Mio Akiyama – nowa ikona moe

Dokładnie tak jak przewidywałem K-ON! jest (jak na razie) najpopularniejszą serią sezonu. Dokonaliście tego Kyoto Animation, macie kolejny hit. Nie ma się co dziwić wielkiej popularności tego tytułu; ma on wszystko co potrzeba by się podobać szerokiemu gronu odbiorców. Jest niezła rockowa muzyka, przyjemna dla oka kreska, fajny humor i urocze bohaterki. Podejrzewam, że to właśnie bohaterki są głównym magnesem na widzów; każdy (zarówno niedzielny fan anime jak i rasowy otaku) może tu znaleźć coś dla siebie.

Urokowi dziewcząt naprawdę trudno się oprzeć.

Urokowi dziewcząt naprawdę trudno się oprzeć.

Fakt, że bohaterki zakładają zespół jest kolejnym plusem na ich koncie, zespół ten w dodatku składa się z przeróżnych indywiduów. Jest naiwna, niezbyt rozgarnięta i ciamajdowata Yui, która aż prosi się by ją przytulić i obronić przed całym złem tego świata. Mamy Tsumugi, której nienaganne maniery i inteligencja sprawiają, że ma się wrażenie obcowania z księżniczką, a nie licealistką. Ritsu co prawda zupełnie nie jest w moim typie, ale podejrzewam, że znajdzie się garstka amatorów tej hiperaktywnej i entuzjastycznie nastawionej do życia perkusistki. Za to Mio… jeśli przejrzeć najpopularniejsze imageboardy i fora dyskusyjne to odnosi się wrażenie, że są one zdominowane przez Mio.

Fanarty z Mio w roli głównej idą w tysiące, a będzie jeszcze lepiej.

Fanarty z Mio w roli głównej idą w tysiące, a będzie jeszcze lepiej.

Wcale nie dziwię się rosnącej popularności grającej na basie dziewczyny. Przyznam się, że sam zaczynam coraz bardziej ulegać jej urokowi o czym świadczy choćby rosnąca liczba plików graficznych z Mio w roli głównej na moim dysku. Najwięcej z nich przedstawia Mio w stroju, który ma na sobie w towarzyszącej endingowi animacji. Muszę przyznać, że osoba odpowiedzialna za zaprojektowanie go odwaliła kawał dobrej roboty. Wszystkie dziewczęta mają ładne kreacje z zadziornymi akcentami, które nadają temu teledyskowi (bo tak trzeba nazwać to dzieło sztuki nazywane dotąd endingiem) lekki punkowy posmak. To właśnie Mio gra w teledysku pierwsze skrzypce, a jej strój to prawdziwy przebłysk geniuszu, który od razu przyciąga uwagę. Zwykle nie jestem fanem koloru zielonego (w dodatku mam problemy z rozróżnianiem jego odcieni), ale rajstopy tego koloru w zestawieniu z czarną sukienką sprawdzają się nad podziw dobrze i od basistki trudno oderwać wzrok. Rękaw w paski, miniaturowy kapelusik i laska to akcesoria z pozoru drobne, ale to właśnie one są kluczowe dla całości.

Duet Mio - Ritsu w całej okazałości. Świetne i sprawdzone zestawienie entuzjasta - realista.

Duet Mio - Ritsu w całej okazałości. Świetne i sprawdzone zestawienie entuzjasta - realista.

Nie sam wygląd jednak sprawia, że Mio jest tak popularna i niejednemu fanowi śni się po nocach (mnie na szczęście chwilowo to nie dopadło i od pamiętnego przypadku z Ranką Lee nie śniła mi się żadna animowana dziewoja). O ile w pierwszym odcinku eksponowano takie cechy Mio jak opanowanie czy wręcz chłód, to w dalszych odcinkach wskaźniki moe zdają się wzrastać z szybkością dźwięku. Na początku odbierałem basistkę jako przeciwwagę dla rozentuzjazmowanej Ritsu, która będzie studzić jej zapał wielkim kubłem zimnej wody. Miało to (i dalej ma) wielki komediowy potencjał i nie spodziewałem się niczego więcej. Tak było do chwili kiedy zobaczyłem po raz pierwszy ending i Mio w jej świetnej kreacji. Jeśli to gitarzysta jest najczęściej „twarzą” zespołu to rola ta miałaby przypaść Yui, ale twórcy zdecydowali się dla potrzeb endingu obsadzić w tej roli Mio. To wszystko spowodowało, że serce zaczęło mi szybciej bić.

"T-tą gitarę poproszę!"

"T-tą gitarę poproszę!"

Kolejne odcinki pozwalają poznać Mio od nieco innej strony. Już w drugim odcinku wyznaje ona, że jako gitarzysta nie wytrzymałaby presji bycia „twarzą zespołu”. Na samą myśl robi jej się słabo. Mamy okazję poznać basistkę jako osobę wstydliwą i nieco przewrażliwioną, czyż nie jest to moe? Okazuje się także, że Mio wcale nie jest taka chłodna i opanowana jak mogłoby się wydawać na początku, jej główną słabością jest jej gitara basowa. Potrafiła przez kilka dni z rzędu godzinami przypatrywać się jej z wypiekami na twarzy zanim zdecydowała się ją kupić. Mio okazuje się także bardzo strachliwa. Sama wzmianka o krwi wystarczy by ze łzami w oczach zakrywała uszy dłońmi. Wielka „królowa lodu”, jak miałem ochotę ją nazwać po pierwszym odcinku, okazuje się w większej części słabą, wrażliwą i bezbronną istotką, którą trzeba ochronić.

