Na film Sucker Punch na pewno można narzekać. Z drugiej strony jednak nawet największy hater powinien przyznać, że początkowa sekwencja filmu robi piorunujące wrażenie. Duża w tym zasługa Emily Browning, która śpiewa piosenkę towarzyszącą tej scenie. Ten utwór to cover wielkiego przeboju z lat osiemdziesiątych autorstwa zespołu Eurythmics, a swego czasu coverował go także Marilyn Manson. Polecam posłuchać sobie wszystkich wersji tego kawałka, ale przyznam, że najbardziej lubię wersję Emily Browning, a moja sympatia do Sucker Punch ani ewentualne uprzedzenia do Marilyna Mansona nie mają tu nic do rzeczy :D.
Tak na marginesie… nieźle się trzymam, a pracę magisterską oddam w terminie :P
Dziś znowu trochę muzycznie na blogu. Przyznam jednak, że dzisiejszy teledysk to żadna nowość bo można go podziwiać już od czerwca :D. May’n to japońska artystka, którą fani anime mogą dość dobrze kojarzyć z więcej niż paru piosenek towarzyszących naszym ulubionym animacjom. Nawet ja przyznam, że ten pseudonim nie jest mi obcy choć z reguły nie słucham muzyki z kraju kwitnącej wiśni. Ookami-san… z kolei to anime, które bardzo przypadło mi do gustu – uważam, że to jedna z perełek kończącego się powoli sezonu letniego. Cenię sobie w nim nawiązania do klasycznych bajek z naszego (nie japońskiego) kręgu kulturowego oraz humor. Nieco więcej o ten serii planuję napisać w niedalekiej przyszłości, a teraz skupię się może na piosence towarzyszącej temu tytułowi – co ciekawe, w przypadku Ookami-san… raczej nie zdarza mi się przewijać czołówki :D.
Sama piosenka może nie jest wielkim hitem (tym bardziej, że z reguły gustuję w trochę cięższych klimatach) jednak emanująca z każdej sekundy radość sprawia, że tego prostego i pozytywnego utworu naprawdę przyjemnie się słucha. Do tego dochodzi jeszcze nader przyjemny głos May’n, która nieraz już pokazała, że jej utwór lepiej sprawdza się w roli openingu/endingu do anime niż śpiewana przez gromadkę seiyuu tandeta :D. Teledysk, choć nieskomplikowany, dobrze komponuję się z utworem, a amatorzy japońskiej urody mogą przy okazji podziwiać zgrabne nogi piosenkarki :D.
Niedawno pisałem jaką to wspaniałą serią okazała się komedia romantyczna zaprawiona wątkiem yuri zatytułowana Sasameki Koto oparta na mandze o tym samym tytule. Każdy odcinek śledziłem z niekłamaną przyjemnością, a odczucia końcowe mogę opisać jako stopniowo rozchodzące się ciepło i sielanka. Naprawdę, dawno nie oglądałem takiego “heart warming” anime.
Od seansu minęło trochę czasu, ale w ostatni weekend ponownie zaczęły za mną chodzić utwory OP i ED z owej serii. Szczególnie zapadł mi w pamięć piękny i bardzo pozytywny utwór końcowy Niji-iro Pocket, choć opening zatytułowany Kanashii Hodo Aoku rozbrzmiewa bardzo sielankowo i dobrze poprawia nastrój. Obie piosenki swoim czystym głosem zaśpiewała młoda artystka Natsumi Kiyoura. Niestety, według moich informacji, teledysku doczekała się tylko Kanashii Hodo Aoku. Ubolewam nad tym bo to akurat drugi utwór oceniam wyżej i nawet przy mojej zdystansowanej postawie wobec takiego wynalazku jakim są muzyczne wideo chciałbym zobaczyć Natsumi śpiewającą Niji-iro Pocket. Wygląda jednak na to, że niewiele straciłem bo teledysk raczej nie różnił by się zbytnio od zaprezentowanej poniżej, dość sterylnej (choć nieźle komponującej się z melodią) prezentacji śpiewającej japonki. Nie będę się już rozpisywał; poniżej zaprezentowałem oba utwory (najpierw Kanashii Hodo Aoku).
Przyznam, że z sezonu wiosennego w anime (który zbliża się z resztą do końca) na bieżąco śledzę tylko dwie serie: Kaichou wa Maid-sama oraz Hakuouki. Oba tytuły są bez wątpienia stworzone z myślą o przedstawicielkach płci pięknej; pełno w nich bishounenów. Szczególnie Hakuouki wydaje się typowo “babskim” anime, mamy tam do czynienia z klasycznym odwróconym haremem, w którym pozornie niepozorna heroina jest otoczona wianuszkiem mniej lub bardziej otwarcie adorujących ją samurajów. Jestem jednak dowodem na to, że nawet samiec może się cieszyć oglądając taką serię. Bohaterka jest bardziej niż urocza, a bishe nie wykazują tendencji do yaoi i jak na razie tylko w jednej scenie pokazywali nagie klaty. Dziewiętnastowieczna otoczka dodaje atrakcyjności, a z kolei intryga (która rozwijała się jednak dość powoli) jest nader interesująca.
Hakuoki ma jeszcze jedną zaletę – opening, którego naprawdę przyjemnie się słucha. Żywa i energiczna piosenka naprawdę łatwo wpada w ucho, a fragmenty lekko stylizowane przez orientalne wstawki nadają całości pikanterii. W podobnych superlatywach nie można się niestety wypowiedzieć o teledysku do utworu, w którym totalnie nic się nie dzieje :D.
Minął już miesiąc odkąd stałem się fanem mechów. Tak, jestem fanem wielkich, animowanych robotów i przyznaję się do tego bez bicia. Wszystko za sprawą dwóch sezonów anime Gundam 00. Do niedawna, mając niezbyt miłe wspomnienia o Neon Genesis Evangelion unikałem tej tematyki jak ognia, nigdy nie byłem też jakimś wielkim fanem twardego s-f (Gwiezdne Wojny to wyjątek) i trudno było mi zrozumieć czym zachwycają się wszyscy fani Gundamów. Pierwszym krokiem na mojej nowej ścieżce był Macross Frontier, ale w tej serii pierwsze skrzypce grała muzyka, a mechy były tylko dodatkiem. Możliwe, że to dzięki temu Macross (a Ranka Lee w szczególności) podbił moje serce i przywrócił mi wiarę w animowane historie spod znaku s-f. Do Gundama zasiadałem z lekką dozą sceptycyzmu, ale szybko wkręciłem się i pochłonąłem oba sezony w szybkim tempie. Oprócz epickiej fabuły, ciekawych postaci (jeśli na jakimś konwencie zobaczycie kogoś przebranego za Tierię Erde to pewnie będę to ja), wątków pobocznych i animacji bardzo pozytywnie odebrałem muzykę, w tym openingi i endingi.
“Wana” to pierwszy ending rzeczonej serii. Rockowy, odrobinę cięższy kawałek pozbawiony wszelkich udziwnień i wymysłów (śliczni chłopcy z boysbandu czy inny visual key) łatwo wpada w ucho i ze wszystkich towarzyszących Gundamowi utworów to właśnie ten zapamiętałem najlepiej (no, może oprócz “Unlimited Sky”). Jeśli wziąć pod uwagę fragmenty tekstu mówiące o zagubionych żołnierzach na polu bitwy to całość świetnie pasuje do tematyki anime. Nie uważam, że teledyski są jakoś szczególnie ważne w muzyce, ale moim zdaniem taki “suchy”, pozbawiony niepotrzebnych ozdobników, nakręcony w surowej scenerii videoclip świetnie komponuje się z nieco “szorstkim” wyrazem utworu.
W oczekiwaniu na notkę o kolejnym odcinku 07-Ghost (znając życie zabiorę się za nią dopiero w weekend) prezentuję teledysk do endingu tej serii. Na koniec każdego odcinka słuchałem endingu z niekłamaną przyjemnością; spokojna melodia działała kojąco po nieraz bardzo emocjonujących odcinkach pełnych tragicznych wydarzeń i mrocznych sekretów. Co ciekawe, pomimo spokojnego charakteru i pewnej sielankowości utwór dobrze wpasował się w klimat serii.
Jeśli chodzi o sam teledysk to nic się w nim nie dzieje; zgrabna japonka w ładnej białej sukience stoi i śpiewa. Co jakiś czas w tle pojawiają się skrzypaczki wygrywające bardzo przyjemną melodię. Noria prezentuje się bardzo pozytywnie w swojej skromnej sukience, ale uważam, że nieco przesadziła z ozdabianiem paznokci :D. Jeśli mam porównać oba tytuły (opening i ending) pod kątem teledysków to korzystniej wypada Aka no Kakera. Co prawda tam też niewiele się działo, ale całość była jakoś bardziej dynamiczna, a Yuki Suzuki sprawiała wrażenie bardziej zaangażowanej (choć pewnie jest to kwestia zupełnie innych charakterów obu utworów). Z drugiej strony jednak Hitomi no Kotae dostaje wielkiego plusa za skrzypce i skrzypaczki ^^.
Żeby uniknąć sytuacji, w której trzy wpisy pod rząd dotyczą bezpośrednio odcinków 07-Ghost dziś podzielę się pełną wersją openingu do tej serii. Piosenka wpada w ucho, artystka nie drażni piskliwym głosikiem, a w melodii można wyłapać parę fajnych motywów. Jak dla mnie utwór mógłby być jeszcze nieco cięższy ale nie zmienia to faktu, że Aka no Kakera to bardzo porządny kawałek, szczególnie na tle niektórych “arcydzieł” jakie czasem umieszcza się w czołówkach. Naprawdę czasem dobija mnie fakt, że niezłe serie mają zupełnie niepasujący do nich, tandetny opening ;/. W przypadku 07-Ghost jednak piosenka zalatuje przyjemnym rockiem i ładnie komponuje się z całością.
Pani Suzuki ma ładny i mocny głos, a na teledysku prezentuje się pozytywnie. Jak już kiedyś wspomniałem jestem uczulony na różowy j-pop dlatego teledysk oceniam wysoko. Ładne czarne wdzianko wokalistki i otaczające ją małe stadko gitarzystów (bardzo cieszy fakt, że gitary wyraźnie słychać, a nie służą tylko do ozdoby – patrz fragment z około 2:30 minuty) nadaje całości ciekawy nastrój choć nie można powiedzieć, że na ekranie wiele się dzieje. Nie wiem czy nie pomyliłem się w rachunkach, ale zdaje mi się, że w teledysku występuje siedmiu gitarzystów; to taki dodatkowy smaczek bo w końcu w 07-Ghost mamy Siedmiu Duchów, którzy pokonali boga ciemności Verlorena.
Dziś tylko krótka muzyczna notka, na nic dłuższego i bardziej złożonego nie mam siły z racji Systemu Eliminacji Studentów, który Jest Aktywny (sesji). Kiedyś wspomniałem, że często podczas nauki towarzyszy mi cicha muzyka, otóż ostatnio na playlistę zawędrował opening z serii ef – a tale of melodies. Serię tę (jak i jej poprzedniczkę: ef – a tale of memories) uważam za jedne z najlepszych anime jakie miałem przyjemność oglądać. Romanse pochłaniam masowo, ale te dwa wybitnie przypadły mi do gustu nie tylko ze względu na wątki miłosne i bohaterów; było w nich sporo graficznych eksperymentów i motywów psychologicznych, które razem powalały na podłogę (w jak najbardziej pozytywnym sensie). Oprócz tego na uwagę zasługują właśnie openingi, są pełne energii (a nie mdłe lub przesłodzone jak większosć utworów o miłości) i pozwalają odzyskać choć cześć sił podczas pięciominutowej przerwy w nauce :). Zachęcam do obejrzenia obu serii, naprawdę warto.
Zaprezentowany teledysk nie umywa się do animacji towarzyszącej piosence w anime, gdyby przydzielali nagrody za najlepszy opening (biorąc pod uwagę zarówno animację jak i muzykę) to moim zdaniem pierwsze miejsce powinno przypaść właśnie tej piosence. Utwór jest po angielsku i Elisa śpiewa w tym języku dość wyraźnie jak na japonkę (niektórym wychodzi to koszmarnie), ale ma też swoją japońską wersję. Mnie najbardziej podoba się motyw muzyczny (wpierw na gitarze, potem na skrzypcach ^^) zaczynający się około 1;25 minuty, a tekst od razu przypomina mi o bohaterach obu serii ef. Miłego słuchania.
W ostatnim czasie wpisy na blogu nie pojawiają się zbyt często. Wcale nie znaczy to jednak, że się wypaliłem czy skończyły mi się pomysły, nic z tych rzeczy. Pomysłów mam pod dostatkiem, brakuje mi jedynie sił i weny twórczej by ubrać je w słowa i opublikować. Wszystko za sprawą zbliżających się egzaminów i terminu obrony pracy licencjackiej; większość czasu i energii poświęcam czynnościom związanym z tymi ważnymi sprawami. Chwilka czasu na napisanie notki zawsze się znajdzie, gorzej z weną twórczą – prawie całą energię poświęcam na dokończenie pracy dyplomowej.
Najczęściej podczas nauki czy pisania pracy towarzyszy mi cicha muzyka. Z reguły są to melodie wpisujące się w nurt gotycki czy metalowy, ale słucham też sporo soundtracków i utworów z anime. Ostatnio jednak najczęściej włączam ścieżkę dźwiękową z filmu “Wiedźmin”. O tej ekranizacji powieści mistrza Andrzeja Sapkowskiego można powiedzieć wiele, z reguły niezbyt przyjemnych, słów. Pomimo wszystkich wad i niedoróbek, nad którymi nie będę się rozwodził, trzeba przyznać jedno – muzyka w nim była wyśmienita. Duża w tym zasługa Zbigniewa Zamachowskiego, który zagrał w filmie rolę Jaskra – trubadura i wędrownego poety, śpiewane przez niego ballady uważam za najmocniejsze punkty soundtrack’u z “Wiedźmina” i dzięki nim siedzenie nad (nie zawsze ciekawymi) książkami i danymi statystycznymi staje się o wiele przyjemniejsze.
Możliwe, że w przyszłości (przy różnych okazjach) będę kontynuował serię “muzyka, która mnie inspiruje”, ale to nic pewnego. Na koniec kilka moich ulubionych ballad Jaskra, które dzięki uprzejmemu internaucie znalazły się na youtube. Zainteresowani nie powinni mieć problemów ze znalezieniem kolejnych utworów na wspomnianej stronie.
W formie zapychacza przestrzeni podarku, który umili Wam czekanie na kolejne notki o Maria Holic (opisy odcinków 9 i 10 powinny pojawić się lada dzień) zaprezentuję wam teledysk do utworu będącego openingiem tej oryginalnej serii. Tytuł utworu można przetłumaczyć jako “krwotok z nosa”. Jako, że jest to przypadłość, na którą często cierpi Kanako tytuł świetnie pasuje do całości.
Piosenka jest wysoce uzależniająca, a co najważniejsze nie reprezentuje jakiegoś przesłodzonego i piskliwego j-popu :D. Wokalistce zdarza się zapiszczeć czy zaskrzeczeć, ale nie jest to jakoś specjalnie drażniące i można się przyzwyczaić nawet jeśli jest to pierwsza styczność z japońską muzyką. Za to melodia w połączeniu w choreografią sprawiają, że całość jest tak samo pokręcona (w jak najbardziej pozytywnym sensie) jak anime ^^. Warto obejrzeć teledysk do końca, w ostatnich 15 sekundach zawarto niespodziankę.
Jako, że wytwórnia będąca właścicielem praw autorskich do utworu konsekwentnie usuwa teledysk ze wszystkich serwisów wideo jedyną wersją, która się ostała jest ta na nicovideo…
EDIT: Już nawet link z nicovideo jest nieaktualny. Jeśli ktoś znajdzie jakiś inny streaming tego teledysku niech da znać…