Archiwum kategorii: Przemyślenia

W świecie Zapomnianych Krain

Zebrało mi się ostatnio na zrobienie małego przeglądu zawartości szaf i półek w moim pokoju. Przy okazji miałem okazję przejrzeć małą kolekcję książek fantasy jakie udało mi się zgromadzić oraz przypomnieć jakie to wspaniałe (ale też całkiem przeciętne) dzieła miałem niewątpliwą przyjemność czytać przez te wszystkie lata interesowania się fantastyką. Znaczącym etapem rozwoju mojego hobby, oprócz fascynacji twórczością Tolkiena i Sapkowskiego, było upodobanie do książek firmowanych znakiem Forgotten Realms.

Czytaj dalej


Trzecie urodziny bloga!

Co roku, gdy zasiadam do pisania notki rocznicowej, nie mogę się nadziwić, że rocznica wypada akurat 26 grudnia. Jest to drugi dzień świąt, dzień, w którym najczęściej odpoczywa się w towarzystwie rodziny lub odwiedza krewnych i znajomych – jest tyle lepszych zajęć od siedzenia przy komputerze. Co roku muszę wobec tego wchodzić w archiwum i upewniać się, że nie pomyliłem dat :D. Okazuje się jednak, że faktycznie – 26 grudnia to dzień, w którym mając wolne 5 minut założyłem sobie konto na wordpressie i skreśliłem pierwsze, niezgrabne słowa. Pamiętam jednak, że zaraz potem rzuciłem bloga w kąt i wróciłem do świętowania – dlatego początki mojej ulubionej zabawki (bo czasem lubię myśleć o blogu w tych kategoriach) nie są zbyt imponujące.

Jakimś cudem ciągle powstrzymuję się od “ukucykowienia” bloga… nie zmiania to jednak faktu, że początek znajomości z My Little Pony: Friendship is Magic to jedno z barwniejszych wydarzeń minionego roku :D

Czytaj dalej


“Żegnaj Harry” – Mirasa przemyślenia po wyjściu z kina

Tak, tak… wiadomo już, że J. K. Rowling nie zamierza (przynajmniej na razie) pisać więcej historii o czarodziejach. Wynika z tego, że każdy kolejny film z serii Harry Potter i … będzie “poza kanonem”, a więc nie do przyjęcia dla prawdziwych i najwierniejszych fanów jednego z najsłynniejszych czarodziejów. Sam do najgorętszych fanów Harry’ego się nie zaliczam i przyznam, że po przeczytaniu wszystkich książek i obejrzeniu wszystkich filmów o jego przygodach mam dość… Nie żebym szczególnie nienawidził twórczości pani Rowling – wprost przeciwnie – cenię ją sobie jako sprawnie napisane i raczej lekkie fantasy dla młodzieży. Po prostu pewnych rzeczy nie mam sensu ciągnąć w nieskończoność, a do tych na pewno zaliczają się perypetie Harry’ego.

Kto choć przez chwilę chciał być przybocznym Voldemorta, ręka w górę! (www.warnerbros.com)

Niniejszy tekst jest luźnym zbiorem moich przemyśleń dotyczących roli jaką Harry i spółka wywarli ma moim “dzieciństwie” (:D). Znalazło się w nim też na sporo przynudzania luźno związanego z tematem. Stawiam “w realu” piwo (lub jakiś inny napój) każdej osobie, która bez ziewnięcia dotrwa do końca tego grafomańskiego posta :D. Dodam jeszcze, że pewnie kwestie zostały celowo wyolbrzymione i nie odmówiłem sobie odrobiny sarkazmu.

Czytaj dalej


Anime niedokończone

Znacie to uczucie gdy oglądając napisy końcowe w ostatnim odcinku jakiejś fajnej serii odczuwacie okropny niedosyt? Po co pytam… teraz to przecież normalka. Cała masa anime to niekompletne adaptacje mang lub serii książek. Twórcy anime najwyraźniej cierpią od jakiegoś czasu na notoryczny brak pomysłów dlatego biorą co im wpadnie w ręce i adaptują to na serie telewizyjne. Efekt jest taki, że w 12 odcinkach główny wątek fabularny nagle się urywa, luki zapycha się fanserwisem, a widza zostawia się z uczuciem niedosytu.