Wystarczy sama wzmianka o krwii by wywołać taki piorunujący efekt.

Wystarczy sama wzmianka o krwi by wywołać taki piorunujący efekt.

Jak wspomniałem wcześniej Mio bije wszelkie rekordy popularności i stosunkowo często można natknąć się na stwierdzenia typu: „Mio jest moja, odwalcie się”. Ostatnim razem takie szaleństwo widziałem chyba przy okazji emisji Lucky Star, wtedy internauci „walczyli” o Konatę i Kagami. To bardzo dobrze świadczy o jakości serii, musi być dobra skoro wywołuje taki odzew, a takie spory prowadzone w formie żartu nikomu nie szkodzą. Mi, na szczęście, na razie nic nie grozi. Z Ranką Lee już mi prawie przeszło i wydaje mi się, że tak na prawdę ta obsesja była bardziej urojona niż prawdziwa :D. Na chwilę obecną dorwałem się do pełnych wersji openingu i endingu K-ON!, ale szczęśliwie nie słucham ich na okrągło. Chyba minie jeszcze sporo czasu zanim krzyknę: „Żegnaj Ranko, witaj Mio!”. To chyba dobrze, na dłuższą metę obsesja na punkcie animowanej postaci może (ale nie musi) być niezdrowa ;).

PS: Mio i tak będzie moja!

Reklamy

6 Komentarzy

  1. Anime wydaje się fajne, zwłaszcza, że jest o zespole muzycznym, a takie zawsze bardzo lubię, gdyż zwiastują piosenki wychodzące poza opening i ending ^^
    Obsesja na punkcie animowanej postaci… Znam to od dzieciństwa :D W każdym anime muszę znaleźć chociaż jedną taką postać, w której się wręcz zadurzę. Oczywiście w moim przypadku są to bohaterowie płci męskiej, aczkolwiek w „Naruto” mam taki problem z Hinatą, której jest u mnie pełno na dysku O_o Jest po prostu tak słodka, że ja się nie mogę jej oprzeć =^.^= (bez podtekstów proszę xD)

  2. Oczywiście, że głównym magnesem tego anime są bohaterki ;] Nasza płeć jest wspaniała.
    Zgadzam się z Nyara. Dla anime to duży plus, że wszystko opiera się na muzyce. Każdy chyba lubi tego typu anime ^^
    (A z Hinatą miałam też tak rok temu :) Ale zagroziłam sobie w duchu, że nie będę mogła pić więcej herbatki owocowej i wyrzuciłam wszystko xD)
    Czemu ja dawniej tego bloga nie czytałam? Tyle straciłam ;[ Postaram się to nadrobić :D

    1. Nie będę zaprzeczał, że do anime przyciągają mnie głównie piękne dziewczęta ^^. K-ON! ma duży plus za to, że dziewczyny zakładają zespół rockowy (powiedzmy), a nie jakiś popowy girlsband. Jak na razie (jestem po pięciu odcinkach) nie mieliśmy co prawda możliwości usłyszeć żadnego kawałka w ich wykonaniu, ale odcinek 6 zapowiada się obiecująco pod tym względem.
      Oczywiście zapraszam do odwiedzania mojego malutkiego bloga, nie mogę obiecać, że nowe wpisy będą pojawiać się regularnie, ale nie planuję porzucać pisania.

  3. Anime jest wspaniałe!
    Ending od razu mnie urzekł, z openingiem musiałam się nieco „oswoić”
    zgadzam się, Mio jest bardzo moe.
    Na początku (po pierwszych 2 odcinkach) moją faworytką była Mio,
    ale w piątym odcinku na pierwszy plan wysuwa się moja ulubiona postać z k-ona – SAWAKO!
    Okazuje się, że pod pogodną i radosną powłoką spokojnej nauczycielki muzyki kryje się demoniczny charakter. Jej młodość to „mroczna przeszłość, która nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego”:D. No ale nie będe opisywac jej komizmu- najlepiej obejrzyjcie 5, 6, 7 odcinek, w którym można się sporo na jej temat dowiedzieć ;D.
    Lubię też Ritsu, która jest porywcza i czasem złośliwa. Doskonale umie wykorzystać posiadaną informację (mroczna przeszłość Sawako).
    Mogłabym jeszcze godzinami rozpisywać się nad zaletami tego anime, ale najlepiej wszystko zobaczyć samemu.

  4. Anime bardzo fajne, jednak należy ono do gatunku tych, w których z powodu, powiedzmy, „nienaturalnych” scen muszę robić sobie przerwy w oglądaniu. Sam nie wiem czemu tak mam, a i sam fenomen trudno opisać. Po prostu skręca mnie w środku na widok niektórych scen, a przecież anime jest zaje… zajefajne! No ale cóż, jakoś to przeżyje, a i może kiedyś nawet skończę tego K-ON’a.

    Pozdro all!!!

    1. Pisałem tą notkę więcej niż rok temu, miałem wtedy za sobą może 4 odcinki K-ON! i przyznam szczerze, że od tego czasu moja opinia o tym tytule zdążyła się mocno zmienić :D. Im bliżej końca serii tym było bardziej mdło i nudno :D. Po roku widzę jednak, że Mio-mania ma się dobrze i tekst nie stracił wiele na aktualności :D.
      Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: