Wiosna 2009 – pierwsze wrażenia (część 2)

Pora na kolejną część przeglądu wiosennych nowości. Tym razem pierwszeństwo ma…

Shinkyoku Soukai Polyphonica Crimson S

Pobudka!

Pobudka!

W świecie Polyphonici ludzie i magiczne istoty (wróżki, duchy… najlepsze tłumaczenie słowa „seirei” na polski to chyba „duch”, ale średnio pasuje ono do kontekstu więc pewnie będę używał różnych określeń zamiennie) żyją obok siebie. Na duchy mogą wpływać ludzie zwani dantistamim, którzy posiedli umiejętność grania magicznej pieśni zwanej commandia. Osierocony, kilkuletni Phoron pewnej nocy śpiewa piosenkę, która przyciąga do niego potężnego ducha imieniem Corticarte. Jest ona tak zauroczona pieśnią, że postanawia zawrzeć z chłopcem pakt, ceremoniał zostaje jednak przerwany przez ścigające Corticarte istoty. Phoron i ona spotkają się ponownie po dwunastu latach w akademii kształcącej dantistów w dość niezwykłych okolicznościach.

Seria jest drugą odsłoną anime z 2007 roku i ma przedstawiać wydarzenia je poprzedzające. Zmieniło się studio, a co za tym idzie warstwa graficzna. Postacie wyglądają teraz inaczej, wcale nie gorzej czy lepiej… po prostu inaczej. Na szczęście nie zmieniły się ich głosy i charaktery; Corticarte dalej jest sarkastyczna i wybuchowa (i dalej lubi kanapki z jajkiem), a Phoron nieco zagubiony. O ile pierwsza seria nie miała jakiegoś głównego wątku fabularnego i była zlepkiem pojedynczych epizodów z życia bohaterów to tutaj od początku zarysowano wątek z terrorystami. Kolejnym plusem jest ponowne zaangażowanie zespołu „eufonius” do wykonania openingu. Zespół ten jest dość znany ze swoich utworów towarzyszących wielu seriom anime (jak choćby „true tears” czy „Kasimasi”) i trudno odmówić uroku ich piosenkom. Świat Polyphonici spodobał mi się od pierwszego spotkania z nim i bardzo chętnie wezmę tę serię na warsztat. Zdaję sobie sprawę, że seria nie zdobędzie wielkiej popularności, ale to wcale mnie nie zniechęca, wręcz przeciwnie – uważam, że przyda jej się promocja.

Pandora Hearts

Moje źródło kadrów jest kiepskiej jakości więc chwilowo w tym miejscu wyląduje jakiś skan...

Moje źródło kadrów jest kiepskiej jakości więc chwilowo w tym miejscu wyląduje jakiś skan...

Młody szlachcic Oz ma niebawem osiągnąć wiek męski i z tej okazji przybywa do ogromnej i starej posiadłości by tam uczestniczyć w odpowiedniej ceremonii. Towarzyszą mu między innymi: młodsza siostra Ada i osobisty służący (będący jednocześnie przyjacielem) Gilbert. W oczekiwaniu na ceremonię towarzystwo zamiast grzecznie czekać w pokojach włóczy się po posiadłości. Przypadkiem odnajdują dziwny grób i zawieszony na zdobiącym go krzyżu złoty zegarek z wmontowaną pozytywką. Gdy Oz nakręca go ma wizję młodej dziewczyny, która nie dość, że uparcie twierdzi, że dobrze go zna to jeszcze próbuje go zabić. Na szczęście Gilbert przywraca Oza do rzeczywistości. Niestety nie zanosi się na to by ceremonia przebiegła spokojnie…

Seria wcale nie jest (przynajmniej na razie) tak mroczna jak można się było spodziewać i sporo w niej humoru. Nie uznaję tego za wadę, w końcu w takim na przykład Vampire Knight żarty nie psuły klimatu. Podoba mi się stylizacja świata na wiktoriańską Anglię czy coś w tym rodzaju, chociaż nie jest to niczym odkrywczym przy takiej pseudo gotyckiej stylizacji. Pokój będący miejscem spotkania Oza i dziewczyny był pełen lalek i innych zabawek, ale ich głosy i oczy sprawiały, że całość sprawiała upiorne wrażenie. Dochodzą do tego akcenty takie jak pozytywka, zegarek czy łańcuchy; całość ładnie się komponuje i tworzy fajną atmosferę. Ciekawe jak będzie wyglądać świat, do którego trafi Oz, jeśli choć trochę będzie on przypominać wypaczoną „Alicję w Krainie Czarów” (a tego bym się spodziewał po scenach z openingu) to będzie to strzał w dziesiątkę. Blogować nie będę, nie chcę ryzykować, że podczas oglądania po głowie będą mi się kręcić myśli w stylu: „jak ja to opiszę na blogu?”, wolę całkowicie oddać się we władanie tej serii bo mam wobec niej spore oczekiwania.

Tayutama ~Kiss on my Deity~

Nikt się nie spodziewa hiszpa... eee... Moe Inkwizycji!

Nikt się nie spodziewa hiszpa... eee... Lisiej Inkwizycji!

Yuuri jest potomkiem potężnego egzorcysty, który 500 lat temu zapieczętował złe duchy zwane tayutai. Pieczęć zostaje naruszona podczas prac budowlanych i ostatecznie zniszczona w wyniku wypadku przez Yurri’ego i jego przyjaciół. Na bohatera spada obowiązek ponownego zapieczętowania tych duchów. Na szczęście dostaje do pomocy swoistą reinkarnację bogini, która towarzyszyła jego przodkowi: wygląda ona jak dziewczynka z lisimi uszkami, ogonkiem i wielkim ceremonialnym młotem (Yuuri nadaje jej potem imię Mashiro). Boginka oferuje bohaterowi, że się z nim ożeni (w końcu za starych dobrych czasów w jego wieku miało się już żonę), on nie jest jednak żadnym loliconem i wymijająco sugeruje żeby poczekać z tym, aż Mashiro dorośnie. Wielkie jest jego zdziwienie gdy następnego dnia Mashiro jest bardziej… wyrośnięta (i zaokrąglona w odpowiednich miejscach).

To-to jest takie… radośnie głupawe :D. Gdybym był w innym nastroju może nawet pokusiłbym się o obejrzenie. Jak na razie jednak współczynnik głupawości jest znacznie większy od współczynnika moe i wygląda na to, że odpuszczę sobie dalsze oglądanie. Sama Mashiro też nie jest do końca w moim typie… jestem co prawda ciekaw jak będzie wyglądać w szkolnym mundurku, ale jakoś wytrzymam.

Na tym chyba zakończę przegląd wiosennych nowości. Inne serie mnie zbytnio nie interesowały, a oglądanie pierwszych odcinków niewiele w tej materii zmieniło. Na dniach powinienem podjąć decyzję odnośnie serii, którą będę się zajmował, na chwilę obecną największym faworytem jest Polyphonica Crimson S.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: