taktyczną. Nie ma tu jednak mowy o żadnym skomplikowaniu, wydawanie komend jest bajecznie proste, a ich wykonanie bardzo widowiskowe. Na wielkie brawa zasługują aktorzy podkładający głos w angielskiej wersji gry (tylko taka jest dostępna w Polsce), wykonali kawał dobrej roboty, szkoda tylko, że głosy postaci słyszymy tylko przy okazji co ważniejszych wydarzeń.

Zachęcam wszystkich gustujących w azjatyckich RGPach do zapoznania się z Grandią, seria Final Fantasy naprawdę nie ma monopolu ma bycie fajną. Warto prześledzić historię Walki Dobra i Zła – bogów Granasa i Valmara, poznać mroczną przeszłość Ryudo i obserwować rozwój miłosnego trójkąta pomiędzy bohaterami. W międzyczasie można skopać tyłek paru złym bossom i nauczyć się ciosów specjalnych oraz zaklęć z przydługimi animacjami, którym towarzyszą świetne (czasem zabawne) inkantacje ^^. Mi granie w staroć, którą Grandia 2 niewątpliwie jest (oryginalna wersja na konsole DreamCast powstała w 2000 roku, później przeniesiono ją też na PC) przywróciło chęć do grania i teraz zabieram się do The Last Remnant. Na zachętę grafiki przedstawiające Elenę i Millenię – główne żeńskie bohaterki gry.

elenamillenia

Reklamy

One response

  1. Jaaaaaa… aż się łezka w oku kręci ^^
    Ja przeszłam Grandię 2 „tylko” dwa razy, ale jest dokładnie tak jak mówisz – mimo liniowej fabuły i dość odległej daty premiery, jest to tytuł świetny w każdym calu (głosy i muzyka to wielki plus! szczególnie uwielbiam motyw „At Dinner” xD) :)

    Główni bohaterowie bardzo szybko dają się polubić – są barwni i bardzo kontrastowi. Zawsze ogromnie podobały mi się różnice charakteru Eleny i Millenii. Ich „zamiana” w najmniej oczekiwanym momencie, która całkowicie zmieniała nastrój xD
    Jako, że kocham sarkazm to i Ryudo bardzo szybko wkupił się w moje łaski (oczywiście razem z nieodłącznym Skye ;]).
    Co do wątku romantycznego to kibicowałam RyudoxElena, ale zakończenie mnie usatysfakcjonowało ^^

    Walka to cudeńko wśród turowych systemów – intuicyjna i sprawiająca radochę. Niektórzy mogą tylko uznać za minus, że pojedynki (nawet z bossami) były dość łatwe – przynajmniej ja miałam takie wrażenie :)

    Odchodząc zaś od Grandii – też ostatnio nachodzi mnie ochota na odświeżenie mojej ulubionej FFVIII (szczególnie za wielkie love story tej części ^^). Księżycowy walc to jedyny w swoim rodzaju filmik, który zawsze poprawia mi humor xD
    Jednak postanowiłam być silna i mam zamiar zamówić The Last Remnant :) Demko było bardzo przyjemne dlatego oczekuję, że i pełna wersja zrobi na mnie dobre wrażenie :) Oczekuję też jakiegoś wpisu od Ciebie z pierwszym wrażeniem ^^

    Pozdrawiam ^^
    (łoł – troszeczkę się rozpisałam :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: