Archiwum kategorii: Literatura

W świecie Zapomnianych Krain

Zebrało mi się ostatnio na zrobienie małego przeglądu zawartości szaf i półek w moim pokoju. Przy okazji miałem okazję przejrzeć małą kolekcję książek fantasy jakie udało mi się zgromadzić oraz przypomnieć jakie to wspaniałe (ale też całkiem przeciętne) dzieła miałem niewątpliwą przyjemność czytać przez te wszystkie lata interesowania się fantastyką. Znaczącym etapem rozwoju mojego hobby, oprócz fascynacji twórczością Tolkiena i Sapkowskiego, było upodobanie do książek firmowanych znakiem Forgotten Realms.

Czytaj dalej


Gildia Magów 20 lat później – “Misja Ambasadora” Trudi Canavan

Trylogia Czarnego Maga Trudi Canavan jest jedną z ciekawszych historii fantasy jakie zdarzyło mi się czytać w ostatnim czasie. Dzieje Sonei – zwykłej dziewczyny, która zostaje członkiem słynnej Gildii Magów i rozpoczyna naukę magii na uniwersytecie były bardzo wciągające i ukazują fakt, że nie wszystko co modne i popularne musi być kiepską papką dla mas. Choć o nastolatkach uczących się w szkole magii, wpływowych gildiach i mrocznych, magicznych sekretach można już było przeczytać w niejednej książce to Trylogia Czarnego Maga świetnie łączyła te wszystkie (zdawałoby się ograne) elementy, była bardzo dobrze napisana i prezentowała gromadkę postaci, z którymi czytelnik łatwo się zżywał. Dla wszystkich fanów twórczości Trudi Canavan nie lada gratką jest Trylogia Zdrajcy będąca kontynuacją losów Sonei i jej towarzyszy. Doświadczenie uczy jednak by do wszelkich “kontynuacji bestselerowych trylogii” podchodzić z lekkim dystansem. Jak jest w tym przypadku?

Okładę utrzymano w tym samym, znanym z poprzednich części, stylu.

Poniższa recenzja nie zawiera spojlerów dotyczących wydarzeń z Trylogii Czarnego Maga. Tekst miejscami odwołuje się jednak do znajomości tejże trylogii choć osoby, które jak dotąd nie zapoznały się z twórczością Trudi Canavan nie powinny mieć trudności z jego odbiorem. A tak zupełnie na marginesie… jakiś czas temu miałem w planach notkę dotyczącą Trylogii Czarnego Maga, ale zaginęła ona w mrokach dziejów i utonęła w otchłani znanej jako “brak weny twórczej” :D.

Czytaj dalej


“Żegnaj Harry” – Mirasa przemyślenia po wyjściu z kina

Tak, tak… wiadomo już, że J. K. Rowling nie zamierza (przynajmniej na razie) pisać więcej historii o czarodziejach. Wynika z tego, że każdy kolejny film z serii Harry Potter i … będzie “poza kanonem”, a więc nie do przyjęcia dla prawdziwych i najwierniejszych fanów jednego z najsłynniejszych czarodziejów. Sam do najgorętszych fanów Harry’ego się nie zaliczam i przyznam, że po przeczytaniu wszystkich książek i obejrzeniu wszystkich filmów o jego przygodach mam dość… Nie żebym szczególnie nienawidził twórczości pani Rowling – wprost przeciwnie – cenię ją sobie jako sprawnie napisane i raczej lekkie fantasy dla młodzieży. Po prostu pewnych rzeczy nie mam sensu ciągnąć w nieskończoność, a do tych na pewno zaliczają się perypetie Harry’ego.

Kto choć przez chwilę chciał być przybocznym Voldemorta, ręka w górę! (www.warnerbros.com)

Niniejszy tekst jest luźnym zbiorem moich przemyśleń dotyczących roli jaką Harry i spółka wywarli ma moim “dzieciństwie” (:D). Znalazło się w nim też na sporo przynudzania luźno związanego z tematem. Stawiam “w realu” piwo (lub jakiś inny napój) każdej osobie, która bez ziewnięcia dotrwa do końca tego grafomańskiego posta :D. Dodam jeszcze, że pewnie kwestie zostały celowo wyolbrzymione i nie odmówiłem sobie odrobiny sarkazmu.

Czytaj dalej


Zekranizują “Amerykańskich Bogów” Gainmana

Jakoś nigdy nie wkręciłem się w oglądanie żadnego popularnego serialu. Począwszy od Zagubionych przez Chirurgów i nowsze wynalazki w stylu Dextera, Dr House’a i inne Teorie Wielkiego Podrywu (choć to ostatnie uważam za zabawne). Kiedy znajomi pochłaniali kolejne sezony tych super fajnych dzieł i prowadzili zażarte dyskusje ja tylko grzecznie potakiwałem :D. Nie ma żadnych racjonalnych powodów, dla których miałbym mieć jakiś wstręt do seriali – wprost przeciwnie – skoro są tak popularne to na pewno mają świetny scenariusz i są dobrze zagrane, po prostu nigdy żaden mnie nie wciągnął. Seriale SF to już zupełnie inna sprawa – nie chcę się wkręcać w coś co ma 20 sezonów :D.

Moje nastawienie zaczęło się zmieniać za sprawą ekranizacji cyklu Miecz Prawdy Goodkina. Jednak po obejrzeniu pięciu odcinków serialu stwierdziłem, że: “fajne to to, ale od dłuższego czasu planuję zabrać się za książkę więc nie będę sobie spoilerował”. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku popularnej obecnie Gry o Tron na bazie dzieł Martina – nie ruszę serialu (choć bardzo mnie kusi) dopóki nie przeczytam książki. Wyszperałem za to w odmętach internetu informację, że w Stanach przymierzają się do stworzenia serialu na bazie Amerykańskich Bogów Gainmana. Jest to ciekawy zbieg okoliczności bo niedawno zabrałem się właśnie za książkę i jak na razie jestem pod sporym wrażeniem. Autor ten ma jak na razie szczęście do ekranizacji (przypomnę Gwiezdny Pył i cudowną Koralinę), a ponoć zaproszono go do współpracy przy scenariuszu odcinka pilotażowego. Jeśli mogę oceniać po 200 stronach to książka może mieć niezły serialowy potencjał…

Na koniec podzielę się swoją małą refleksją. Nie da się przeoczyć faktu, że od jakiegoś czasu fantastyka coraz śmielej wchodzi sobie w masową kulturę; nie jest już zarezerwowana tylko dla “wtajemniczonych”. Nie mówię już nawet o Władcy Pierścieni i Gwiezdnych Wojnach, wymieniłem przed chwilą filmy na bazie prozy Gainmana, ale można też wspomnieć sukces gry komputerowej Wiedźmin, ekranizacje komiksów Marvela, które cieszą się sporą popularnością, a nawet zalew młodzieżowej literatury o wampirach, wilkołakach i czarach. Może “bycie miłośnikiem fantastyki” trochę traci na elitarności, ale to chyba fajnie pogadać sobie o swoim hobby z coraz większą ilością znajomych :D. Swoją drogą to przypomniała mi się dyskusja na ten temat przy okazji pogadanki o współczesnym odczytywaniu literatury gotyckiej z tegorocznego Grojkonu… poniekąd cieszę się, że zostałem wtedy w sali zamiast wynieść się na spotkanie z Jackiem Komudą :D

PS: Tak, wiem, że od wieków nie zmieniałem ankiety w panelu bocznym…
PS 2: Dalej walczę o to by “bronić magistra” w lipcu ^^


Miras poleca: Wyznania Gejszy

No i zrobiłem sobie przerwę od bloga na prawie dwa tygodnie. Nie myślcie sobie jednak, że przez tam czas się obijałem – co to to nie; byłem po prostu zajęty odpoczywaniem po (jakże ciężkiej) sesji, na którą składały się aż dwa egzaminy :D. Z resztą, nie ma się o co martwić, takie krótkie przerwy od bloga zdarzały mi się już i nie są powodem do paniki. Zaręczam, że zerkałem tu regularnie i czytałem notki na innych blogach :D. Na emigrację z krainy blogów jak na razie nie mam zamiaru i zapewniam, że jeszcze przez jakiś czas będziecie musieli mnie znosić.

Tak poza tym, powyższy akapit nie ma większego sensu i proszę nie wyciągać na jego podstawie pochopnych wniosków. Po prostu czułem potrzebę napisania czegoś w tym stylu :D. Kiedy już wyrzuciłem to z siebie mogę przejść do właściwego tematu dzisiejszej notki. Nie jest wielką tajemnicą fakt, że sporo czytam (czasem ubolewam, że za czytanie książek nie dają medali). Przyznam, że w ręce wpada mi głównie literatura fantasy, ale lubię czasem dla odmiany sięgnąć po coś innego. Ostatnio zabrałem się za kupione swego czasu okazyjnie Wyznania Gejszy.

W filmie zagrali wspaniali aktorzy; warto jednak wspomnieć, że rolę młodej japonki zagrała aktorka pochodząca z Chin.

Czytaj dalej


Miras poleca: “Ruda Sfora” M. L. Kossakowskiej

Jeśli miałbym wymienić tylko jednego polskiego twórcę fantasy, którego cenię sobie najbardziej to z dużym prawdopodobieństwem (po dłuższym namyśle) wskazałbym Panią Kossakowską. Znajomość z pisarką zacząłem od Siewcy Wiatru, którego lektura wystarczyła bym stał się zagorzałym fanem jej twórczości. Potem był jeszcze Zakon Krańca Świata, po którym nie było już odwrotu :D. Ostatnio wpadła mi w łapki Ruda Sfora będąca nieco nowszym dziełem choć jest już dostępna na rynku od kilku lat.

Tak na marginesie – zmieniłem ankietę. Zachęcam do głosowania!

Okładka jest bardzo intrygująca. (Grafika ze strony wydawnictwa Fabryka Słów)

Czytaj dalej


“LA ILAHA ILL-ALLAH…” – “Żmija” Andrzeja Sapkowskiego

Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego był jedną z pierwszych książek fantasy jakie przeczytałem gdy mając kilkanaście lat zaczynałem coraz bardziej wsiąkać w ten świat. Kilka lat później, po wydaniu Trylogii Husyckiej moja fascynacja autorem powróciła bo choć perypetie Reinmara z Bielawy raczej mało przypominały przygody Geralta to w książce dalej wyraźnie czuło się charakterystyczny styl Sapkowskiego, który tak przyciągał do wiedźmińskiej sagi. Potem o autorze zrobiło się cicho. Wielki powrót jakim miała być Żmija zaskoczył mnie wysypem bardzo niepochlebnych recenzji; gdzieś przeczytałem nawet wypowiedź, w której sugerowano, że po osiągnięciu pewnego wieku pisarzom powinno się zabierać klawiatury! Zwykle nie zrażam się jednak krążącymi w sieci opiniami, a do Żmii przymierzałem się od dłuższego czasu.

Wydawnictwo zdążyło przyzwyczaić czytelników do papieru ekologicznego. Tym razem nie robi wyjątku.

Czytaj dalej


Wampir i Julia – “Księżyc w Nowiu” Stephenie Meyer

Za lekturę drugiego tomu sagi o miłości zwyczajnej dziewczyny i nieśmiertelnego wampira zabrałem się jakieś pół roku po skończeniu tomu pierwszego. Choć Zmierzch okazał się nieskomplikowanym i w gruncie rzeczy dość przyjemnym czytadłem to dalsze losy bohaterów były mi raczej obojętne. Obiecałem sobie bez większego przekonania, że kiedyś dokończę lekturę i to „kiedyś” nadeszło niedawno. A tak trochę na marginesie; nawiązanie do Szekspira w tytule notki jest jak najbardziej celowe – autorka w swojej książce także nawiązuje do słynnego dramatu jego autorstwa.

W nowym wydaniu gustowną okładkę zastąpiono wątpliwej urody kadrem z ekranizacji...

Czytaj dalej


Romansidło w pełni księżyca – “Zmierzch” Stephenie Meyer

„Zmierzch” Stephenie Meyer jest jedną z tych książek, do których zasiadałem powodowany głównie chęcią wyrobienia sobie własnej opinii. Jako, że wielu z moich znajomych ma za sobą lekturę tej książki i wyraża się o niej bardzo pochlebnie, a z drugiej strony wiele recenzji nie pozostawia na książce suchej nitki, postanowiłem sam zapoznać się z tematem. Fakt, że „Zmierzch” i jego kontynuacje są obecnie „na topie” (między innymi za sprawą powstałej niedawno ekranizacji) na pewno także nie pozostał bez wpływu – lubię w dyskusji posłużyć się własnymi argumentami, a nie powtarzać cudze, tym bardziej, że „Zmierzch” jest ostatnio dość chodliwym tematem w środowiskach związanych z fantastyką.

Polskie wydanie jest ładne, wliczam w to estetyczną okładkę.

Polskie wydanie jest ładne, wliczam w to estetyczną okładkę.

Czytaj dalej


Heinrich Heine – Doppelganger

W początkowej animacji w Personie 2: Innocent Sin (która jest majstersztykiem) użyto wiersza niemieckiego poety Heinricha Heinego. Wiersz ten przytaczają potem bohaterowie gry i myślę, że bardzo dobrze pasuje on do wydarzeń, które mają miejsce i świetnie podkreśla cały klimat gry. Jako ciekawostkę podam, że w oryginalnym wydaniu wiersz nie ma tytułu, ale tytuł “Der Doppelganger” nadany przez Schuberta (kiedy układał na jego bazie pieśń) bardzo pasuje do treści. Odkąd zacząłem grać w Personę ten wiersz chodzi mi ciągle po głowie, a z racji jego piękna pomyślałem, że podzielę się nim ze światem. (Link do Wikipedii dla leniwych, nieznających terminu “doppelganger”.)

Cicha jest noc, zaułki uśpione,

A otóż mej ukochanej dach.

Już dawno przeniosła się w inną stronę,

Lecz dom stoi nadal jak w tamtych dniach.


Ktoś stanął pod domem i w górę patrzy,

I z bólu ręce swe łamie aż.

I nagle widzę, ze zgrozy pobladłszy,

W księżyca blasku swoją własną twarz.


Mój sobowtórze! mój blady kolego!

Czemu przedrzeźniasz tych cierpień ślad,

Co mnie dręczył u domu tego

Przez tyle nocy za dawnych lat?

Źródło: Heinrich Heine “Księga Pieśni” Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980 strona 245.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 39 other followers