Czytaj dalej


Dwa lata za nami

Święta, święta i po świętach. Nie zapomniałem jednak, że 26 grudnia to także rocznica założenia mojego skromnego bloga :D. Choć na sensowną notkę trzeba było jeszcze kilka dni poczekać to nie zmienia to faktu, że 26 grudnia 2008 liczy się jako data założenia konta na wordpressie i pierwszej z nim styczności. W tym roku notka urodzinowa jest spóźniona bo okres świąteczny nie sprzyja pisaniu długich i natchnionych wpisów (sprzyja za to wszelkim rodzinnym imprezom), a tym razem nie przygotowałem sobie notki wcześniej :D.

W tym roku świętujemy z bohaterami Macrossa (obrazek jak zwykle z e-shuushuu.net).

Czytaj dalej


Na anime świat się nie kończy

Od prawie dwóch tygodni nie napisałem żadnej notki. Naprawdę trudno jednak udzielać się twórczo kiedy całą energię pochłania zima, a ostatnio także przygody z polską koleją. O sytuacji podróżnych i ich przejściach z pociągami można się sporo nasłuchać i naoglądać w telewizji, która opisuje wszystko jakby świat się kończył. Mnie cała sytuacja dotknęła co prawda w ograniczonym stopniu bo w tym tygodniu jakoś nie spóźniłem się na zajęcia (dojeżdżam na uczelnię pociągiem), a wracając do domu nie czekałem na pociąg powrotny dłużej niż pół godziny. Tematem dzisiejszej notki nie ma być jednak analiza sytuacji na kolei ani pisanie pamiętnika sfrustrowanego podróżnika; podczas ostatniej wędrówki po sklepach w poszukiwaniu prezentów natknąłem się na coś co zainspirowało mnie na tyle, że udało mi się przerwać trwający niemal dwa tygodnie zastój na blogu.

Obraz jest dość znany. Kojarzycie z nim nazwisko autora i tytuł czy może raczej pewną serię anime?

Czytaj dalej


Kirino Kousaka – specjalista ds. marketingu

Ore no Imouto ga Konnani Kawaii Wake ga Nai to świetne anime, powiedziałbym nawet, że to najlepszy tytuł ze wszystkich jesiennych propozycji; jest śmiesznie, uroczo, a jakość produkcji jest bardzo wysoka. Bohaterowie także są niczego sobie, a przodująca im bez wątpienia Kirino pewnie zajmie w niedalekiej przyszłości wysoką pozycję w rankingach popularności animowanych bohaterek (wątpię jednak, że przebije te moe-bloby z K-ON!… a szkoda). Nie chcę jednak rozwodzić się nad zaletami anime ani nad wdziękami Kirino (choć niewątpliwie jest nad czym się rozwodzić). Szukając ostatnio na youtube pełnej wersji openingu do tej serii trafiłem na pewną ciekawostkę, a mianowicie na użytkownika KirinoKousaka.

Uwielbiam tą zwariowaną bandę... Kirino <3

Czytaj dalej


Zabawa w fansubbing – podsumowanie

Wczoraj napisałem na stronie mojej wspaniałej “grupy fansuberskiej” We Luv 2D Girls notkę informującą, że grupa nie przetłumaczy więcej odcinków Bleach’a. Cała zabawa od samego początku miała mieć jednorazowy charakter i nawet gdyby nagle pojawiła się rzesza fanów (haha) ubóstwiających nasze tłumaczenie Bleach’a to wątpię, że nagle zachce się nam siedzieć nad kolejnym odcinkiem. Chodziło nam o przekonanie się jak wygląda fansubbing od kuchni i czy fansuberzy to naprawdę wszechmocne istoty o wybitnych umiejętnościach. Na potrzeby tego projektu założyłem nowego bloga, razem z bratem napisaliśmy FAQ i zrobiliśmy wszystko żeby grupa prezentowała się choć częściowo profesjonalnie. Cały eksperyment zakończył się wynikiem, który przewidywałem od początku – fansubbing to zabawa nie wymagająca wielkich umiejętności, wystarczy średnia (no, może więcej niż średnia) znajomość angielskiego, dostęp do internetu i dwa darmowe programy. Nieco więcej przemyśleń poniżej.

Monologi kapitana objaśniajacego działanie swoich mocy nieźle mi dopiekły...

Czytaj dalej


Z pamiętnika gracza: Final Fantasy X

Przypadkiem składa się, że jest to setna notka opublikowana na moim blogu ^^. Z tej okazji życzę sobie przynajmniej kolejnej “setki na karku”, dziękuję wszystkim odwiedzającym za czytanie moich grafomańskich wypocin i polecam się na przyszłość :D. Swoją drogą to niedawno liczba komentarzy osiągnęła niebotyczną liczbę 250 co też jest jakimś małym osiągnięciem :D.


Uwielbiam gry z serii Final Fantasy. Zacząłem kilka lat temu od “szóstki” i od tamtej chwili stopniowo (dzięki wynalazkowi emulatorów) zapoznałem się z częściami od IV do IX. Wtedy trafiłem na sprzętową barierę; nowsze części serii pojawiały się tylko na konsolę PlayStation 2 i choć wielokrotnie rozważałem jej zakup to jednak nigdy się na to nie zdobyłem. Emulatory tej konsoli nie wchodziły w grę bo wymagały posiadania “potwora”, a nie komputera. Na szczęście niedawno zmodernizowałem swój sprzęt i teraz mogę cieszyć się emulowanym Finalem X działającym płynnie i w miarę stabilnie, pozostawało pożyczyć od znajomego płytę i mogę w końcu nadrobić zaległości i zagrać w grę, do której przymierzałem się od dawna.
Czytaj dalej


KB#7: Czego nie cierpię u graczy

Pierwsza notka w nowym roku. Życzenia noworoczne zawarłem już w moim świątecznym wierszyku dlatego składam tylko krótkie (i nieco spóźnione) życzenia by nowy rok okazał się pod każdym względem lepszy od poprzedniego.

Poprzednią edycję Karnawału Blogowego RPG odpuściłem sobie z powodu niefortunnego tematu, który po prostu mi “nie siadł”; o śmierci w grach fabularnych można na pewno napisać wiele stron tekstu, ale wena twórcza zawiodła mnie jeśli chodzi o twórczą interpretację tego tematu. Z resztą, nie mam zbyt wiele doświadczenia jeśli chodzi o umieranie na sesjach bo na palcach jednej ręki można policzyć przypadki, w których postać gracza ginęła podczas gdy ja byłem Mistrzem Gry. Temat zaproponowany przez Enca spodobał mi się o wiele bardziej i pomyślałem, że to dobra okazja by wygarnąć co mi leży na wątrobie :D. Przedstawiam zatem wcale-nie-taki-krótki poradnik, który (mam nadzieję) pomoże graczom żyć w harmonii z Mistrzem Gry.

Czego nie cierpię u graczy

Podczas mojej wieloletniej przygody z RPG częściej bywałem (i bywam dalej) Mistrzem Gry niż graczem. Zdarzało mi się grywać z bardzo różnymi ludźmi, a jedne kampanie trwały dłużej, inne krócej, a niektóre umierały śmiercią naturalną po trzech sesjach. Na pewno duży wpływ na mój styl prowadzenia wywarli gracze, z którymi grałem najdłużej, a ja jako naczelny MG na pewno nie pozostałem bez wpływu na nich. Ci „najwierniejsi” gracze po tych wszystkich latach dobrze wiedzą na co mogą sobie u mnie pozwolić i czego się spodziewać. Wiedzą także jak mnie zdenerwować i starają się (?) unikać takich zachowań. Poniższy tekst będzie właśnie o tych irytujących zachowaniach graczy, które doprowadzają mnie (i zapewne nie tylko mnie) do szału.

Czytaj dalej


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 39 other followers